Obrazy nie chorują. Leczą artystów [zdjęcia]

Czytaj dalej
Fot. Jolanta Zielazna
Jolanta Zielazna

Obrazy nie chorują. Leczą artystów [zdjęcia]

Jolanta Zielazna

Kiedy cierpię - rysuję. Kiedy jest mi źle moja sztuka jest najlepsza - mówi Sławek Mianowicz. Dla niego i innych twórców nurtu Art Brut tworzenie jest terapią.

Sławek Mianowicz ma fotograficzną pamięć i to, co zobaczy po drodze jadąc na zajęcia, co go zainspiruje, zapamięta - realizuje później w pracowni. Woli malować sytuacje, niż ludzi. - Brakuje mi umiejętności, żeby namalować twarz - przyznaje. - Nie umiem oddać podobieństwa.

Obrazy Piotra Marka są diametralnie odmienne. I nie tylko o technikę chodzi. W wizje inspirowane XVII-wiecznym malarstwem hiszpańskim (jego ulubione) wpisuje łacińskie sentencje, dodaje obrazki z pop-artu, niczym cytaty. I zawsze wstawia datę z XVII wieku.

Całość każe się zastanowić, pomyśleć, pogrzebać w pamięci, do kogo i czego odwołuje się Piotr w swojej pracy.

Spotykamy się w Łaźni - Centrum Kultury, Higieny i Zdrowia Psychicznego na bydgoskim Szwederowie. Starą Łaźnię Miejską w takie centrum przekształcili Alicja i Aleksander Araszkiewiczowie. W zupełnie zmienionych, odnowionych wnętrzach na każdym kroku wiszą obrazy nurtu Art Brut. Od lat kolekcjonuje je pani Alicja.

Piotr i Sławek przyglądają się pracom kolegów (Piotra prace też tu wiszą) - niektórzy są dla nich mistrzami, z innymi spotykają się rzadziej lub częściej. Później wymieniają uwagi o farbach, malowaniu, fakturze itp.
Piotr Marek związany jest właśnie z Łaźnią, ale pracuje samodzielnie.

Sławek Mianowicz, jak i część autorów wiszących w Łaźni prac - tworzy w Warsztatach Terapii Zajęciowej "mega-Art" w Bydgoszcz.

Zeszyt w kratkę i kilogramy papieru

Piotr Marek maluje "od zawsze": - Jako 5-6-latek marnowałem kilogramy papieru na rysowanie.
Ale zadowalające efekty uzyskuje od 2002 roku. Mówi, ze dopiero wtedy jego prace zaczęły nabierać profesjonalnego kształtu.
Skończył Policealne Studium Sztuk Plastycznych w Ostromecku. Uwagi i dyskusje z nieżyjącym już artystą Andrzejem Nowackim wyostrzyły zmysł artystyczny, do swej pracy zaczął podchodzić profesjonalnie.

Sławek Mianowicz - wprost przeciwnie, latami zapełniał jeden zeszyt w kratkę, w którym rysował komiks. - Ciągle miałem jedne i te same pisaki, które ojciec przywiózł mi z zagranicy. Jeden rysunek powstawał miesiącami, wracałem do niego wiele, wiele razy.

Prace Piotra Marka, Sławka Mianowicza i wielu innych artystów Art Brut dwa lata temu były pokazywane na wystawie "Bydgoskie Art Brut" w Galerii Miejskiej bwa.


Obrazy nie chorują. Leczą artystów
Create your own infographics

Brut czyli unikatowy

Co to jest sztuka Art Brut?
W odniesieniu do szampana brut określa szlachetność, wytrawność. A w odniesieniu do sztuki?

Pierwszy raz słowem "brut" określił sztukę w 1948 roku francuski malarz i rzeźbiarz Jean Dubuffet, nota bene, zajmujący się także handlem winami. Więc zapewne nie bez kozery określenie to oznaczające coś szczególnego, unikatowego, przeniósł na sztukę tworzoną przez artystów dotkniętych chorobą psychiczną. Bo to też szczególna twórczość.

Stanisław Stasiulewicz, artysta plastyk, który pracuje w "mega-Art": - Art Brut tworzą osoby, które mają problemy z psychiką w bardzo różnej skali.

W Polsce Art But tłumaczy się jako sztukę niefałszowaną, nieprofesjonalną, spontaniczną, tworzoną przede wszystkim przez osoby dotknięte chorobą psychiczną, ludzi niewykształconych, wizjonerów, osoby, które czerpią ze swego wnętrza, a nie wzorców.

Nie jest w niej ważna perspektywa, proporcje, światłocień. Ważne jest napięcie, emocje, zaskakujące czasami skojarzenia, widzenie dobrze znanego tematu, kolory.

Piotr Marek: - W Anglii posługują się nazwą Outsider Art - sztuka ludzi będących poza środowiskiem z różnych powodów, alkoholicy, bezdomni, z marginesu. To bardziej pojemne określenie.

Wywrócone życie

I Piotrowi, i Sławkowi choroba mocno przemeblowała życie. A mówiąc brutalnie - zburzyła wszystkie plany. Trzeba się na nowo odnaleźć, ulokować z całym dodatkowym bagażem, jaki dorzuca schizofrenia i którego już nie da się zdjąć. Ale może dzięki temu zaczęli malować, pokazywać swoją wartość?

