Po ataku epilepsji pogotowie zabrało Franka do szpitala w Brodnicy

Czytaj dalej
Fot. Agnieszka Romanowicz
Agnieszka Romanowicz

Po ataku epilepsji pogotowie zabrało Franka do szpitala w Brodnicy

Agnieszka Romanowicz

To nie jest opowieść o ciężko chorym dziecku, ale o zdrowym siedmiolatku, który miał atak epilepsji po pięciu godzinach grania w gry komputerowe. Niewielu ludzi ma pojęcie o tym zagrożeniu, zwłaszcza matki.

Był jednym z dwóch pacjentów oddziału pediatrii (na sześciu), który najprawdopodobniej trafił tam przez gry komputerowe. Ich producenci mają obowiązek uczulania o zagrożeniu padaczką, ale mało który gracz poświęca tym ostrzeżeniom należytą uwagę.

To miał być świetny wypad na pożegnanie wakacji. Urodziny cioci pod Brodnicą, a tam trzech starszych kuzynów, ognisko, jezioro i las. Piątkowy wieczór był udany. Dorośli śmiali się w ogrodzie, dzieciaki zaglądały do nich, żeby zjeść coś z grilla, ale większość czasu siedziały w domu przed laptopem albo konsolą. Wszyscy poszli spać około północy.

Skąd ten atak?

- Przebudziłam się przed godz. 9 w przyczepie kempingowej z wizją błogiego dnia przed nami. Grzało słońce, Franuś i mąż spali obok - opowiada pani Kasia z Zielonki pod Bydgoszczą.

Nagle Franek zaczął wydawać dziwne dźwięki. - Najpierw myślałam, że to przez sen, ale nie mogłam go dobudzić. Gdy mąż się zerwał, Franek zaczął sztywnieć i drżeć, dygotało całe jego ciało. Miał zaciśnięte pięści i charczał, jakby się dusił. Oczy mu odpłynęły, nie mogliśmy z nim nawiązać kontaktu.

Ojciec Franka, przekonany, że syn ma atak padaczki, włożył mu palec do buzi.- Miał sztywno zwinięty język i szczękościsk, którym miażdżył mój palec - opowiada pan Tomasz. - Próbowałem odsunąć mu język i wywołałem u niego odruch wymiotny. Wtedy odzyskał przytomność.

„Tatusiu, czy ja umrę?” - Franek wymiotował, płakał i pytał przerażony, co się z nim stało.

„Nie umrzesz, kochany! Jak masz na imię? Ile masz lat? Jaki mamy samochód?” - wypytywał tata.

Franek znał odpowiedzi na wszystkie pytania. Wrócił.

Pogotowie było już w drodze. I chociaż podstawowe badania w karetce wyszły dobrze, rodzice Franka dygotali ze strachu. Dławiło ich pytanie: od czego ich zdrowy i pełny energii synek dostał napadu epilepsji?

- Wiedzieliśmy, że przyczyny mogą być straszne, na przykład guz mózgu - wspomina pani Kasia.

Pogotowie zabrało Franusia do szpitala w Brodnicy. - Pierwsze pytanie lekarza w izbie przyjęć było czy Franek na coś choruje, a drugie, czy grał wczoraj w gry komputerowe. Zdębiałem - przyznaje pan Tomasz, zawodowo związany z komputerami.

Kiedyś mignęło mi przed oczami, że granie może wywołać atak epilepsji, ale sądziłem, że dotyczy to tylko chorych na padaczkę - mówi Tomasz. - Gdy byłem nastolatkiem, potrafiłem grać przez całą noc. Nie miałem żadnych dolegliwości, dlatego po pierwszej diagnozie Franka, trudno mi było w nią uwierzyć.

Jednak na oddziale w Brodnicy rodzice Franusia poznali 15-letniego Pawła, który też trafił do szpitala po nocy spędzonej przed komputerem.

- Opowiadał nam, że grał do 3-ciej w nocy. Rano obudziła go siostra. Paweł pamiętał, że wstał z łóżka, a potem nie wiedział, co się z nim stało. Siostra znalazła go nieprzytomnego na podłodze. Na dodatek upadając uderzył się w głowę.

