Piękna Karolina za bardzo ufa filmowym amantom [zdjęcia]

Czytaj dalej
Fot. Sylwia Dąbrowa
Paweł Gzyl

Piękna Karolina za bardzo ufa filmowym amantom [zdjęcia]

Paweł Gzyl

Była typową dziewczyną z małego miasteczka. Marzenia o wielkim świecie spełniła dzięki aktorskiej karierze. Teraz błyszczy w telewizji.

Po raz pierwszy zobaczyliśmy ją na parkiecie w minioną sobotę. Wkroczyła nań z Żorą Koroliowem pewnym krokiem i z pasją zatańczyła walca wiedeńskiego. Przy każdym ruchu mocno wycięta sukienka odsłaniała jej długie nogi. Nic więc dziwnego, że po pierwszym odcinku „Tańca z gwiazdami” to właśnie od jej zdjęć zaroiło się w internetowych portalach. Czy to znaczy, że Karolina Gorczyca ze swoim partnerem mają największe szanse na triumf w popularnym programie?

Tanie wino na targu

Urodziła się i wychowała w Biłgoraju, małym miasteczku na Lubelszczyźnie, gdzie nie brakuje zieleni. Nic dziwnego, że mała Karolina najbardziej lubiła latem wyjeżdżać rowerem na pobliskie Roztocze, siadać na rzeką i czytać książki.

Jej rodzice nie mieli nic wspólnego ze sztuką. Mama pracowała w sklepie jako ekspedientka, a tata jeździł po całej Europie wielką ciężarówką. Chcieli więc dla córki lepszego losu. Dlatego pilnowali ją, aby się przykładała do nauki. Tak też było, choć oczywiście z czasem Karolina zaczęła poznawać uroki młodości.

Sylwia Dąbrowa

- Było wesoło - wieczorami chłopcy jeździli stuningowanymi autami wokół parku albo podrywali dziewczyny w dyskotece. Byłam w różnych grupach, od tych z tapirami na głowach i w białych bluzkach świecących w stroboskopowym świetle, po grunge’owe środowisko słuchające mocnego metalu. Ale zawsze byłam osobno. Łączę rzeczy nieprzystawalne. Interesuje mnie buddyzm, ale jestem katoliczką. Ćwiczę jogę i chodzę do kościoła. Znajomi mówią, że mi się od tego pomiesza w głowie - śmieje się aktorka w „Gali”.

W jednym z wywiadów przyznała, że pierwszego papierosa zapaliła już w podstawówce. Nie smakował jej, dlatego do dzisiaj nie pali. Lepiej poszło jej z alkoholem. Z koleżankami otworzyły błyszczykiem do ust tanie wino na biłgorajskim targu i... upiły się po raz pierwszy w życiu.

- Byłam rozpieszczana. Tato, kiedy wracał z podróży, opróżniał kieszenie i obsypywał córeczkę monetami. Dzięki temu miałam markowe buty, ciuchy i kosmetyki. Ale pomysł na siebie musiałam znaleźć sama, rodzice mi w tym nie pomogli. Nie skarżę się. Myślę, że gdyby nie to, nie miałabym takiej siły i motywacji. W dzieciństwie nauczyłam się, że samo nic nie przyjdzie, trzeba po prostu zapieprzać i sięgać po marzenia - tłumaczy w „Twoim Stylu”.

Aktorstwo na przekór

Gdy była mała, tata przybił jej do szafy wielkie lustro. I dziewczynka stała przed nim godzinami, najpierw strojąc miny, a potem odgrywając sceny z filmów. Jej ulubioną aktorką stała się z czasem Krystyna Janda, którą zobaczyła po raz pierwszy w filmie „Pestka”. Do dziś gwiazda jest dla niej artystycznym i życiowym autorytetem.

