Nikt już nie jest im straszny

Czytaj dalej
Fot. Fot. sławomir kowalski
Joachim Przybył

Nikt już nie jest im straszny

Joachim Przybył

Wspaniałe popisy Stevana Milosevicia czy Markeitha Cummingsa nie mogą zatrzeć faktu, że to drużyna pokonała Stelmet Zielona Góra.

To bez wątpienia największy sukces w krótkiej historii ekstraklasowej Polskiego Cukru. Niewielu było optymistów, gdy okazało się, że nie może zagrać Łukasz Wiśniewski. A ci ostatni zwątpili, gdy niewiele mógł pomóc drużynie kolejny z liderów, Maksym Kornijenko.

Trener Jacek Winnicki miał jednak plan na ten mecz i to było decydujące. Nie uwzględnił w nim Maksyma Kornijenki, który mało trenował po kontuzji, za to kluczowe role odgrywali Stevan Milosević, Markeith Cummings i Tomasz Śnieg.

Środkowy był największym rozczarowaniem w pierwszej części sezonu. Pierwszą rundę zakończył z marnymi statystykami (4 pkt i 5 zb.), bywało, że trener Winnicki na długo rezygnował z jego usług. Teraz może stać się filarem drużyny w play off, co pokazał mecz ze Stelmetem. Może to kwestia konkurencji po przybyciu Seana Denisona?

W każdym razie przeciwko Stelmetowi grał z zaangażowaniem, jakiem jeszcze u tego gracza nie widzieliśmy. Zupełnie zdominował środkowych mistrza Polski, a bez jego zbiórek w ofensywie zapewne zwycięstwa by nie było.

Cummings także w ostatnich tygodniach wyraźnie wchodzi na wyższy level. Debiutujący w Europie skrzydłowy w pierwszej części sezonu miewał lepsze mecze, ale popełniał także sporo błędów i miał skłonności do mało przemyślanych - delikatnie mówiąc - akcji. 28 punktów w Tarnobrzegu wyraźnie go uskrzydliło. W niedzielę zagrał bardzo dobrze w obronie, przynajmniej dwie jego akcje zapewne znajdą się w top 10 weekendu TBL.

A Śnieg? Wielu dziennikarzy pytało, po co taki gracz w Toruniu? Dziś znamy odpowiedź. Choćby po to, aby w ostatniej kwarcie wyłączyć rzuty Łukasza Koszarka, a trafienia z półdystansu w ważnych momentach (4/6) były z jego strony miłym bonusem. To główny bohater drugiego planu w niedzielnym meczu, choć nie można zapomnieć o pozostałych graczach.

To kolejny ważny element zwycięskiej układanki - zagrał cały zespół bez wyjątku i nikt nie zawiódł na parkiecie. Krzysztof Sulima walczył jak lew pod koszami i w kilku sytuacjach kapitalnie podawał do kolegów. Danny Gibson był podwajany, ale nie dał się tym razem sprowokować do zbyt wielu indywidualnych akcji. Z gry miał tylko 2/11, ale przecież nie zawsze będzie zdobywał 25 pkt w meczu. W ważnych momentach wymuszał faule (5/6 z wolnych) i przede wszystkim ułatwiał zdobywanie punktów kolegom (10 asyst).

Polski Cukier wygrał także na trybunach. Ponad cztery tysiące kibiców wreszcie dało się wciągnąć na zabawy i trzeba docenić wkład dopingu fanów w świetną grę podczas ostatniej kwarty. Frekwencja w tym roku spadła w Toruniu (choć wciąż jest numerem 3 w lidze po Zielonej Górze i Włocławku), ale czas odwrócić tą tendencję. Do końca rundy jeszcze m.in. hitowe mecze z Polfarmeksem Kutno i Anwilem Włocławek, więc jest szansa na dalszą budowę zainteresowania.

Opinie


Jacek Winnicki, trener Polskiego Cukru

- Zdajemy sobie sprawę jak Stelmet potrafi zagrać, to najlepszy zespół w Polsce. Stanęliśmy jednak na wysokości zadania, kilka razy wracaliśmy do gry. Najlepiej zagraliśmy w ostatniej kwarcie, zwłaszcza w defensywie udało nam się zatrzymać Stelmet na 15 punktach. Cieszmy się chwilę, ale musimy zejść na ziemię. Mamy często problemy z zespołami niżej notowanymi i teraz już musimy koncentrować się na wyjazdowym meczu w Sopocie. Nie możemy zmarnować tego zwycięstwa.

Saso Filipovski, trener Stelmetu

- Po trzech kwartach prowadziliśmy i wydawało się, że kontrolujemy mecz. W ostatniej częsci pozwoliliśmy jednak torunianom zagrać ich grę, zwłaszcza w ataku. Najgorsze w statystykach jest to, że tak przegraliśmy deskę. Wszyscy moi środkowi łącznie dostarczyli drużynie jedną zbiórkę w ataku, gdy po drugiej stronie sam Milosević miał ich 8. To był powód przegranej. Zdecydowanie za dużo pozwoliliśmy gospodarzom zdobyć punktów. Gratulacje dla Polskiego Cukru, walczył bardziej niż my i zasłużenie wygrał.


Łukasz Koszarek, rozgrywający Stelmetu

- Przez trzy kwarty wszystko było dobrze, graliśmy całkiem nieźle. Chwila nieuwagi wystarczyła, żeby gospodarze zdobyli 8 punktów z rzędu, co dodatkowo pobudziło kibiców i cały zespół z Torunia. Na wyjazdach samym atakiem nie można wygrać meczu. W końcówce decydowały jedna, dwie akcje, a tego chcieliśmy uniknąć. Mieliśmy problem ze zbiórkami, rotacją, dużo lepsza powinna być obrona.

Joachim Przybył

Fan koszykówki, rowerowych wypraw, historii i astronomii. Toruński (i nie tylko) sport obserwuję i opisuję od prawie 20 lat. Piszę o koszykówce, żużlu, hokeju, piłce nożnej, MMA, ale także o kibicach i sportowych zjawiskach. Dlaczego sport? Za prostotę, kontakt z ludźmi, jasne reguły i prawdziwe emocje. Na platformach Polskapress staram się odpowiadać na wszystkie Wasze potrzeby, dlatego równie ważne dla mnie są rekreacja i sport zwykłych ludzi.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.