Nowy Dwór nie ma być strasznym dworem. Butów ci tu pod dostatkiem

Czytaj dalej
Fot. Tomasz Czachorowski
Katarzyna Piojda

Nowy Dwór nie ma być strasznym dworem. Butów ci tu pod dostatkiem

Katarzyna Piojda

Stop bosym stopom - to kampania, w ramach której PCK kupuje nowe buty dzieciom z najbiedniejszych rodzin.

Allan nie wie dokładnie, ile ma lat. Chyba 4 albo 5. Wie za to, jakie chce dostać buty na zimę. - Prawy i lewy, tak mi mama powiedziała - mówi chłopczyk z Nowego Dworu pod Bydgoszczą.

Nowy Dwór to mała wieś pod Dąbrową Chełmińską. Mała, bo mieszka w niej około 350 ludzi. Przeważnie w domkach jednorodzinnych starszego typu, zbudowanych przez dziadków albo pradziadków.

Kilka sklepików. Dzieciaki do szkoły jeżdżą do sąsiedniego Ostromecka. Busem dojeżdżają. Kto chory, też musi wybrać się do Ostromecka, bo tam jest przychodnia. A kiedy trzeba załatwić sprawy urzędowe, trzeba jechać w drugą stronę. To znaczy do Dąbrowy Chełmińskiej.

W Nowym Dworze jest jak w leśnym dworze. Malownicze tereny, łąki, pola. Życie tutaj malownicze jednak nie jest. Nowy Dwór miał być miejscowością szlachecką. Nie jest.

akcja pck w liczbach
Create your own infographics

Wioska się nie rozbudowuje. Napływowych mieszkańców też nie ma. - Biednie u nas - mówi Anna Kuter, sołtys Nowego Dworu.- Średnio w co szóstej rodzinie nie pracuje ani jeden rodzic.

Stop bosym stopom

Dużych zakładów pracy brakuje. Pracy trzeba szukać w Bydgoszczy albo ewentualnie w Dąbrowie. - Tutaj działa tylko gospodarstwo rolne i firma produkcyjna Unimat - dodaje sołtyska.

To dlatego bydgoski oddział Polskiego Czerwonego Krzyża wybrał tę wioskę. Co roku, już od 10 lat, przed zimą zawozi nowe buty tutejszym dzieciom. Wszystko w ramach akcji „Stop bosym stopom”. Akcja ogólnopolska, ale przez Bydgoszcz rozkręcona. Dziesiątki tysięcy butów wydano.

- Tym razem w Nowym Dworze wybraliśmy 36 dzieci - mówi Danuta Szukalska, dyrektor Kujawsko-Pomorskiego Oddziału Okręgowego PCK. - W minioną środę zawieźliśmy dary.

Wydawanie butów odbywa się późnym popołudniem w świetlicy wiejskiej. Niedawno była remontowana za pieniądze składkowe.

To centrum integracyjne wsi. Od czasu do czasu odbywają się tutaj zabawy. Ostatnio andrzejki. Kilkanaście par się bawiło. Koło gospodyń wiejskich też urzęduje. Anonimowi alkoholicy się spotykają. W środę są rozstawione stoły, krzesła i ławki. Na dzieci czekają ciasteczka i lizaki. Dla mam, które przyprowadziły dzieci, jest ciasto i kawa. Zaraz pracownice Czerwonego Krzyża zaczną wręczać buty. Allan zapomniał, ile ma lat. Wygląda na 4 albo 5. Wie natomiast, jakie butki chciałby dostać. - Lewy i prawy, tak mi mama powiedziała. Dziewczynka stoi obok. Ma loki, jak aniołek. Chciałaby buty, jak Kopciuszek. Widziała na filmie. - Bo ja też kiedyś wystąpię w filmie - zapowiada.

Brat do przynoszenia piłek

Bartek chodzi do drugiej klasy podstawówki. Z zawodu będzie dyrektorem albo sportowcem. Będzie grał, jak Robert Lewandowski. Piłkę już ma. Brata do przynoszenia piłek, gdy wlecą na pole do sąsiada, też ma.

Obok Bartka stoi drugi Bartosz, 5-latek. Lubi latać samolotem, chociaż jeszcze ani jednym nie latał. - Dopiero będę. Już w nowych butach - zaznacza uczeń zerówki.

Mama, oprócz Bartosza, ma jeszcze Martynę i Kacpra. - Nigdzie nie pracuję - przyznaje Amelia. - Mąż też tymczasowo nie. Do października pracował w mrożonkach, ale robota się skończyła.

Rodzina mieszka u dziadków. - Teściowa nam pomaga - dodaj 27-latka. - Miesięcznie mamy niecały tysiąc złotych na pięć osób. Ostatnio teściowa dała pieniądze na kurtki dla dzieci. A PCK zasponsorowało im buty. Zresztą, nie po raz pierwszy.

Obok Amelii siedzi 21-letnia Monika w zaawansowanej ciąży. W grudniu urodzi, pewnie przed świętami. - To będzie drugie dziecko. Córka ma już dwa latka - opowiada Monika i patrzy, jak dziewczynka przymierza butki. To nic, że prawy ubrała na lewą stopę. Ważne, że się podobają. Spaceruje dumnie z wieczkiem od kartonu na głowie.

Monika z mężem mieszkają sami. Mąż pracuje w mrożonkach. Ona wyuczyła się na sprzedawcę, ale do sklepu przez najbliższy rok pewnie nie wróci. - Jakoś idzie, ale szału nie ma - przyznaje Monika.

Szału nie ma też u Wiolety. Kobieta ma 35 lat i siedmioro dzieci. Najstarsze skończyło 11 lat, najmłodsze ma roczek i raczkuje. Od teraz będzie raczkowało w nowych butach.

Wioleta siedzi w domu. - Mąż pracuje w stolarni - przyznaje kobieta. - Miesięcznie mamy 2 tysiące na rękę plus zasiłki z opieki społecznej. Gdyby nie PCK, dzieci nosiłyby buty jedno po drugim. Nie wydam przecież tysiąca na buty dla młodych. To pół tego, co mamy na życie, a co trzy miesiące musiałabym im kupować. Na szczęście mieszkają u mamy, a mama pomaga.

Znicze ku pamięci

Buty rozdane. Wychodzimy ze świetlicy. Zimno, ciemno, daleko od drogi. Słychać, jak pies w oddali szczeka.

W pobliżu widać migające światełka. Palą się znicze. Tutaj zginął chłopiec. Przygniotła go huśtawka. Nie była dobrze zamocowana do ziemi.

Rodzeństwo chłopca też przyszło po buty.

Katarzyna Piojda

Miałam 6 lat, gdy postanowiłam zostać dziennikarką. I tak też wyszło. Piszę o bezrobotnych, bezdomnych, ubogich, czyli o ludziach, którzy znaleźli się na życiowym zakręcie i trudno im z niego wyjść. Samo pisanie w tym przypadku to za mało. Staram się więc im pomóc wyjść z tego zakrętu. Zajmuję się także tematyką bydgoskiej oświaty. Piszę również do serwisów Regiodom.pl i Strefa Biznesu.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.