- Jeśli niepełnosprawni są aktywni życiowo, nie tylko malarsko, ale i w innych dziedzinach, to według mnie ma to kolosalne znaczenie, jak jesteśmy postrzegani w społeczeństwie - mówi Sławek Mianowicz.
Mimo wszystko to trudny temat, trudno o nim się rozmawia.

Sławek w szkole przyzakładowej w Fotonie nauczył się podstaw fotografii, został czeladnikiem fotograficznym. Dopóki była fotografia analogowa, błony, klisze, odczynniki - pracy nie brakowało. Gdy pojawiła się cyfrowa -"zabrała nam chleb", jak mówi. - Przy analogowej mieliśmy zatrudnienie, później tego zabrakło. Choroba była reakcją na niepowodzenia w życiu.

Piotr Marek ukończył liceum, zdążył jeszcze zrobić licencjat z kulturoznawstwa w Poznaniu. A potem zdarzył się "katastrofa", jak mówi. Jednak kilka lat kontaktów z ludźmi teorii kultury dały mu refleksję, namysł nad sztuką.

Składanie swojego JA

Czym jest dla nich malowanie, tworzenie?
Piotr Marek: - Gdy maluję moje JA jest rozbite. Sam akt tworzenia ma charakter terapeutyczny. Trzeba dozować napięcie podczas malowania.
Czyta biografie hiszpańskich mistrzów pędzla XVII wieku, przegląda wydawnictwa. -Dotknięcie niewyobrażalnego, tajemnicy, która bije podczas oglądania obrazów wpływa na moje prace - przyznaje. - Elementy cierpienia, choroby to bliskie mi odczucia. Pracuje indywidualnie.

Sławek Mianowicz tajniki sztuki zgłębiał pod okiem Małgorzaty Gacy - artysty plastyka, która pierwsze dziesięć lat prowadziła zajęcia w WTZ przy ul. Stawowej. - Pani Małgosia tak mocno ukształtowała moją postawę twórczą, że kiedy przyszedł pan Stasiu (Stanisław Stasiulewicz prowadzi zajęcia od 2003 r. - dop. jz) byłem już gotowy na wernisaże - mówi Sławek. - U niej namalowałem pierwszy obraz na płótnie, uczyłem się rysować z natury, poznawałem fazy malowania człowieka.
Podpatrywał też swojego Cichego Mistrza, czyli Piotra Matuszka, artystę, który też maluje w WTZ. - Obserwowałem, jak siedział, jak patrzył, jak daną rzecz widział. Obserwowałem mnóstwo prac, które tworzył, coś zostawało w głowie.

Piotr Marek: - Choroba wyostrzyła zmysł wewnętrzny, środki wyrazu, które pozwalają mi finalizować prace, bo u mnie one ciągle są w toku, work in progress. W okresie zaostrzenia choroby zagęszczam moje prace, stają się symbolem natłoku myśli, cytatów, niewyobrażalnego. Nakładam kolejne warstwy i treści, aż w końcu mówię sobie: zostaw, bo teraz możesz już tylko zepsuć.

Gdy cierpię - rysuję

Choroba odmieniła ich życie, ale z kolei sztuka także ma na nie wpływ.
- Bez schizofrenii nie byłoby mnie na rynku sztuki - mówi bez ogródek Sławek Mianowicz. - Ta choroba dała mi przyjaźnie. Jest dużo innych ludzi wokół mnie takich samych jak ja, czuję się sobą.
Ale też od razu dodaje, że choroba degraduje. To coś złego. Dla jego twórczości był to jednak "moment spustowy". - Gdy człowiek uważa się za artystę ukształtowanego, nie musiałby doskonalić malowania. A ja uważam, że mi jeszcze dużo brakuje. Kiedy cierpię - rysuję, kiedy jest mi źle - moja sztuka jest najlepsza. Gdy choroba pogarsza mi jakość życia, jakość moich prac jest lepsza. Natręctwa, lęki - to w momencie twórczym się scala. Nic wielkiego nie robię, maluje moim zdaniem słabo, ale ludzie inaczej to oceniają.

Piotr Marek: - Choroba sprawia, że człowiek się izoluje, wycofuje, traci kontakt z ludźmi. Centrum Łaźnia jest takim miejscem, gdzie można to odbudować. Kontakt z panem Stanisławem, z kolekcjonerami daje poczucie, że jest się potrzebnym. Dzięki Łaźni zaistniałem.

Ekscentyk i biedny

Sławomi Mianowicz: - Salvador Dali, Van Gogh i wielu innych twórców, którzy mieli problemy z chorobą psychiczną nazywani są ekscentrykami. Gdybym miał pieniądze byłbym ekscentrykiem. Ale jak jestem biedy, to chory.

Jolanta Zielazna

Emerytury, renty, problemy osób z niepełnosprawnościami - to moja zawodowa codzienność od wielu, wielu lat. Ale pokazuję też ciekawych, aktywnych seniorów, od których niejeden młody może uczyć się, jak zachować pogodę ducha. Interesuje mnie historia Bydgoszczy i okolic, szczególnie okres 20-lecia międzywojennego. Losy niektórych jej mieszkańców bywają niesamowite. Trafiają mi się czasami takie perełki.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.