No, po prostu Anielica Merkel [kanapa polityczna]

Czytaj dalej
Fot. archiwum
Prof. 
Roman 
Bäcker i red. Adam Willma

No, po prostu Anielica Merkel [kanapa polityczna]

Prof. 
Roman 
Bäcker i red. Adam Willma

Prof. 
Roman 
Bäcker i red. Adam Willma rozmawiają o aktualnej sytuacji politycznej w kraju i na świecie.

Dawno już żadna wizyta nie była relacjonowana z taką nabożnością. Przyleciała, wysiadła, przywitała się... Jak papież.
Z prostego powodu – żaden znaczący przywódca polityczny jakoś przez ostatnie kilkanaście miesięcy do Polski nie zawitał. Być może nie chciał konkurować z prezydentem San Escobaru. A już poważnie – kto by chciał rozmawiać z ludźmi, którzy najpierw zapraszają Komisję Wenecką, potem zmieniają około dziesięciu razy ustawę o Trybunale Konstytucyjnym tylko po to, by go sobie podporządkować, a potem obrażają ludzi, którzy im bardzo delikatnie mówią, że nie są to standardy europejskie?

Każdy dostał u Angeli Merkel swoje 5 minut.
Politycy niemieccy doskonale znają sytuację w Polsce i ustalając program wizyty zrobili wszystko, by każdy był zadowolony. Na tym przecież polega nie tylko dyplomacja, ale i skuteczna działalność polityczna.

Po kryzysie migracyjnym wydawało się, że dni pani Angeli są policzone. A tu niespodzianka. Wsparło ją nawet bawarskie CSU.
CSU, choć w sojuszu z CDU (rządzoną przez Merkel), jest niezależna i w dużej mierze sceptyczna wobec wszystkiego co nie jest bawarskie. Jednakże nie tylko politycy, ale i zwykli Niemcy zaczynają dostrzegać, że żelazna kanclerz potrafi rozwiązywać nawet takie problemy, jak wydawało się prawie nieuchronny zalew Niemiec przez emigrantów. Przyjmując emigrantów Merkel uchroniła kilka krajów od co najmniej niepokojów społecznych wywoływanych przez tłumy wędrujących ludzi. Udało się od tego czasu zatamować kanał turecki, ograniczono śródziemnomorski. Teraz chce się zablokować ten ostatni. Jednocześnie trwa intensywny proces deportacji tych, którzy nie mogą udowodnić, że uciekli ze swojego kraju z powodu prześladowań politycznych bądź wojny.

Za panią kanclerz stoi poważna siła - doskonałe notowania gospodarcze niemieckiej gospodarki.
Wyniki gospodarcze to jedno, a znużenie wyborców ciągle tymi samymi postaciami politycznymi, to drugie. Patron Angeli 
– Helmut Kohl odszedł ze stanowiska kanclerza przez jeden plakat: na dzwonie umieszczono zdjęcie Kohla i pod spodem napis – komu bije ten dzwon – Tobie Helmut, Tobie. Niemcy po 
prostu mieli go dość po 16 latach kanclerstwa. A teraz zaczyna się ostra walka o większość w Bundestagu między CDU a SPD. Zobaczymy, czy Merkel po 12 latach rządzenia będzie jeszcze dla Niemców atrakcyjna.

Wygląda na to, że podczas rządów pani kanclerz wykruszą się wszyscy jej dawni przyjaciele.
To nie jest dla Merkel najgorsze. Wraz z tymi zmianami odchodzi w niebyt dawny bezpieczny, w miarę spokojny, uładzony świat. Jej nowi partnerzy są bardzo emocjonalni – tak jak Trump, czy mają straszliwe kłopoty, choćby takie jak groźba rozpadu Wielkiej Brytanii.

Panią Merkel znamy jaka miłą ciocię, ale potrafi być jak jadowita osa. O czym kiedyś przekonał się właśnie kanclerz Kohl - jej mentor, który za sprawą Merkel poszedł w odstawkę.
Angela Merkel w ogóle nie przeklina. Ona nawet nie potrafi wyraźnie kogoś skrytykować. Dla niej najważniejsze jest osiąganie celów. Tym samym, gdy dalsze trwanie Kohla na stanowisku było katastrofalne dla CDU, to nie miała wyjścia. Musiała doprowadzić do jego odsunięcia.

Przywództwo Niemiec staje się dziś oczywistością w Europie.
Ależ Niemcy były gospodarczym kolosem jeszcze przed zjednoczeniem w 1990 roku. Teraz są najważniejszym państwem europejskim również z powodów politycznych. Przywództwo niemieckie jest rezultatem tego, że inne silne państwa unijne chcą razem z Niemcami działać. To nie jest dyktat, to jest współpraca. Rozmowy, przekonywanie i uzgadnianie są zawsze o 
wiele skuteczniejsze od rozkazu.

Co to oznacza dla Polski?
Lepszym rozwiązaniem dla Polski jest nawiązanie współpracy z Niemcami niż forsowanie dziwnej koncepcji Międzymorza, na którą zresztą nikt prócz kilku doradców ministra Waszczykowskiego nie ma ochoty.

Straszak niemiecki trochę się zdezaktualizował, bo Niemcy są dziś krajem innym niż 70 lat temu.
Straszak niemiecki przestał działać już po podpisaniu umowy o uznaniu granicy na Odrze i 
Nysie Łużyckiej w 1970 r. Niemcy przez wiele lat były miejscem, gdzie zasiłek dla bezrobotnych był większy od pensji w PRL-u. Teraz najwyższy czas, by traktować ten kraj jak normalnego partnera, z którym można robić interesy. Jeśli będziemy sensownie dbać o nasze interesy, to możemy tylko na tym zyskać. Na wojenkach stracić mogą zaś wszyscy, ale przede wszystkim my.

Prof. 
Roman 
Bäcker i red. Adam Willma

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.