Jolanta Zielazna

O takiej jednej Dorocie, co wieś zakręciła i ludzi do wspólnoty zachęciła [zdjęcia]

O takiej jednej Dorocie, co wieś zakręciła i ludzi do wspólnoty zachęciła [zdjęcia] Fot. Jolanta Zielazna
Jolanta Zielazna

- Dorocie zawdzięczam wszystko - Karolina Bidła koniecznie chciała mi to powiedzieć. Dorota Dembińska to sołtys Mniszka i Nowych Marzów w gminie Dragacz. Od kiedy została sołtyską, w obu miejscowościach kipi od pomysłów.

Karolina Bidła ma sołtysce swoje wsi szczególnie dużo do zawdzięczenia. To, co osiągnęła, pozytywnie odmieniło jej życie.
Choć pierwsze ich spotkanie niczego takiego nie zapowiadało.

Początek z przytupem

Chwilę na rozmowę i z panią sołtys, i z Karoliną oraz innymi mieszkańcami trudno znaleźć. Sołtyska jeździ na spotkania, szkolenia, Karolina teraz pracuje, więc nie ma dużo czasu, w świetlicy z kolei ciągle coś się dzieje. Jeden projekt, drugi, kolejny, nie wiadomo już który. Dla dzieci, dla dorosłych, dla mieszkańców sołectwa, dla całej gminy. W ostatnią sobotę października kończyli dwa: "Złapani w sieć - mydło i pachnidło w gminie Dragacz" oraz dla dzieci "Klub Małych i Wielkich Odkrywców".

Gdy Dorota Dembińska postanowiła kandydować w wyborach na sołtysa Mniszka i Nowych Marzów miała niewiele ponad 30 lat.

Na sołtysa została wybrana w kwietniu 2011 roku. Zaczęło się mocnym uderzeniem, bo ówczesny wójt gminy uznał, że Dorota nie może kandydować, nie może być sołtysem. Ciągle była zameldowana w Bydgoszczy, choć wróciła już do rodzinnych Nowych Marzów. Wójt zapowiedział, że za dwa tygodnie ma się pojawić inny kandydat.

Dorota miała opinie prawników, że może być sołtysem.

Wójt też skonsultował się z radcą, wiedział, że nie ma racji. Dwa tygodnie później musiał ustąpić i 27 kwietnia 2011 roku wybór mieszkańców zatwierdzić. - Później nasza współpraca z wójtem nie układała się źle - nie ukrywa Dorota.

Sołectwo Mniszek w gminie Dragacz obejmuje dwie wsie: Nowe Marzy i Mniszek, w każdej około 40 domów, razem jakieś 300 mieszkańców. Najmniejsze liczebnie, największe terytorialnie w gminie, wsie dodatkowo podzielone jeszcze autostradą A1 i drogą krajową 91. Żeby z Nowych Marzów dostać się do świetlicy w Mniszku trzeba nadłożyć kilka kilometrów.

Zaczęło się od autostrady

Mogło być jeszcze gorzej, gdyby nie Dorota Dembińska właśnie. Bo dlaczego mieszkańcy byli jednomyślni?
Musimy trochę cofnąć się w czasie, do budowy autostrady. Dorota Dembińska urodziła się i wychowała w Nowych Marzach, ale studiowała w Bydgoszczy, tam zamieszkała, pracowała. Później wróciła na wieś, jednak społecznie się nie udzielała. - Pracowałam, nie angażowałam się, aż pojawił się problem, który trzeba rozwiązać - opowiada Dembińska.

Ruszyło ją, gdy budowano autostradę, węzeł i okazało się, że mieszkańcy obu wsi praktycznie zostali pozbawieni połączenia z drogą krajową. Zlikwidowano im też przystanki autobusowe. To był 2009 rok. - Masakra, co się wtedy działo! - jeszcze dziś w głosie Doroty słychać wielkie emocje, gdy o tym opowiada. - Nikt nie stawał w obronie mieszkańców. Ludzie dojeżdżający do pracy, do szkoły, musieli 4-5 kilometrów dojść do głównej drogi, a tam przystanki zlikwidowano i musieli iść kolejne 3 km do sąsiedniej miejscowości.

