Po wyborach za oceanem. Ranking przegranych [kanapa polityczna]

Czytaj dalej
Adam Willma

Po wyborach za oceanem. Ranking przegranych [kanapa polityczna]

Adam Willma

Prof. Roman Bäcker i Adam Willma dyskutują o sytuacji politycznej w kraju i na świecie.

Największym przegranym w Ameryce są... sondażownie.
To nie do końca prawda. Trzeba po prostu umieć czytać wyniki. Komentatorzy często pisali o przewadze Clinton, nie zauważając jednak tendencji spadkowej w jej poparciu. A jeśli nawet to dostrzegli, to z kolei nie dostrzegali innego mechanizmu - liczby ankietowanych, którzy nie chcieli ujawnić, na kogo będą głosować. W tych wyborach był to czynnik bardzo istotny, bo ośmieszenia obawiali się zwłaszcza wyborcy Trumpa. Im bardziej ekstrawagancki kandydat, tym więcej jest takich ukrytych zwolenników. I jeszcze jedno - im większa frekwencja, tym ciekawsze rezultaty. Gdyby w Wielkiej Brytanii przyszło do urn mniej ludzi, Brexitu prawdopodobnie by nie było. Podobnie było też teraz w Stanach.

To już jakaś plaga, epidemia pomyłek analityków na świecie.
Nie tyle epidemia, co narastanie nowej fali zmian politycznych i to na całym świecie - od Filipin przez Polskę i Węgry po USA. Wielu ekspertów wolało zaklinać rzeczywistość i mówić, że jednak do tego nie dojdzie. Zaklinanie deszczu jest często bardziej owocne. Ekspert powinien stanąć poza swoimi emocjami i patrzeć na politykę, tak jak biolog patrzy na białe myszki, a kryminolog na to, co robi kryminalista.

Drugi przegrany - wielkie media, które murem stanęły za Clinton.
Z punktu widzenia dziennikarzy lepiej by było, gdyby popierali Donalda Trumpa. Od dawna wiadomo, że kabaret to nic w porównaniu ze światem politycznym. Nie mam wątpliwości, że prezydentura Trumpa będzie z dziennikarskiego punktu widzenia bardziej owocna niż rządy Clinton (śmiech). Czekają nas bardzo ciekawe czasy i to nie tylko na polskim podwóreczku.

Przegrany trzeci - system lobbingowy. Okazuje się, że można było wygrać wybory bez pieniędzy od wielkich lobby.
To już wiadomo od czasów co najmniej pierwszych wyborów wygranych przez Baracka Obamę. Teraz ten system jest tylko udoskonalany. Masowe datki - zaledwie po kilka dolarów - mniej więcej tyle, ile daje się na tacę w kościele (a robi to co tydzień 80 procent Amerykanów) mogą przerodzić się w ogromną sumę w skali całego państwa. W dodatku ten, kto da te kilka dolarów, będzie nie tylko sam głosował, ale i namawiał innych - po co ma się tych kilka dolarów zmarnować. Internet zaoferował zupełnie nowe możliwości również w tym względzie. Jeszcze nigdy wspieranie wskazanych przez nas celów nie było tak proste.

Czwarty przegrany - fachowcy od PR. Donald Trump chadzał w tej kampanii drogami, na których specjaliści od wizerunku załamywali ręce.
Fachowcy od PR-u odwoływali się do przeciętnego wizerunku człowieka, który jest jako tako racjonalny i dba nie tylko o swoje samopoczucie. Na Trumpa głosowano przede wszystkim dlatego, żeby nie wygrała Hillary Clinton - kobieta z elit, rządząca krajem już od dziesięcioleci. To nie był głos za - tylko przeciw. Taki scenariusz jest zawsze najtrudniejszy dla PR-owców

Do jakiego stopnia Trumpa stać na niezależność? Bo w kampanii próbował być niezależny od wszystkich, również od republikanów.
Każdy polityk, a szczególnie rządzący państwem, jest zależny od wielkich grup interesów. Jeśli próbuje grać przeciwko nim, przestaje rządzić. Czasami przestaje być politykiem, a w bardziej egzotycznych państwach przestaje żyć. Donald Trump wygląda na szalonego, żywiołowego i nieobliczalnego. Być może tylko taki ktoś był w stanie wygrać z poukładaną, przewidywalną Hilary Clinton. Ale to jest tylko wizerunek medialny.

Jakim prezydentem będzie Trump, będziemy wiedzieli dosłownie za kilka tygodni - gdy rozpoczną się nominacje do jego gabinetu.

Czy rzeczywiście establishment przegrał wybory w 2016 roku?
Przegrała Partia Demokratyczna, ale nie establishment. Miliarder Trump zna wielu ludzi i oni znają też nowego prezydenta. Wielkie grupy interesów zawsze znajdą drogę do takiego decydenta, który wie jakie jest ich znaczenie.

Teraz tsunami pogalopuje do Francji i Niemiec?
Pożyjemy, zobaczymy. Tak czy inaczej czasy mamy o wiele bardziej ciekawe niż nam się to wydawało jeszcze przedwczoraj.

Adam Willma

Żyjący w coraz mniej oczywistym świecie ze stałym uczuciem deja vu. Nałogowy słuchacz ludzkich historii i muzyki sprzed trzech stuleci.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.