Napad wywołuje kilka czynników

Tomografia wykluczyła guza w mózgu Franka i choć badania są w toku, wszystko wskazuje na tzw. padaczkę komputerową. Dotyka ona głównie dzieci między 8 a 18 rokiem życia, najczęściej dziewczynki.

Marzenna Wesołowska, kujawsko-pomorski konsultant wojewódzki do spraw neurologii dziecięcej zaznacza, że hasło „padaczka komputerowa” nie istnieje w nomenklaturze medycznej. Jednak częstotliwość występowania tej formy epilepsji została rozpoznana.

- Nie przekracza pięciu procent chorych na padaczkę - uściśla dr Wesołowska.

- Takie napady padaczkowe mogą zdarzyć się również w związku z przebywaniem przed monitorem telewizora - uzupełnia specjalistka. - Wynikają jednak z łącznego występowania kilku czynników.

Zasadniczy to fotowrażliwość, czyli genetycznie uwarunkowana wrażliwość mózgu na tzw. mrugające światło. Kolejnym czynnikiem jest używanie ekranu komputera i telewizora o niskiej częstotliwości odświeżania ekranu, gier z migotaniem kranu, szybko zmieniających się barw, itp.

- A także przebywania blisko ekranu i używania go po ciemku (duży kontrast: jasny ekran - ciemny pokój) oraz zmęczenia lub tzw. deprywacji snu. Część nastolatków, u których wystąpił napad, gra w nocy, po ciemku, pozbawiając się snu w naturalnym cyklu dobowym - wyjaśnia neurolog. - Dla większości pacjentów napad padaczkowy przed komputerem jest pierwszym w życiu. Gdyby używali komputera w ciągu dnia, w jasno oświetlonym pomieszczeniu i raczej krótko oraz gdyby ograniczyli ekspozycję na gry, mogłoby nigdy nie dojść do ujawnienia się padaczki.

Franek grał przez pięć godzin w piątek: przez dwie około południa ścigał się samochodami, potem godzinę po obiedzie walczył jako wojownik, a wieczorem znowu starał się wyprzedzić innych wirtualnych kierowców.

- Dla dzieci to fajna zabawa, jednak okazało się, że może mieć straszne konsekwencje. Nie miałam o nich pojęcia, bo sama nigdy nie grałam na komputerze - mówi mama Franka. - Naraziliśmy syna na niebezpieczeństwo i cała nasza rodzina przeżyła traumę, dlatego chcemy przestrzec innych rodziców, zwłaszcza matki, bo każda, której mówię o tym, co przeżyliśmy, dziwi się i przyznaje, że nigdy nie słyszała o padaczce komputerowej.

Nie wiedzą o niej nawet producenci gier. Kamil Wojciekiewicz z warszawskiego studia The Astronauts, nagrodzonego British Academy Games Awards za innowacje w przygodówce „Zaginięcie Ethana Cartera”, przyznaje: - Nie posiadam absolutnie żadnej wiedzy na temat padaczki komputerowej.

Pozew o wprowadzanie produktu zagrażającego życiu

Tymczasem to zjawisko, którego konsekwencje odczuli już producenci gier komputerowych na świecie.

Serwis gry-online pisze o sprawie z USA: „Syn pewnej Amerykanki zagrywał się w najlepsze w „Spyro: Enter the Dragonfly” na Play Station 2, kiedy dostał ataku padaczki, w wyniku którego doznał trwałego uszczerbku na zdrowiu. Zrozpaczona matka zrobiła to, co zazwyczaj robią Amerykanie w takich sytuacjach - pozwała do sądu producenta konsoli, Sony oraz firmy odpowiedzialne za samą grę: Sierra Entertainment i Vivendi Games. W pozwie sądowym kobieta zarzuciła wspomnianym firmom, że lekkomyślnie opracowały i wprowadziły do sprzedaży produkt, który zagraża zdrowiu graczy”.