Zwołała wtedy mieszkańców, napisali pismo do policji, do Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, do urzędu wojewódzkiego. Sprawą zainteresowało się kilku posłów. Okazało się, że jednak drogi dojazdowe mogą powstać, a przystanki zbudowano w trzy dni!

Dziś sołectwo jest podzielone, ale do świetlicy jadą 4 kilometry, a nie 6 czy 10.

- Ale to już dawne sprawy, załatwione - macha ręką.

Drobna blondynka, z włosami gładko związanymi gumką. Nastawiona na rozwiązywanie problemów, widzi szklankę do połowy pełną, a nie do połowy pustą. Nawet, jeśli ma chwilę słabości, szybko się ogarnia: poradzimy sobie. Przegada z kimś sprawę, zastanowi co i jak.

Nic dziwnego, że gdy przyszły wybory... - Nie miała konkurencji - podkreśla Jarosław Jagła, jeden z mieszkańców.

Co robi sołtys

Dorota nie miała pojęcia, na co się godzi, decydując się zostać sołtysem. Wiedziała, że będzie doręczać nakazy płatnicze, zbierać podatki, roznosić kurendę. Co jeszcze? Wydawało je się, że trzeba robić coś więcej i myślała, że jest to gdzieś zapisane. Skontaktowała się z Fundacją Wspomagania Wsi, która współpracuje z Krajowym Stowarzyszeniem Sołtysów. Ze stowarzyszenia dostała księgę dobrych praktyk, inspiracji.

No i zainspirowała się tym, że sołtys powinien być animatorem życia społecznego.

Na pierwszym spotkaniu z mieszkańcami spytała, czy robili wcześniej jakieś projekty?
Karolina Bidła: - Pomyślałam wtedy: Jezu! Co za kobieta?! Co ona nam będzie tu wymyślać?! Ale potem było coraz fajniej. Motywowała wszystkich.

Nie tylko Karolina była sceptyczna. Za poprzedniego wójta w świetlicy też były spotkania, imprezy dla dzieci. - Ale nie takie i nie tak często - dodaje Mariola Gołota, nauczycielka edukacji wczesnoszkolnej w szkole podstawowej w Grupie. Tam chodzą dzieci z Mniszka i Nowych Marzów.

Nie było tak, że od początku wszyscy hurmem rzucili się współpracować z nową sołtyską. Nie każdy ma czas, w Nowych Marzach więcej jest rolników, przedsiębiorców, mają inne problemy na głowie, w Mniszku mają zwykle kawałek ziemi i dojeżdżają do pracy.

- Ale też nie tak, że wystawiliśmy pazurki i czekaliśmy - wyjaśnia Mariola Gołota. - Przekonywaliśmy się, że realizacja projektów wiąże się z dobrodziejstwem dla nas. Poza tym widzieliśmy, że zawsze trzeba dołożyć wkład własny. Dużo różnych rzeczy udało się zrealizować dzięki tym projektom.

Zaczęło się już w 2011 roku, od "Pożytecznych wakacji", "Pożytecznych ferii". Dwa tygodnie zajęć w świetlicy, posiłki. Później podczas wakacji poznawały gwarę kociewską, szukały "skarbów" na strychach.

- U mnie w domu często mówił się gwarą, jeszcze pamiętam i nieraz mówię, ale u innych już tak nie jest. Dla dzieci Zosi czy Karoliny było to przeżycie - opowiada Dembińska. Odgrywali więc w gwarze scenki rodzajowe, nie tylko dzieci, ale i dorośli brali w nich udział.

Przypomniano sobie też tutejsze, kociewskie przepisy, smak niektórych potraw przygotowanych przez koło gospodyń wspominany jest do dziś.

Dorota Dembińska z wykształcenia jest historykiem ze specjalnością historia kultury materialnej. Więc chce ocalić tradycję, dziedzictwo Kociewia.

