Niepołomicki trener szachowy Kamil Mitoń, kiedyś wielki talent, nie żałuje, że postawił na rodzinę, a nie na karierę [ZDJĘCIA]

Czytaj dalej
Fot. Agnieszka Fornal-Urban
Jerzy Filipiuk

Niepołomicki trener szachowy Kamil Mitoń, kiedyś wielki talent, nie żałuje, że postawił na rodzinę, a nie na karierę [ZDJĘCIA]

Jerzy Filipiuk

Był uznawany za „cudowne dziecko” polskich szachów. Został najbardziej utytułowanym juniorem w historii „królewskiej gry” w naszym kraju. Dziś arcymistrz Kamil Mitoń spełnia się jako trener czołowego obecnie szachisty świata Jana-Krzysztofa Dudy.

Tata nauczył, mama zapisała

Urodził się 12 kwietnia 1984 roku w Krakowie. Jego babcia Barbara (od strony mamy Bogusławy) grała amatorsko w karty, a dziadek Jerzy (od strony taty Franciszka) w szachy. Mały Kamil potrafił ogrywać babcię w remika, choć się trochę denerwował, gdy trzeba było coś przeliczać w trakcie gry. Jeszcze bardziej przypadły mu do gustu szachy, w które nauczył go grać tata (a jego - dziadek). To z nimi Kamil po raz pierwszy zasiadał przy szachownicy.

Po pewnym czasie jego mama uznała, że dobrze by było, gdyby zaczął się sprawdzać w konfrontacji z rówieśnikami i zapisała syna do Gońca Staniątki (wiedziała o nim, będąc nauczycielką w tej wsi). Pierwszym trenerem 5-letniego Kamila był Stanisław Turecki, wielki pasjonat „królewskiej gry”, założyciel, szef i sponsor klubu, były prezes Małopolskiego Związku Szachowego.

Kamil zaczął uczestniczyć w pierwszych zawodach – w miejscowym Domu Kultury, w Krakowie i okolicach, czasem gdzieś dalej. Nie od razu jednak rywalom dawały maty. - Początki Kamil miał trudne. Pojechałem z nim do Wisły i przegrał tam trzy partie. Potem zaś wygrywał wszystko i stał się arcymistrzem szachowym. Dzięki niemu możemy pochwalić się medalami mistrzostw Polski i świata – wspominał Turecki na 40-lecie Gońca.

Pierwszy sukces, drugi trener

- Trener Turecki pokazał mi szachy od innej, profesjonalnej, strony. Tata i dziadek grali amatorsko. Gdy dostaliśmy pierwszą książkę o szachach, nie wiedzieliśmy, co to jest zapis szachowy. Trener Turecki wyjaśniał mi, na czym polega gra na czas, zapis partii, sposób gry w turnieju, czyli system szwajcarski itd. - opowiada Mitoń.

W 1993 roku, jako 9-latek, awansował do finału mistrzostw Polski do lat 10 w Grudziądzu. Rok później zdobył tam już złoto MP. Wtedy rozwojem jego talentu zajął się sprowadzony do Niepołomic - dzięki zaangażowaniu Tureckiego i wsparciu władz miasta z burmistrzem Stanisławem Kracikiem na czele - rosyjski trener szachowy Włodzimierz Szyszkin, który odegrał ogromną rolę w życiu Kamila.

Trener Szyszkin mieszkał w naszym domu przez wiele lat. Ja z rodzicami w jednym pokoju, a on w drugim. Był traktowany jak członek rodziny. Był z nami na wielu weselach i pogrzebach. Teraz pracuje w Moskwie. Widujemy się od czasu do czasu, ostatnio dwa czy trzy lata temu na zawodach Grad Prix – Kamil Mitoń

Pod okiem Szyszkina nastolatek czynił kolejne postępy. W 1996 roku został mistrzem Polski do lat 12 (wygrał wszystkie 11 partii) i do lat 13 w szachach szybkich oraz na Minorce mistrzem świata do lat 12. Rok później w Cannes sięgnął po srebro MŚ do lat 14, a w Paryżu po brąz MŚ do lat 13 w szachach szybkich (dwa lata później w stolicy Francji był trzeci w MŚ do lat 15 w tej samej konkurencji). Potwierdzał, że słusznie został uznany za „cudowne dziecko” polskich szachów.

