Nóż, wrzątek i gotowanie na dużym ogniu. W kuchni niewidomy daje radę

Czytaj dalej
Fot. 123rf
Katarzyna Janiszewska

Nóż, wrzątek i gotowanie na dużym ogniu. W kuchni niewidomy daje radę

Katarzyna Janiszewska

Sznycla można usmażyć „na słuch”. Omlet będzie w sam raz, kiedy już nie przywiera do patelni. Choć są urządzenia ułatwiające kuchenne czynności, to i tak nic nie zastąpi zmysłów. Jak się gotuje, trzeba próbować. I tyle!

Ziemniaki słychać. Pykają: pyk, pyk, pyk, coraz szybciej. Woda zaczyna bulgotać, pokrywka podskakiwać. Znak, że są już prawie gotowe. Sznycelki też można usmażyć „na słuch”. Dużo w nich wody, więc kiedy je wrzucić na gorący tłuszcz, skwierczą. Gdy przestaną skwierczeć, trzeba przewrócić i powtórzyć procedurę. I już.

- Taką mam metodę i jeszcze mnie nie zawiodła - mówi Ryszard Inglot. - Ale już ze schabowym to by nie przeszło. Z jajecznicą też jest problem, jak ją wyczuć, żeby nie była ani za rzadka, ani za bardzo ścięta? Czy z omletem: za szybko się przewróci, to się cały porwie, a za wolno - będzie przypalony.

Jak oddzielić żółtko od białka?

Większość życia Ryszard Inglot pracował w budownictwie: projektował metalowe kontrukcje budowlane, i w drogownictwie, przy produkcji masy drogowej. Ostatnio, w 2012 r. na autostradzie A2 pod Warszawą. Od trzech lat jest na rencie inwalidzkiej. Przez 20 lat walczył z barwnikowym zwyrodnieniem siatkówki. To choroba genetyczna.

- Lekarze zawsze tak mówią, jak nie wiedzą skąd się coś wzięło - uważa. - Ale tu chyba rzeczywiście tak jest, bo brat też na to choruje.

W tej chwili widzę tylko kontury, zarysy przedmiotów. Wiedziałem, że to nastąpi, że nie ma możliwości leczenia. Byłem przygotowany. Stopniowo traciłem wzrok. Nie jest to dla mnie tragedia.

W kuchni ma swoje patenty. Takie, które widzącej osobie pewnie nie przyszłyby do głowy. Zacznijmy od kuchenki. Najpierw stawia garnek, obmacuje, upewnia się, że stoi na środku palnika i dopiero włącza gaz. Jak ustawić piekarnik - pokazała mu córka: ile razy, w którą stronę przekręcić pokrętło, żeby nastawić odpowiednią funkcję i temperaturę. Zmywarkę też już opanował, pierwsza szuflada: talerze, druga: szklanki i kubki, trzecia: sztućce.

Sam piecze chleb biszkoptowy. Ma wagę, która mówi mu, ile już wsypał mąki, ile dolał wody. A jak oddzielić białko od żółtka? Łatwizna. Jajko wbijasz na dłoń, białko ucieka między palcami do miski, a żółtko zostaje.

- Nie jestem mistrzem w kuchni, ale w miarę sobie radzę. Wypełniam rozkazy żony - śmieje się Ryszard. - Mówi: ugotuj ziemniaki, to idę do sklepu, kupuję, obieram. Czasem więcej jest w obierkach niż do gotowania, no trudno. Musi po mnie trochę poprawić, jak zostanie skórka albo oczka. Nie wszystko da się wyczuć pod ręką. Jak żona sernik piecze, też pomagam. Ale tu robię za fizycznego: ucieram wszystkie składniki w makutrze.

Kwasek zamiast cukru

W kuchni Marii Gawęckiej panuje idealny porządek, wszystko musi być na błysk. Zanim wsadzi talerze do zmywarki... myje je ręcznie. Żeby farfocle po maszynie nie latały. Zanim wstawi szklankę do szafki - musi być suchutka. Kuchenkę to i dwa, trzy razy dziennie przeciera. Podłogę zamiast mopem, myje ręcznie, żeby było dokładniej.

- Ja jestem na tym punkcie uczulona - śmiejej się. - Jak gdzieś dostanę talerz brudny od spodu albo wyczuję, że szklanka tłusta, to już nie mam ochoty jeść ani pić.

Maria mieszka w Muszynie, wynajmuje pokoje gościnne. Nie widzi od 10 lat. To stało się nagle, miała 42 lata. Z dnia na dzień poczuła się źle: zaczęły jej puchnąć nogi, była nerwowa, zmęczona. Lekarze zdiagnozowali tarczycę. Brała leki, ale nie pomagały. W ciągu miesiąca przestała widzieć.

