Maria Eichler

Panie Andersen, czy życie to jest bajka?

Rafał Domagała na scenie. Z jedną z postaci, której użycza głosu i którą animuje. Fot. Maria Eichler Rafał Domagała na scenie. Z jedną z postaci, której użycza głosu i którą animuje.
Maria Eichler

Tęskniliśmy już bardzo za teatrem. A początek jest całkiem niezły!

Na czas remontu siedziby Chojnickiego Centrum Kultury trzeba było szukać nowego lokum, aula Szkoły Podstawowej nr 1 może nie jest idealna (za duża na kameralne produkcje, problemy z akustyką), ale nie ma co wybrzydzać. Ważne, że jest teatr.

Do Chojnic przyjechał w ramach cyklu Teatr Repertuarowy Rafał Domagała, student IV roku wydziału sztuki lalkarskiej Akademii Teatralnej im. Zelwerowicza. Jego spektakl „Amor omnia vincit” na IV Ogólnopolskich Dniach Monodramu Debiuty „Strzała Północy 2016” w Koszalinie zdobył nagrodę główną festiwalu, a sam aktor otrzymał statuetkę „Strzała Północy” za debiut w monodramie. Rzecz wyreżyserowali razem Jacek Dojlidko i Rafał Domagała, a osnuta jest na wątkach ze sztuki szwedzkiego dramaturga Enquista „Z życia glist”.

Wszystko zaczyna się od przedniej anegdoty, kiedy to bohater sztuki - słynny baśniopisarz Jan Christian Andersen - opowiada swoim znajomym, jak to miał wygłosić na dworze - przed królem i królową - wielką mowę pochwalną, ale...wypadła mu sztuczna szczęka. Rzecz ma wymiar symboliczny, bo Andersenowi, człowiekowi z nizin społecznych odbiera mowę w zetknięciu z przedstawicielami wyższych sfer i obrazuje jego kompleksy z tym związane.

Rafał Domagała, który wciela się w postać Andersena, jest na scenie sam, ale stwarza sobie partnerów do dialogu, zaprzyjaźnione małżeństwo aktorki i krytyka literackiego, którzy są po prostu animowanymi lalkami. Domagała użycza im swojego głosu, „pomaga” im żyć na scenie. Gdy są niepotrzebni, po prostu upycha w szufladzie biurka lub wypuszcza z rąk. I życie z nich uchodzi...

W czym jednak rzecz? Jeden z wątków to kompleks pochodzenia i nie za bardzo wzorcowej rodziny (matka Andersena była pijaczką, ojciec skromnym szewcem). Traumę pochodzenia i złego losu Andersen dzieli z panią Heiberg, której dzieciństwo też było tym naznaczone. Oboje gorąco pragnęli za wszelką cenę wyrwać się z „bagna”. Oboje szukali miłości. Nie do końca ją znaleźli.

Ale monodram dotyka też tego, czym jest prawdziwa sztuka. I jaka powinna być. Czy będzie dobra, gdy autorowi dzieła będą przyświecać zasady „dobrego gustu”? Czy wolno upiększać rzeczywistość, kreować ją dowolnie?

Andersen (Domagała) wie, że wszystkiego można się nauczyć. Jak w tańcu, trzeba zacząć od kroków...

Maria Eichler

Lubię pisać o sprawach społecznych, polityce i kulturze. Zajmuję się tym na łamach mutacji chojnickiej "Gazety Pomorskiej"

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.