Pani dyrektor maluje. Najchętniej drzewa

Czytaj dalej
Fot. Jadwiga Aleksandrowicz
Jadwiga Aleksandrowiczjadwiga.aleksandrowicz@pomorska.pl

Pani dyrektor maluje. Najchętniej drzewa

Jadwiga Aleksandrowiczjadwiga.aleksandrowicz@pomorska.pl

Karol Kossak dostrzegł w jej pracach błędy. A w niej - talent.

Nie wszyscy ciechocinianie wiedzą, że Barbara Kawczyńska, dyrektorka Miejskiego Centrum Kultury, ukończyła dawną Wyższą Szkołę Sztuk Pięknych w Poznaniu. Że maluje i rysuje, a jej prace pokazywane były na wystawach. Ona sama mówi, że to, co miało być zawodem zgodnym ze zdobytym wykształceniem, dziś jest pasją, na którą ma coraz mniej czasu. Wciąż sprawia jej wielką frajdę, gdy może zrobić scenografię lub namalować obraz dla przyjaciół.

- Odkąd pamiętam rysowałam lub malowałam - mówi Barbara Kawczyńska. - Mój starszy brat miał nawet z tego powodu kłopoty. Miałam może pięć, a może mniej lat, gdy przepisałam dokładnie z jego zeszytu zdania na jakiś ważny dokument rodziców. Do głowy im nie przyszło, że to moja robota, bo przecież nie znałam liter, nie umiałam jeszcze pisać - śmieje się.

Zamiłowanie do rysunków nigdy nie zniknęło. Gdy jako nastolatka zamieszkała z rodzicami w Ciechocinku, żył tu jeszcze Karol Kossak. - Odważyłam się pokazać mu moje prace. Dostrzegł pewne błędy, ale uznał, że mam talent. Ta opinia sprawiła, że najpierw poszłam do Liceum Sztuk Plastycznych w Bydgoszczy, a potem na studia do Poznania. Nigdy tego nie żałowałam - nie ukrywa ciechocinianka.

Prace Barbary Kawczyńskiej pokazywano na wystawach zbiorowych w Poznaniu, Rzeszowie, Bydgoszczy, Lubostroniu, Starogardzie. Wiele znajduje się w kolekcjach prywatnych w Kanadzie i Niemczech, wiele u przyjaciół. Kilka sprzedała, ale z reguły tego nie robi.

- Mam zbyt silny matczyny stosunek do swoich prac. Maluję i najchętniej wieszam w domu na ścianie - śmieje się Barbara Kawczyńska. Te, które poszły w świat, malowała na prezenty albo na konkretne zamówienie. - Popełniłam nawet jelonka na rykowisku - przyznaje. - Na prośbę koleżanki, której tata był myśliwym - tłumaczy.

Najchętniej maluje drzewa, wielkie i stare. - Jest w nich jakieś magiczne dostojeństwo. Urzeka mnie gra światła między liśćmi i gałęziami - zdradza. Pokazuje recenzje fachowców, którzy zachwycają się klarownością kompozycji w jej pracach, porządkującą to co rzeczywiste i to, co jest tylko złudą.

Jadwiga Aleksandrowiczjadwiga.aleksandrowicz@pomorska.pl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.