Były też projekty internetowe dla dzieci i dorosłych, był "Qurier Świętego Mikołaja" organizowany we współpracy z Fundacją "Przyjaciółka" - dzieci dostały wtedy wymarzone prezenty świąteczne, są projekty, dzięki którym mieszkańcy wsi mogą bliżej poznać uchodźców, przebywających w ośrodku w Grupie. To pozwala - przynajmniej niektórym - pozbyć się uprzedzeń i stereotypów.

Są wycieczki, na które dzieci jadą za 10 złotych.

Nauczycielka Mariola Gołota cieszy się, że do projektów włączane są dzieci szkolne. Dzięki temu szkoła zyskuje różne pomoce edukacyjne.

Od każdego cegiełka

- Na początku nie rozróżniałam środków publicznych, nie wiedziałam, kto jakie projekty organizuje, nie miałam pojęcia o organizacjach, na jakich zasadach funkcjonują i udzielają dotacji - wspomina sołtyska. Pisze projekty wspólnie z młodszą siostrą, która jest dla niej wielkim wsparciem.

Ale wsparcie i pomoc ma też w mieszkańcach. - Prężnie działamy, bo mamy takich ludzi - często podkreśla Dorota Dembińska. Gdyby nie to, tyle by się tu nie działo. I nie tylko Radę Sołecką czy Koło Gospodyń Wiejskich ma na myśli. Nie narzuca, rozmawia z innymi, czy taki czy inny projekt.

- Ma podejście, umie nawiązać kontakt - chwalą ją. Przede wszystkim nie zakłada z góry, że się nie uda, że nie podołają. Zachęca, by jednak spróbować. Siądą wtedy, przegadają sprawę i... udaje się.

Oczywiście, nie jest tak, że obie wsie jak jeden mąż uczestniczą w zajęciach. Ale też nie zdarzyło się, by nie było chętnych.
Nie zdarzyło się też, by prośba o pomoc została bez echa. W Nowych Marzach Dembińska po prostu dzwoni do mieszkańców i prosi o konkretną pomoc. Wie, kto pomoże pomalować, złożyć, sprzątnąć, kto upiecze, a kto podwiezie.

Albo w internecie na fanpage'u pisze, że trzeba zrobić to i to, zaprasza na wtedy i wtedy. Nigdy nie została sama. Tam też imiennie dziękuje za pomoc i zaangażowanie, informuje o konkursach. Wrzuca zdjęcia, ludzie oglądają zmiany są zaskoczeni.
Młodzi, którzy już ze świetlicy wyrośli, mieszkają gdzie indziej, kiedy akurat są w Mniszku czy Nowych Marzach, nie odmówią sołtysce. Albo przychodzą już ze swoimi dziećmi.

Dorota Dembińska: - Nawet osoby, które nie uczestniczą w projektach, swoją cegiełkę dorzucają. Naprawdę, od każdego coś dostanę.

Zainspirowała też panie, by nauczyły się umiejętności, za które zwykle trzeba płacić osobom z zewnątrz. Jedna, na przykład nauczyła się modelowania balonów, druga malowania twarzy. Na imprezach dla dzieci - jak znalazł.

Od 2012 roku na projekty, warsztaty, szkolenia, działania inwestycyjne z inspiracji sołtys Doroty Dembińskiej zdobyli ponad 140 tys. zł. A jeśli dodać wsparcie gminy, pieniądze na plac zabaw - uzbierało się tego 205 tys. zł.

Zmienia się też świetlica wiejska w ponadstuletniej szkole w Mniszku. Zamiast starych kredensów stoją nowe, ładne meble, wymienili drzwi, przybyło sprzętu, materiałów do projektów.

Jako sołectwo mieli bardzo mało pieniędzy, więc część kupowali w ramach projektów. Remont wykonują mieszkańcy własnymi rękami. Położyli płytki (- Skąd miałabym wziąć na to 500 złotych? - pyta sołtys), do nich zwróci się, gdy już wymienią instalację elektryczną i trzeba będzie pomalować ściany.

