Pierwsza agentka, ostatni bydgoscy Żydzi i d... Edwarda Gierka

Czytaj dalej
Adam Willma

Pierwsza agentka, ostatni bydgoscy Żydzi i d... Edwarda Gierka

Adam Willma

Po działalności TW Wysokiej pozostało niewiele informacji. Zachowane w IPN teczki pozwalają jednak zerknąć przez dziurkę od klucza na życie codzienne bydgoskich Żydów w latach 70. XX wieku.

To był strzał w dziesiątkę. Tak zaangażowany tajny współpracownik zdarzał się Służbie Bezpieczeństwa rzadko. Pierwsze doniesienie pochodzi z 28 września 1970. „Wysoka” od początku dała się poznać jako ta, która wie sporo. A jeszcze więcej chce wiedzieć.

„Znam obywatelkę W., której mąż jest rzecznikiem w Wojewódzkiej Radzie Narodowej. Wiadomo jest mi, że pan W. utrzymuje bliższe kontakty z niejaką V. uprawiającą prostytucję. Jest ona mu obecnie w wielu wypadkach niewygodna, ponieważ kompromituje go. Relacji tej jednak nie zrywa, bo wymieniona prawdopodobnie szantażuje go ujawnieniem spraw stanowiących tajemnicę. Podobne kontakty V. ma z ob. T., zatrudnionym w rolnictwie. T. zależy na poprawnych stosunkach z V., gdyż posiada z nią dziecko, o czym nie wie jego rodzina. V. nigdzie nie pracuje, a ostatnio dostała w prezencie samochód syrena, prawdopodobniej od kierownika działu garmażeryjnego delikatesów”.

Agentka idealna

Szybko jednak okazało się, że Wysoka, jako osoba pochodzenia żydowskiego, może być najlepszym źródłem informacji o żydowskim stowarzyszeniu w Bydgoszczy.

Po dramacie Holokaustu, w Bydgoszczy właściwie nie było już miejscowych Żydów (z 71, którzy przeżyli, do miasta powróciło zaledwie 17). Ci, którzy pojawili się nad Brdą, pochodzili głównie z terenów wschodniej Polski. Według wyliczeń dr. Tomasza Kawskiego tuż po wojnie społeczność żydowska w Bydgoszczy liczyła około 350 osób, ale szybko zaczęła topnieć z powodu emigracji i już w latach 60. XX wieju spadła do 70.

W tym miejscu rozpoczyna się misja TW Wysokiej.

Nie wiemy o niej wiele, oprócz tego, że była kobietą z niepełnym średnim wykształceniem (ale biegle władającą piórem). Już jako TW wyszła za mąż za bydgoskiego malarza i urodziła córkę.

Była inteligentna, obdarzona znakomitym zmysłem obserwacji i sporą ciekawością. Agentka idealna.

To ona naprowadza swojego oficera prowadzącego na wątek Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów. W siedzibie tego ostatniego, przy Alejach 1 Maja Wysoka pojawia się często niespodziewanie, dokładnie relacjonując reakcje i zdarzenia. W czasie, gdy wiąże się ze środowiskiem bydgoskich Żydów, Stowarzyszeniem (założonym w 1957 roku) targa wewnętrzny konflikt, zapewne podsycany dodatkowo przez SB. Społeczność podzielona była na dwie grupy. Do jednej należeli prywaciarze i przedstawiciele wolnych zawodów, druga skupiała osoby na państwowych posadach. Ci pierwsi - według Wysokiej - odnosili się do drugich z wyraźnym lekceważeniem.

Klub wyposażony w radio, telewizor i skromną bibliotekę zarządzany jest przez B., który dostaje za to 300 zł z warszawskiej centrali. Raporty pisane do Warszawy są mocno koloryzowane. W rzeczywistości całe środowisko pogrążone jest w apatii i żyje głównie sprawą zapomóg, które wydzielane są według klucza znajomości. Na spotkania przy kawie ludzie przynoszą listy od rodzin, które wyjechały z Izraela i dzielą się informacjami. Odsprzedają też sobie nawzajem towary z paczek: pończochy, kakao, buty.

Intuicja wyróżnia Żydów

Sekretarz Towarzystwa, B. jest człowiekiem obsesyjnie podejrzliwym. Mówi ściszonym głosem, ciągle sprawdza, czy ktoś nie podsłuchuje na korytarzu, podejrzewa sąsiadów o szpiegowanie. Dlatego nakazuje nawet ciche odkładanie książek na półki, żeby ci nie domyślili się, co dzieje się za ścianą.

Kilka osób przestało przychodzić na zebrania. Na przykład dentysta D., który „bardzo zmienił się od czasu ślubu z Polką i przejściem na wiarę katolicką”. Tego rodzaju plotki Wysoka sprzedaje esbekom na pęczki.

Któregoś dnia w 1971 roku porucznik Andrzej Wasielewski z bydgoskiej SB dostaje jednak niepokojącą informację od TW Wysokiej. Ta chce się z nim spotkać, ale aż w Poznaniu. Obawia się o własne życie po telefonie z pogróżkami. Relacjonuje też dziwne spotkanie z M., Żydem pracującym w restauracji „Rybna” niedaleko placu Wolności. M. jest kelnerem, który chwali się znajomością z wieloma notablami. Obsługiwał nawet samego premiera Cyrankiewicza. „Wiedziałem, że mnie pani odwiedzi. Śniło mi się. Tylko my, Żydzi, mamy taką intuicję i to nas wyróżnia” - wita Wysoką kelner.