Zwycięstwo z byłym mistrzem świata

W 1998 roku, jako 14-latek, w Krynicy rozegrał kilka partii z… 67-letnim Wiktorem Korcznojem, radzieckim, a potem szwajcarskim szachistą, dwukrotnym wicemistrzem świata (1978, 1981), 17-krotnym uczestnikiem Olimpiad Szachowych (1960-2008). Korcznoj, wtedy 37. gracz światowego rankingu, był gościem honorowym turnieju arcymistrzów. Dlaczego chciał zagrać z uczniem SP w Staniątkach?

- On po prostu chce zmierzyć się z najzdolniejszym szachistą młodego pokolenia w Polsce. Chce przejść do historii w pewien oryginalny sposób. Wybiera najlepiej zapowiadających się szachistów z różnych krajów, na przykład ostatnio grał we Francji. Pozostanie w kronikach, że wygrał z kimś, kto być może za parę lat będzie mistrzem świata - wyjaśniał wtedy Szyszkin na łamach „Dziennika Polskiego”.

Korcznoj pytany przed grą, czy nie obawia się porażki z 14-latkiem, odparł: „Kamil musiałby być geniuszem…”. Ten ostatni był jednak pewny swego: „To wielkie nazwisko, ale nie czuję przed nim nadmiernego respektu” – wyznał „Dziennikowi Polskiemu”. I w jednej z partii pokonał Korcznoja, który poddał się po 61 posunięciach.

Największe osiągnięcie w karierze

W 1999 roku w Nowym Jorku został mistrzem juniorów tego stanu, a w Moskwie po raz drugi (poprzednio w 1997 roku) był trzeci w turnieju o Puchar Kasparowa.

Największy sukces w karierze odniósł w 2000 roku w Erywaniu, gdzie - jako 16-latek! - został wicemistrzem globu do lat 20. Lepszy, i to zdecydowanie, okazał się tylko 18-letni Kubańczyk Lazaro Bruzon Batista, który od lipca 2021 roku gra jako reprezentant USA

- Szachiści na Kubie żyli jak królowie. Bruzon na ramieniu miał tatuaż Ernesto Guevary (jednego z przywódców kubańskiej rewolucji w latach 50. – przyp.), uważał się za patriotę, ale kilka lat temu uciekł do USA. W Erywaniu zremisowałem z nim. Pod koniec turnieju czymś się zatrułem. Może nie umyłem owoców. Ostatnie partie grałem będąc odwodnionym. Byłem liderem, ale remisowałem swoje partie, by się utrzymać na podium. Po powrocie do Polski przez trzy tygodnie leżałem w szpitalu Żeromskiego. Jadłem kleiki. Po dwóch tygodniach pielęgniarka powiedziała mi, że mam rozszerzoną dietę i dała mi dwie kromki chleba. Potem po kryjomu czmychnąłem ze szpitala i z synem trenera Tureckiego – moim serdecznym przyjacielem Krzysztofem - poszliśmy na zapiekanki – wspomina Mitoń.

Wielki talent, duże zagrożenie

W latach 2000-2007 sięgał po kolejne trofea. Został arcymistrzem (2002), wygrał drużynowe MŚ do lat 20 w Rio de Janeiro (2001), turnieje w Cannes (2000), Filadelfii (2002, 2005), Budapeszcie (2003), Columbus, Las Vegas (2004), La Palma, Sturbridge (2005) i Chicago (2006), był drugi w Montrealu (2006), Ottawie i Hawanie (2007) oraz siódmy (2001) i dziesiąty (2002) w plebiscycie 10 Asów Małopolski.

W 2006 roku w Hawanie w Memoriale Jose Raula Capablanki pokonał m.in. jego triumfatora, Ukraińca Wasyla Iwańczuka, który 1. października 2007 roku awansował na drugie miejsce w światowym rankingu. Mitoń 1 stycznia 2007 był 50. w tym rankingu (najwyżej w karierze) i pierwszy wśród polskich szachistów. Potem odniósł kolejne sukcesy, ale nie był już tak wysoko klasyfikowany.

