Ósmy grzech główny: hejt w sieci

Czytaj dalej
Fot. 123rf
Maria Olecha-Lisiecka

Ósmy grzech główny: hejt w sieci

Maria Olecha-Lisiecka

Dopiero co, w wielki piątek, robiliśmy rachunek sumienia. Internauta w sieci - ten dopiero grzeszy! Nie tylko dlatego, że kradnie filmy i muzykę.

Zjawisko hejtu dotyczy każdego. Dlatego księża coraz częściej mówią o zaburzeniu wiary i słabej więzi z Bogiem.

Haters gonna hate.

To popularne hasło, które narodziło się dawno temu w internecie, wciąż nie straciło aktualności. Przykłady? „Życzę mu śmierci w męczarniach”, „Szkoda, że się nie udało, kierowca miał szansę zostać bohaterem...” - to o prezydencie RP Andrzeju Dudzie po wypadku prezydenckiej limuzyny na autostradzie A4. „Do twarzy panu z tym g...” - tak brzmiał pierwszy komentarz pod filmikiem z dziennikarzem Jarosławem Kuźniarem w roli głównej, firmującym akcję #HejtStop. Inny przykład: „Pampers przy obłąkanym”, czyli najdelikatniejszy komentarz o Edmundzie Jannigerze, 20-latku, który został doradcą szefa MON-u. Po trzech tygodniach zrezygnował.

Hejt nasz powszedni

Hejt, czyli inaczej przemoc słowna, to złośliwe, pełne nienawiści i agresji, niesprawiedliwe, a często wulgarne komentarze i posty w sieci. Cel jest jeden: obrazić, zdeptać, zniszczyć osobę po drugiej stronie komputera. Hejt jest tak powszechnym zjawiskiem w sieci, że dzieci i młodzież nie traktują go jako coś złego. Jest dla nich czymś naturalnym, po prostu hejtowanie jest częścią wirtualnej rzeczywistości. Takie alarmujące wnioski płyną z badania „Mowa nienawiści w internecie w doświadczeniu polskiej młodzieży” przeprowadzonego w ramach projektu „Internet bez nienawiści” na zlecenie Fundacji Dzieci Niczyje.

- Agresja była w internecie od początku, ale 10-15 lat temu nie mówiło się o hejcie, to były bardzo sporadyczne zjawiska - mówi ks. Włodzimierz Lewandowski, redaktor portalu Wiara.pl, na którym po raz pierwszy w Polsce opublikowany został rachunek sumienia internauty.

rachunek sumienia internauty
Create your own infographics

Jak bardzo jest on potrzebny, przekonujemy się niemal każdego dnia. Bo każdego dnia ktoś inny pada ofiarą internetowej fali hejtu: prezydent Polski, znany aktor, dziennikarz, celebryta, piosenkarka, nastolatek w niemodnych ubraniach, 10-latek w nowej szkole... Ów rachunek sumienia trafił nawet do książki „8 rachunków sumienia dla młodych. Pierwsza pomoc w nagłych potrzebach” pod red. o. Piotra Koźlaka, redemptorysty i dyrektora wydawnictwa „Homo Dei”.

- Kiedy pokazuję ten rachunek sumienia młodzieży na rekolekcjach, młodzi ludzie są bardzo zaskoczeni, ile grzechów można popełnić w internecie - mówi o. Koźlak.

Rzeczywiście, nie wystarczy nie kraść muzyki i filmów, aby mieć czyste sumienie w sieci.

Tak, jak w życiu popełniamy 7 grzechów głównych, tak i w wirtualnym świecie są pycha, chciwość, nieczystość, zazdrość, nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, gniew, lenistwo.

Oburzacie się Państwo czytając te słowa?

Dekalog 2.0

- Katolicy są grzesznikami z definicji, tylko Chrystus był bez grzechu i Maryja. I to nas nie dziwi. Ale dziwi nas, że grzech jest tolerowany, akceptowany - mówi ks. dr Grzegorz Strzelczyk, prezbiter archidiecezji katowickiej, teolog i sekretarz II Synodu Archidiecezji Katowickiej.