Odtąd producenci gier komputerowych i konsoli takich, jak Play Station czy Xbox zabezpieczają się przed pozwami sądowymi dołączając ostrzeżenia o padaczce komputerowej do instrukcji obsługi. W instrukcji Xbox 360™ czytamy m.in.: „Niektóre osoby narażone na działanie migającego światła lub pewnych jego naturalnych kombinacji mogą doznać ataku padaczkowego lub utraty przytomności. Przypadłości te mogą wystąpić podczas użytkowania gier komputerowych u osób, u których nigdy wcześniej nie rozpoznano padaczki lub które nigdy wcześniej nie doznały ataków padaczkowych (...) Aby zmniejszyć ryzyko wystąpienia ataku, należy przestrzegać poniższych zaleceń: nie siedź zbyt blisko ekranu, graj na niezbyt dużym ekranie; upewnij się, że pomieszczenie, w którym grasz, jest dobrze oświetlone; nie graj, jeśli odczuwasz zmęczenie lub chce ci się spać.”

Patryk Kuczora, sprzedawca gier komputerowych w „Expert Plus” w Świeciu zna tę instrukcję.

- Każdy, kto gra na konsoli, musiał widzieć ostrzeżenie, bo wyświetla się ono zaraz po włączeniu urządzenia - zwraca uwagę.

Ostrzeżenie przed epilepsją, napisane wielkimi literami, jest dołączane do coraz większej liczby gier, nawet do „Winx Club: Czarna magia”, gdzie bohaterkami są czarodziejki Winx, ukochane zwłaszcza przez małe dziewczynki.

Wymagają sprawdzania materiałów przed emisją

Najgłośniejszy przykład tzw. epilepsji ekranowej wydarzył się 1997 r. w Japonii. Po obejrzeniu odcinka bajki animowanej pt. „Pokemony” 635 dzieci trafiło do szpitala. U wszystkich atak padaczki wywołało migoczące przez cztery sekundy światło, gdy piorun Pikachu (bohatera bajki) zetknął się z pociskami i nastąpił wybuch. Niebieskie, czerwone i białe blaski padały na ekranie telewizora z szybkością równą falom mózgowym człowieka. Tego odcinka nie wyemitowano w pozostałych telewizjach na świecie.

Po napadach epilepsji u widzów wycofano też reklamę Citroena DS4. Pojawiało się w niej słowo „yes”, migające 304 razy w kontrastowych kolorach i w bardzo szybkim tempie.

Ataki padaczki odnotowano również po obejrzeniu teledysku do piosenki „All of the Lights” Kayne Westa i Rinanny. Klip nie może być emitowany w brytyjskiej telewizji, ale w internecie tak. I choć ostrzega przed nim na swym profilu sam Kyne West, do wczoraj teledysk ten miał na Youtube 172 003 358 wyświetleń.

Przypadki napadów padaczki pojawiły się także po obejrzeniu filmowej sagi „Zmierzch”. Dochodziło do nich po scenie, w której główna bohaterka Bella rodzi dziecko i towarzyszy temu migotanie czerwonego, białego i granatowego światła.

Z powodu coraz liczniejszych przykładów ataków epilepsji ekranowej, dla bezpieczeństwa widzów wprowadzane są na świecie regulacje wymagające sprawdzania takich materiałów jeszcze przed emisją. Zaleca to m.in. międzynarodowy związek telekomunikacyjny, zrzeszający 193 państwa, w tym Polskę.

Jednak w naszym kraju na zaleceniach się kończy.- Nie zarejestrowaliśmy dotąd żadnych wniosków bądź postulatów w sprawie wprowadzenia takich regulacji - mówi Milena Kruszewska, rzecznik prasowy Ministra Zdrowia.

Agnieszka Romanowicz

Bardzo lubię pisać i jestem wyczulona na krzywdę - to główne powody, dla których zostałam dziennikarką. Na co dzień piszę o wszystkim, a moje działki w „Gazecie Pomorskiej” to zdrowie psychiczne, uchodźcy, gaz łupkowy i pszczelarstwo. Interesuję się architekturą i kocham wieś.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.