- Są rzeczy, na które nie mamy wpływu - zauważa. - Po co żyć w buncie, kiedy i tak nic się nie da zrobić? Nie było łatwo uczyć się wszystkiego od nowa, wydawało mi się, że się nie da. Ale jestem sprawna fizycznie, nie jestem jakąś księżniczką, pomyślałam, że spróbuję. I tak od herbatki, przez kanapkę.

Dziś w kuchni robię wszystko to, co każda widząca kobieta: bułeczki, szarlotkę, pierogi.

Pierogi robi się tak: mąkę, jajka, wodę rozrabia Maria w misce (nie na stolnicy, bo to zawsze woda się rozleje, jajko gdzieś ucieknie, nie wiadomo, czy się zagniotło). Mąkę sypie „na oko” - sprawdza ręką ile jest w misce, i już wie, ile wody potrzeba. Ciasto rozciąga na blacie i wałkuje, ręką przejedzie, czy jest odpowiednia grubość. Foremki wycina szklanką. Nakłada farsz (który robi mąż) i lepi. Jeszcze nie było tak, żeby nie wyszły.

Jej popisowe danie to drożdżówki z borówkami i kruszonką. Przyprawy wącha albo bierze na język. Kiedyś się spieszyła, szybko, szybko, chwyciła torebeczkę z cukrem waniliowym, nie sprawdzała zawartości, bo zawsze w tym miejscu stał cukier.

- Włożyłam bułeczki do piekarnika, ale coś nie pachną jak trzeba - opowiada. - Mąż sprawdził papierek w koszu: kwasek cytrynowy. Posypałam bułeczki cukrem pudrem. Nikt z gości się chyba nie zorientował.

Raz miała wypadek: robiła kluski na parze i za szybko zdjęła pokrywkę. Gorąca para poparzyła jej ręce i rodzina na jakiś czas odsunęła ją od kuchennych zadań.

- Trzeba myśleć, co się robi - mówi. - Czasem się człowiek za bardzo rozpędzi. Ale jak się dużo gotuje, to już później idzie automatycznie. I nawet jak nie wyjdzie za pierwszym razem, za drugim, to kolejny raz się uda. To jest odruch, nie myślę, tylko idę, robię, jakbym widziała. Największa złość mnie bierze, jak już sobie zaparzę kawę, chcę usiąść i spokojnie wypić. Ale jeszcze blat trzeba przetrzeć, więc przecieram energicznie i... ostanim ruchem zmiatam tę filiżankę z kawą. I znów sprzątanie - śmieje się.

Ważny jest nóż

Tomasz Koźmiński, lat 39, porusza się po kuchni bardzo pewnie. Wie dokładnie, co gdzie leży, bo wszytko ma określone miejsce. Bez wahania otwiera szafkę z naczyniami i wyjmuje talerz, z lodówki wyjmuje bułki. Na desce kładzie pomidora. Nóż prowadzi ostrożnie, tuż przy palcu. Plasterki wychodzą idealnie równe.

- Ważny jest dobry nóż, nie za duży, nie za ostry, żeby palca nie skaleczyć, z piłką, bo jak ma gładkie ostrze, to można rozgnieść pomidora zamiast ukroić - tłumaczy.

Uczył się w szkole gastronomicznej. Miał 16 lat, kiedy lekarze wykryli u niego cystę na skrzyżowaniu nerwów wzrokowych. Przy jej usuwaniu nerwy zostały uszkodzone. Tomasz skończył szkołę, ale nie pracował w zawodzie. Dziś pracuje w firmie produkującej nadajniki bluetooth.

- Lubię gotować, moja specjalność to risotto, zapiekanki, sałatki. Ale rzadko to robię - przyznaje. - Z lenistwa i braku czasu.

U osoby widzącej 87 proc. bodźców dociera przez wzrok, my musimy się przerzucić na inne zmysły: słuch, dotyk, węch.

Jak nalać wody do szklanki i nie przelać? Można włożyć palec, choć to mało eleganckie. Albo nałożyć na brzeg szklanki tzw. świerszczyka. Urządzenie ma diody i kiedy zetkną się one z wodą, zaczynają piszczeć. Mięso Tomasz piecze na czas: kotleta trzy minuty z jednej strony i dwie z drugiej. A jak pokroić ziemniaka tak, żeby plasterki miały równą grubość i upiekły się równomiernie? Można użyć szatkownicy do warzyw.

- Ale te wszystkie wynalazki nie ugotują za człowieka - podkreśla Tomek. - Żaden robot kuchenny nie jest w pełni dostosowany do naszych potrzeb, a już najgorsze są te z dotykowymi panelami. Jak się gotuje, trzeba po prostu próbować. Nieraz sobie gębę poparzyłem - śmieje się. - Nie lubię takich przepisów, które wszystko podają co do grama, jak dla idioty. Wolę w kuchni eksperymentować. Przecież chodzi o to, żeby się dobrze bawić.

Katarzyna Janiszewska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.