To panowie wykonali solidne drewniane meble, które latem stoją przed świetlicą.

Wszystko da się pogodzić

Od jesieni 2014 roku Dorota Dembińska jest też radną gminy Dragacz, została wybrana na wiceprzewodniczącą rady. - Myślałam, że bycie radną pozwoli mi mówić silniej, bo sołtysów za bardzo nie słuchają - nie ukrywa Dembińska. Zobaczyła od środka mechanizm sporządzania budżetu, planowania i pozbyła się złudzeń.

Jak pani sołtys daje rade pogodzić tyle obowiązków? Projekty są bardzo czaso- i pracochłonne, praca w radzie, obowiązki domowe, rozmaite szkolenia - by wymienić najważniejsze sprawy.

- Oczywiście, że były chwile zwątpienia, nie będę mówić, że zawsze jest łatwo - nie ukrywa Dorota Dembińska. - Ale wychodzę z założenia, że wszystko da się pogodzić, zorganizować. To kwestia silnej woli, no i wsparcia mieszkańców.
Ale teraz już pozwala sobie na krótkie wakacje. Przez pierwsze lata całe wakacje i ferie spędzała w świetlicy na zajęciach.

Karolina żyje inaczej

Karolina Bidła (ta która na pierwszym spotkaniu z nową sołtyską pomyślała: Jezu! Co za kobieta?!) uznała, że musi mi powiedzieć o jednej ważnej rzeczy: dzięki Dorocie Dembińskiej zmieniło się jej, Karoliny, życie.

Historia trochę sentymentalna, ale prawdziwa.
- Byłam szarą myszką. Dwoje dzieci, chodziłam na prace społecznie użyteczne, bo nawet szkoły zawodowej nie miałam skończonej - opowiada. Nie miała komputera i w ogóle nie wiedziała, jak się z nim obchodzić.
Gdy obserwowała, jak nowa sołtyska motywuje ludzi pomyślała o sobie. Czy nie pójść do szkoły? Porozmawiała o tym z Dembińską.

- Miałam mnóstwo wątpliwości, ale ona mnie zachęcała. W kryzysowych chwilach dostałam od niej później ogromne wsparcie.
Karolina Bidła skończyła liceum z bardzo dobrymi wynikami, teraz uczy się w technikum, pracuje. - Zawdzięczam jej wszystko, to że dalej się uczę, zaczynam mieć pomysły na swoje życie. To jest dziewczyna o złotym sercu. Swoje prywatne życie odstawia, żeby pomóc innym. Zaraża ludzi swoim optymizmem.

***
Decyzją Kapituły plebiscytu na Sołtysa Roku w województwie kujawsko-pomorskim Dorota Dembińska została Sołtysem Roku 2016.

- To jest dla mnie dobry rok - Dembińska nie kryła radości po gali, na której ogłoszono wybór kapituły. - Tylu sołtysów z dużym doświadczeniem, a Kapituła mnie wyłuskała.

Niedawno, jako jedna z 40 osób w kraju zakwalifikowała się do Szkoły Liderów, prowadzonej przez Polsko-Amerykańską Fundację Wolności. Kandydatów było kilku na jedno miejsce. Została zaproszona przez Fundację Batorego do Klubu Radnych. Wybieranych jest 40 osób z całego kraju. Wcześniej dostała Brązowy Krzyż Zasługi za działalność społeczną.

Następnego dnia po gali w świetlicy zaplanowane było zakończenie dwóch projektów. Dorota Dembińska dostała wtedy od mieszkańców dużo podziękowań za swoją pracę.

Jolanta Zielazna

Emerytury, renty, problemy osób z niepełnosprawnościami - to moja zawodowa codzienność od wielu, wielu lat. Ale pokazuję też ciekawych, aktywnych seniorów, od których niejeden młody może uczyć się, jak zachować pogodę ducha. Interesuje mnie historia Bydgoszczy i okolic, szczególnie okres 20-lecia międzywojennego. Losy niektórych jej mieszkańców bywają niesamowite. Trafiają mi się czasami takie perełki.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.