Podejrzanego czeka jednak rozprawa

Czytaj dalej
Fot. Piotr Krzyżanowski
Katarzyna Dworskakatarzyna.dworska@pomorska.pl

Podejrzanego czeka jednak rozprawa

Katarzyna Dworskakatarzyna.dworska@pomorska.pl

Prokuratura rejonowa wycofuje się z pomysłu warunkowego umorzenia postępowania w sprawie zastrzelenia kota.

Po naszej piątkowej interwencji w prokuraturze w sprawie mężczyzny z Białych Błot warunkowego umorzenia postępowania nie będzie. - Jeszcze tego samego dnia zapoznałem się z aktami - mówi Włodzimierz Marszałkowski, szef Prokuratury Rejonowej Bydgoszcz-Południe. - Wniosek o warunkowe umorzenie zostanie cofnięty. Przepisy prawa pozwalają na jego zamienienie na akt oskarżenia. Ta sprawa jest rzeczywiście zbyt poważna. Świadek złożył obszerne zeznania. Pojawiły się również nowe okoliczności.

O podejrzeniach mieszkańców Białych Błot, którym od kilku lat ginęły koty pisaliśmy w zeszłym tygodniu. Właściciele mruczków znajdowali martwe zwierzęta. Część prawdopodobnie została otruta, w kilku przypadkach mogło dojść do postrzelenia. - Na początku nie łączyliśmy tych przypadków - mówi pan Krystian, który stracił trzy koty. - Jednak zauważyliśmy, że populacja zwierząt, które pojawiają się w naszej okolicy dramatycznie zmalała.

Mężczyzna zaczął więc szukać przyczyny. I tak trafił na posesję swojego sąsiada, u którego znalazł klatkę samołapkę.

- W nocy z 19 na 20 stycznia widziałem jak zastrzelił złapanego do niej kota - opisuje. - Poinformowałem o tym policję.

Mundurowi przedstawili Marcinowi J. zarzut znęcania się nad zwierzętami. Podejrzany przyznał się, ale prokuratura wniosła o warunkowe umorzenie postępowania. Dzięki temu mieszkaniec Białych Błot mógł uniknąć skazania. Zostałby objęty okresem próbnym i miałby zapłacić grzywną. - Uważam, że to śmieszne, aby za takie przestępstwo była taka kara tym bardziej, że dowody są niezbite - uzupełnia pan Krystian i zarzuca niedopatrzenia. - Nikt nie rozmawiał z sąsiadami, którym wcześniej zaginęły zwierzęta. Były to koty domowe. Zeznań nie składał również mój syn, który widział zamkniętego w tej klatce mruczka. Z resztą żona podejrzanego potwierdziła, że jej mąż kupił wiatrówkę „na koty”.

Mieszkańcy podejrzewają, że Marcin J. mógł pozbawić życia nawet dwadzieścia zwierząt. - Chcę wiedzieć co się z nimi stało - dodaje pan Krystian. - Czy zostały gdzieś wywiezione, czy może spakowane do foliowych worków?

Katarzyna Dworskakatarzyna.dworska@pomorska.pl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.