M. kazał Wysokiej złożyć przysięgę milczenia „na gwiazdę”, a później wyjawił sekret. Okazało się, że świeckie stowarzyszenie żydowskie jest fasadą, która ukrywa świat „wtajemniczonych”. Ci spotykali się na modlitwach w domu rabina L. i spożywali macę. Aż do jego śmierci. M. zdradził Wysokiej, że on również studiował Talmud i jako człowiek głęboko wierzący jest przygotowany do zastąpienia rabina. To, co robi i mówi na co dzień jest tylko zasłoną. Chciałby zaangażować się w TSKŻ i rozruszać je. I do tego potrzebuje jej pomocy.

„Wykazał wyjątkowo negatywne nastawienie do towarzysza Gomułki, używając przy tym wulgarnych sformułowań” - odnotowała Wysoka.

M. zdradził Wysokiej, że rabin miał w komitecie partii swojego człowieka, który pomagał Żydom m.in. w znalezieniu dobrej pracy.

Pozostawiam wolny wybór

Porucznik Wasielewski był zachwycony informacjami od Wysokiej. Instruuje ją, że w przypadku jeśli M. zainteresuje się nią seksualnie, „pozostawia jej wolny wybór”. Wysoka zadeklarowała jednak, że gdy tylko pozwoli to w decydujący sposób wykonać zadanie, zgadza się na stosunek.

Zadaniem Wysokiej było zyskanie zaufania M. i objęcie funkcji bibliotekarki lub sekretarki Towarzystwa.

Nie wiadomo do jakich poświęceń musiała posunąć się Wysoka w rozpoznaniu M., w każdym razie czar szybko prysnął: „M. to człowiek o miernej inteligencji, brak mu zupełnie wyrobienia towarzyskiego. Człowiek o jednostronnych zainteresowaniach. Interesują go plotki rodzinne i temat II wojny światowej, w której brał udział. Do znudzenia opowiadający o swoich sukcesach wojennych. Uważa się za człowieka wykształconego. Fakt ukończenia WUML-u [wieczorowa szkoła marksizmu - przyp. AW] porównuje do skończonych studiów wyższych. Nie cierpi niektórych swoich znajomych, z czym się nie kryje, ale jednocześnie im pomaga, wstawiając się za nimi w razie potrzeby do różnych organizacji politycznych. Jest przy tym człowiekiem bardzo gościnnym. Zaprasza znajomych, których lubi - niemal o każdej porze dnia. Jego pasja życiowa to dawanie dobrych rad. Uważa się za człowieka skrzywdzonego i niedocenionego w tym ustroju, gdzie on jako człowiek, który tyle walczył i odniósł dotkliwe rany nie ma zrozumienia i właściwego miejsca wśród najlepszych”.

Bardzo użyteczne musiały być dla SB informacje o żydowskich prywaciarzach, z którymi władza obchodziła się z równą bezwzględnością, jak z polskimi. TW Wysoka szczegółowo relacjonuje m.in. sprawę R., członka TSKŻ, właściciela zakładu futrzarskiego. R miał poważne kłopoty z urzędem skarbowym, który złupił go domiarem i wymusił zamknięcie sklepu.

„Marahuina w pastylce”

Donosy Wysokiej oprócz wątków politycznych są źródłem niezliczonych obserwacji, które pozwalają oddać klimat czasów: „Kiedyś K. była z mężem w klubie TSKŻ. R. odwołała ją na stronę, powiedziała przyciszonym tonem: - Niech pani go rzuci. Pojedziemy do Izraela, tam będzie mnóstwo pięknych mężczyzn. Czy pani nie czuje wstrętu do goja?”.

Wśród ludzi opisywanych w donosach Wysokiej sporo miejsca znalazło się dla bydgoskiego poety P. (również o żydowskich korzeniach) i jego ekscesów alkoholowych. Towarzyszą im opowieści o bydgoskich malarzach, którzy narkotyzują się „marahuiną w pastylce”.

Los chciał, że jeden z tych malarzy został mężem Wysokiej, ale bynajmniej nie porzucił narkotyków. Z tego związku urodziła się córka i ten wątek również znalazł miejsce w esbeckich teczkach: „Żydzi bydgoscy dość niechętnie przyjęli, że mam córkę, a nie syna. Okazuje się, że w Polsce jest znacznie mniej młodych Żydów niż Żydówek. Pytano również czy dziecko jest ochrzczone. Słysząc odpowiedź negatywną , wyrazili dość istotne zadowolenie. Sądzę, że chcą oni dokonać rytuału chrztu żydowskiego”.

Z czasem wątek żydowski okazywał się coraz mniej istotny. W dobie narastających niepokojów społecznych, ważniejsze były dla SB inne informacje. Jak choćby ta: „Robotnicy Kombinatu Budowlanego w Bydgoszczy planowali przerwę w pracy. Opowiadają między sobą następujący kawał: „Co ma złotówka polska? Z jednej strony żeberka, z drugiej – d... Gierka”.
Nie wiemy jak potoczyły się losy Wysokiej. Wiadomo tylko, że w końcu zdała maturę, co otworzyło jej drogę do urzędów. Niewykluczone, że wyjechała do Izraela z kolejna falą emigracji. Być może ktoś z Państwa pomoże nam zrekonstruować tę szpiegowską układankę.

Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce (TSKŻ)
- świecka organizacja żydowska powstała w 1950 roku z połączenia Centralnego Komitetu Żydów Polskich i Żydowskiego Towarzystwa Kultury. Oddział bydgoski powstał w 1957 roku. W 1971 oddział rozwiązano i zlikwidowano klub przy. Al. 1 Maja. Działalność TSKŻ reaktywowano dwa lata później, ale aktywność bydgoskich Żydów stopniowo zamierała.

Adam Willma

Żyjący w coraz mniej oczywistym świecie ze stałym uczuciem deja vu. Nałogowy słuchacz ludzkich historii i muzyki sprzed trzech stuleci.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.