Ważne dla niej stało się w liceum spotkanie z Alicją Jachiewicz i Stefanem Szmidtem. - Zwerbowali mnie do swojej Fundacji Kresy 2000, pracującej na rzecz krzewienia kultury na ziemiach wschodnich. W Nadrzeczu , 12 kilometrów od mojego rodzinnego Biłgoraja, mieliśmy scenę. Nazywaliśmy się „Wyindywidualizowani” - mówi w „Gali”.

Dzięki temu w pierwszej klasie liceum pojechała na finał konkursu recytatorskiego do Słupska. Potem w Centrum Kultury przygotowała wraz z kolegami i koleżankami z fundacji „Parady” Jana Potockiego. Utrzymane w stylu komedii dell’arte przedstawienie było bardzo wymagające - musiała więc być sprawna fizycznie i aktorsko. Wtedy podjęła decyzję o zdawaniu do szkoły teatralnej. Rodzice oczywiście nie byli zachwyceni

- Słyszałam nieraz: „Najlepiej żyć bez kontrowersji i rozgłosu, nie pchać się na pierwszy plan” albo: „Teatr, śpiewy, tańce?! Co to za pomysł?! To nie przystoi, z tego nie będzie żadnych pieniędzy. Lepiej byś poszła na medycynę”. Ale chyba dobrze, że to słyszałam, bo z przekory postanowiłam właśnie robić to, co mi odradzano - uśmiecha się, rozmawiając ze „Zwierciadłem”.

Krakowskie Podgórze

Początek miała trudny. Spóźniła się na egzamin w krakowskiej szkole teatralnej - co natychmiast wykorzystała komisja, w której zasiadały takie sławy, jak Jerzy Stuhr, Jerzy Trela, Anna Dymna i Anna Polony. Poproszono ją bowiem, aby za pomocą przygotowanego tekstu przeprosiła za spóźnienie, a później ochrzaniła komisję za stres, w który ją wpakowała.

Sylwia Dąbrowa

„To moje być albo nie być, pójdę na całość” - pomyślała. I dała prawdziwe przedstawienie: szarpała za stół, za którym siedziała komisja, wrzeszczała na całego, a nawet... opluła przez przypadek zacne grono profesorów. I zdała egzamin.

- Mieszkałam z koleżanką z roku w Podgórzu, w kamienicy, w której straszyły... koty. Było ich tak dużo, że kiedy wracałam w nocy, widziałam na korytarzu tylko ich świecące oczy. Później, gdy w mieszkaniu za ścianą umarła sąsiadka, wrażeń było już za dużo, nie chciałyśmy dłużej tam mieszkać. Wyprowadziłam się - śmieje się w „Twoim Stylu”.

Ponieważ miała stypendium naukowe i socjalne, a do tego dostawała kieszonkowe od rodziców, mogła kupować nowe książki w empiku i modne ciuchy w butikach. A kiedy jej koledzy jedli zupki w proszku, ona chodziła do restauracji na krakowskim Rynku, objadając się razowym penne z kurczakiem i szpinakiem. Nie lubiła studenckich imprez. Kiedy raz namówiono ją na zapalenie marihuany, złapała takiego „doła”, że odechciało jej się tego na całe życie.

- Do tej pory wolę spotkać się z przyjaciółmi w domu na kolacji, niż iść do klubu. Wtedy nie imprezowałam, ale zostawałam po zajęciach, brałam klucz do sali i ćwiczyłam sceny na następny dzień: siedziałam z korkiem w ustach przed lustrem i ćwiczyłam dykcję. Nauczyciele powtarzali: „Jeśli będziecie mieć złą dykcję, nie dostaniecie pracy”. Wzięłam to sobie do serca - wspomina w „Twoim Stylu”.

Karolina nie czuła się jednak w Krakowie dobrze. Wydawało jej się, że jest niedouczona, nie śmiała dyskutować z kolegami na korytarzach uczelni o wielkiej sztuce.

Pociągały ją telewizja i kino, z kolei profesorowie za prawdziwe aktorstwo uznawali tylko występy w teatrze. Dlatego kiedy nadarzyła się okazja, przeniosła się do Warszawy. Ale tam spotkała ją niemiła niespodzianka.

