Ortoreksja. Można się odżywiać zbyt zdrowo

Czytaj dalej
Fot. 123rf
Grażyna Kuźnik-Majka

Ortoreksja. Można się odżywiać zbyt zdrowo

Grażyna Kuźnik-Majka

Wpadli w pułapkę obsesyjnego dbania o swoje jedzenie. Zamiast zdrowia zyskali chorobę.

Agnieszka wygląda coraz gorzej, chociaż odżywia się coraz lepiej. Nie je nawet ekologicznych warzyw, sama je uprawia w domu. Wtedy ma pewność, że są zdrowe. 30-latka, po rozwodzie, nie spotyka się ze znajomymi. Nie może znieść, że na jej oczach jedzą trucizny. Mięso z hormonami, pryskane jabłka, ryby pełne metali ciężkich, ciastka z konserwantami.

- Kiedy ją ostatnio odwiedziłam, twierdziła, że nie pije nawet butelkowanej wody, bo to czysta chemia dla pospólstwa - mówi jej koleżanka Kasia.

Agnieszka skreśla kolejne produkty. Odkryła, że wszystko, co można kupić w sklepie i na targu, zawiera trujące substancje. Znajomi też nie chcą się z nią spotykać, bo mówi tylko o zdrowym jedzeniu.

Takich osób jak Agnieszka stale w Polsce przybywa, zwłaszcza wśród młodych ludzi. Sami nie wiedzą, że cierpią na różnego rodzaju „reksje”. Chodzi m.in. o: najbardziej znaną anoreksję, która polega na obsesyjnym odmawianiu sobie jedzenia, a także o brideoreksję, czyli chorobę panien młodych. Odchudzają się najpierw po to, żeby zmieścić się w suknię ślubną, potem jednak nie potrafią się zatrzymać. Bigoreksja to obsesja na punkcie muskulatury, dotyka młodych mężczyzn. Spędzają coraz więcej godzin, ćwicząc określone mięśnie, nadużywają sterydów i suplementów diety, nic więcej oprócz rzeźby ciała ich nie obchodzi.

Na groźną pregoreksję cierpią kobiety w ciąży. Chcą szczupło i atrakcyjnie wyglądać mimo swojego stanu, dlatego głodzą się, stosują różne leki na zmniejszenie apetytu, czasem niebezpieczne dla dziecka.

Agnieszka cierpi na ortoreksję, która polega na spożywaniu rzekomo jedynie zdrowych, ekologicznych produktów. Życie ortorektyczki obraca się tylko wokół jedzenia. Narzuca sobie ostry reżim żywieniowy, a gdy go złamie, karze się jeszcze większym rygorem. Dzieli pokarmy na „czyste” i „nieczyste”, aż w końcu podobnie dzieli ludzi. Uważa, że przynależy do lepszej, „czystej” kasty ludzi, którzy nie powinni stykać się z osobami gorszymi, pozbawionymi wiedzy o zdrowym żywieniu.

Na początku zachowanie ortorektyków nie budzi obaw. Bywa nawet wzorem do naśladowania; nie jedzą przecież tłustych frytek, fast foodów. Ale w końcu zakupy trwają coraz dłużej. Czytają bardzo dokładnie etykiety, zawsze znajdą jakąś truciznę. Wracają z jednym burakiem.

Ekspert od „reksji”, prof. Lucyna Ostrowska z Zakładu Dietetyki i Żywienia Klinicznego Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, tłumaczy: - Pod hasłem zdrowego odżywiania ortorektycy wpadają w pułapkę, na polskim rynku jest przecież coraz mniej żywności bez konserwantów. Zaczyna się sprowadzanie żywności przez internet. Ortoreksja może prowadzić do śmierci.

Niepokoi fakt, że „reksje” najczęściej dotykają ludzi młodych i - zdaniem specjalistów - ten wiek się obniża. Teraz nawet 12-, 15-latki wpadają w różne obsesje odżywiania. Prof. Lucyna Ostrowska: - To młode, rosnące organizmy. Większość przypadków tych zaburzeń nie jest zgłaszana, ale ze zdiagnozowanych wynika, że „reksje” dotyczą od 3 do 10 proc. młodych ludzi.

Agnieszka całymi dniami waży, liczy, mierzy, na talerzu ląduje tylko garstka zielonego jedzenia. Właściwie już prawie niczego nie je. Ale jest dumna z tego, że nie zaśmieca organizmu, kontroluje swoje zdrowie. - Skupiła się na zdrowym jedzeniu po rozwodzie, nie mieli dzieci. Może znalazła sobie zastępcze działanie, żeby nie myśleć o zdradzie męża? - zastanawia się koleżanka.

Ortoreksja to rzeczywiście zaburzenie na tle psychicznym. W klasyfikacji medycznej jest określona jako „jednostka z kręgu zaburzeń nerwicowych, związanych z występującym stresem”. To choroba znana w krajach wysoko rozwiniętych. Dotarła i do nas. Wiadomo, że na ortoreksję cierpią osoby skoncentrowane na sobie i swoim zdrowiu, dążące do perfekcji, które chcą przejąć całkowitą kontrolę nad swoim życiem. Często ortoreksja zagłusza pustkę uczuciową. Chorzy nie zgłaszają się do lekarza, bo uważają, że odżywiają się doskonale, zdrowiej niż inni. Jeśli bliscy nie zareagują, ortorektycy wchodzą w taką fiksację, że trafiają w końcu pod opiekę psychiatrów. Leczenie ortoreksji jest trudne, a chorzy często nie rozumieją, że „reksje” prowadzą do zgonu. Ostatnio jednak Kasia dostała SMS-a od Agnieszki: - Już nie mogę. Źle ze mną. Pomóż.

Grażyna Kuźnik-Majka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2023 Polska Press Sp. z o.o.