Tłumaczy, że poza kilkoma wyjątkami, jak hakerstwo, piractwo, kradzież danych czy tożsamości, nie ma „specjalnych” grzechów w internecie.

- To jest bardzo proste: to zawsze jest nasz stosunek do drugiego człowieka. Zło zawsze dotyka kogoś. Trzeba mieć świadomość, że po drugiej stronie komputera jest drugi człowiek. Plotka jest plotką. Oszczerstwo jest oszczerstwem: w życiu normalnym i w sieci - podkreśla ks. Strzelczyk. Ks. Włodzimierz Lewandowski mówi wprost: hejt to problem nie tylko socjologiczny i psychologiczny, ale etyczny. Także problem zaburzonej wiary w Boga.

- Takie zaburzenie osobowości to też zaburzenie wiary, przykazania miłości Boga i bliźniego. U osób wierzących, u których jest głęboka relacja i doświadczenie Bożego miłosierdzia, zawsze jest refleksja, nawet jeśli doświadczają agresji - tłumaczy ks. Lewandowski.

Niestety, bardzo często tej refleksji brakuje. Zawodzi też empatia. W internecie potrafimy być bardziej okrutni, brutalni, agresywni. Zdziwilibyście się, jak wiele osób prowadzi drugie życie w sieci. Tam pozwalają sobie na więcej: na obsmarowanie szefa, niepochlebne opinie o firmie, wyzwiska pod adresem polityków, niewybredne komentarze o aktorach, muzykach itd. itp.

Wirtualne sumienia

Dlaczego tak się dzieje? - Korzeniem wszelkiego zła jest pycha - mówi ks. dr Janusz Chyła, prezbiter diecezji pelplińskiej. - Anonimowość, którą ceni w internecie wiele osób, jest jedną z nich, pozwala przeforsować swoje racje i opinie, których w normalnym życiu byśmy nie powiedzieli - wyjaśnia duchowny, który sam niekiedy zbiera razy od użytkowników Twittera. Ostatnio za tweeta, że nadzwyczajnymi szafarzami komunii świętej mogłyby być w szczególnych przypadkach kobiety, np. pielęgniarki czy siostry zakonne.

- Oberwałem, dowiedziałem się, że to krecia robota w Kościele katolickim - uśmiecha się ks. Janusz. I przyznaje, że lista grzechów w internecie jest długa: kreowanie się na lepszych czy mądrzejszych na Facebooku, czyli zafałszowywanie swojego prawdziwego obrazu, kradzież zdjęć, wyśmiewanie opinii innych, wreszcie zbyt dużo czasu spędzanego przed komputerem kosztem np. rodziny.

- Homo tableticus to zjawisko powszechne. Trudno dziś określić, ile czasu można spędzać przy komputerze. To narzędzie pracy. Ale na pewno rodzice powinni być świadomi zagrożeń i rozsądnie decydować o tym, ile dziecko korzysta z komputera - uważa.

Jednak wszyscy moi rozmówcy zgodnie podkreślają, że hejt dotyczy wierzących i niewierzących w Boga. - Pamiętam, że kiedy w 2002 roku założyliśmy na portalu chat, to tamte rozmowy były twórcze. Jasne, byli agresywni rozmówcy, ale większość wypowiedzi była sensowna. Mam taką refleksję, że to było ostatnie bodaj pokolenie wychowane na książkach i gazetach, które potrafiło racjonalnie dyskutować, na argumenty. Dziś racjonalne przesłanki się nie liczą, ważne są emocje - uważa ks. Włodzimierz.

I na koniec: rachunek sumienia nie polega tylko na wyliczeniu popełnionych grzechów. Dobry rachunek sumienia powinien zaczynać się od tego, co pozytywne. A internet plusów ma niewątpliwie wiele.

Autor: Maria Olecha-Lisiecka
Twitter: @MariaOlecha

Maria Olecha-Lisiecka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2023 Polska Press Sp. z o.o.