- Z mieszkania, które wynajęłam od koleżanki, wyrzuciła mnie jej mama. Bała się, że coś zniszczę, więc przysłała ślusarza, żeby wymienił zamki. Zostałam bez dachu nad głową. W końcu wzięłam kredyt i kupiłam mieszkanie. Miałam 22 lata - opowiada.

Zdrada wpisana w cenę

Wtedy też postanowiła wydorośleć i zadbać o siebie. Wstawała o szóstej rano, biegała, jadła zdrowe jedzenie, chodziła spać o dziesiątej. Wszystko to wzięło w łeb, kiedy odniosła sukces. Dzięki występowi w popularnym filmie „Miłość na wybiegu” posypały się propozycje udziału w kolejnych produkcjach, w tym w popularnym „Czasie honoru”. Co ciekawe - zauważono ją również poza Polską.

Sylwia Dąbrowa

- Zagrałam w produkcji irańskiej, rosyjskiej i niemieckiej. Może mogłam mocniej to wykorzystać, ale nie jestem osobą, która idzie za ciosem i zrobi wszystko, aby przekonać wszystkich do siebie. Realnie patrzę na możliwości, wiem, że wszystko się dzieje po kolei i ma swój czas. Jestem pogodzona z tym, co jest i jak jest, ale mam ambicje, które w swoim tempie realizuję - deklaruje w „Plejadzie”.

Najważniejszy dla Karoliny okazał się występ w filmie „Huśtawka”. Na jego planie poznała Wojciecha Zielińskiego. On grał żonatego faceta - a ona jego młodą kochankę. Romans w naturalny sposób przeniósł się z filmu do realnego życia. Para zamieszkała razem - i niebawem na świat przyszła ich córeczka. Mimo to nie zdecydowali się jednak zalegalizować związku.

- Wszystko idzie w swoim rytmie. Ślub na tym etapie życia nie jest na mojej liście priorytetów, według mnie dziecko bardziej scala dwoje ludzi niż jakiś papier. Nie chcę chodzić utartymi ścieżkami. Kiedy słyszę: „bo tak wypada” albo „tak trzeba”, to dostaję gęsiej skórki. Od razu pojawia się przekora, żeby powiedzieć „nie” - powiedziała w wywiadzie dla „Pani”.

Może to jednak była zła decyzja - bo z czasem związek Karoliny i Wojciecha zaczął się sypać. Oboje się ciągle mijali - ona jeździła na Podlasie na plan serialu „To nie koniec świata”, a on w tym czasie kręcił w Toruniu „Lekarzy”. W końcu do Karoliny zaczęły dochodzić kolejne plotki o miłosnych podbojach swego partnera. Dlatego ostatecznie doszło do rozstania.

- Zrozumiałem, że relacja między kobietą a mężczyzną odbiega od filmowych obrazków. Nie wierzę w monogamię. Chciałbym, żebyśmy dotrzymali sobie wierności, ale dojrzałem, żeby sobie powiedzieć, że zdrada jest wpisana w życie. Nie chcę, żeby mnie źle odebrano, ale powiem jak samiec, przez którego przemawia testosteron: czasami jest to rodzaj sportu - wyznał aktor w jednym z wywiadów.

Teraz Karolina jest zakochana w Krzysztofie Kosteckim, który trenuje triathlon. Przyznaje jednak, że najważniejsza w jej życiu jest córka.

- Rola mamy jest moją najważniejszą i najtrudniejszą jak do tej pory. Z Marią często rozmawiamy wieczorami przed snem. Mamy swoje tajemnice. Lubimy razem robić zakupy, piec ciasta, malować sobie paznokcie. Jesteśmy typowymi kobietami - mówi w „Gali”.

Paweł Gzyl

Paweł Gzyl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2023 Polska Press Sp. z o.o.