- Czy byłem szachowym „cudownym dzieckiem”? Na pewno miałem talent. I miałem możliwości, aby osiągnąć więcej. Dzięki szachom dużo zarabiałem – przez weekend więcej niż moi rodzice przez miesiąc. Pojawiły się dziewczyny, rozrywki. Wiek dojrzewania to dla szachisty duże zagrożenie. Trener i rodzice zawodnika powinni być na to wyczuleni. Ja przez to wszystko być może straciłem jako szachista dwa lata, których nie dało się już odrobić – wyznaje.

Kłopoty z logiką, radość z rodziny

Przez dwa lata studiował filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Musiał opuścić mury uczelni, bo nie poradził sobie z wydawałoby się bezproblemowym przedmiotem dla szachisty – logiką.

Byłem średnim uczniem. Nie lubiłem się uczyć tego, co mnie nie interesowało, nie cieszyło. Bardzo lubię historię i właśnie filozofię. Mimo że studiowałem tylko dwa lata i przechodziłem wiek buntownika, wspominam ten okres jako rewelacyjny – Kamil Mitoń

W 2007 roku, mając 23 lata, wziął ślub z Agnieszką. Nie kryje, że zmiana stanu cywilnego i nowe obowiązki wpłynęły na jego wyniki, choć już jako mąż i ojciec wygrał turnieje w Skanderborgu (2011) i Reykjawiku (2013), był drugi w Polanicy-Zdroju (2008), zdobył brązowy medal MP w Warszawie (2012), został mistrzem Hiszpanii w szachach szybkich w Linares (2013) oraz znów grał na Olimpiadach Szachowych (2008, 2010) i w drużynowych ME (2007, 2011, 2013).

- Zawodnik, jeśli chce uzyskiwać sukcesy, musi mieć „czystą” głowę, nawet gdy żona dba o niego i podporządkowuje swoje życie sportowym wymaganiom męża. Przed ślubem byłem szachowym numerem jeden w Polsce. Potem zacząłem spadać w tym rankingu. Gdybym się nie ożenił, być może byłbym w pierwszej „10” na świecie. Ale niczego nie żałuję, bo nie miałbym wspaniałej żony i wspaniałych dzieci (14-letni Mateusz i 11-letni Jakub grają w tenisa – przyp.), nie przeżywałbym emocji, jakich mi dostarczają – przekonuje.

Z Niepołomic w daleki świat

Jako szachista też przeżył mnóstwo emocji i przygód. Ma wiele fajnych wspomnień, zwiedził dużo ciekawych miejsc. Kilka razy jeździł na pół roku do Nowego Jorku, gdzie grał w słynnym, założonym w 1915 roku na Manhattanie klubie Marshall.

- Dla chłopaka z Niepołomic to był inny świat. Gościł mnie i bardzo mi pomógł Zbigniew Nagrocki, który od wielu lat mieszkał w Nowym Jorku. Kiedyś sam był zawodnikiem. Pomagał szachistom, mogli u niego mieszkać – wspomina Mitoń.

Świetnie się czuł też np. w Filadelfii, gdzie dwa razy wygrał jeden z największych turniejów na świecie World Open, organizowany z okazji Dnia Niepodległości, czy w Las Vegas, choć tamtejszy przepych go przytłaczał (nie mając 21 lat, nie mógł wejść do kasyna).

Z mieszanymi uczuciami wspomina występy w Hawanie, gdzie był drugi i trzeci. - Tam też zetknąłem się z innym światem. Chciałem sobie wyprać swoje rzeczy, ale nigdzie nie byłem w stanie kupić proszku. Innym razem po turnieju gościłem w domu tamtejszego dziennikarza. Dyskusja zeszła na sprawy sportowo-polityczne. Było trochę rumu i gospodarz… obił mi twarz. Na Okęciu pytano mnie, czy jestem pod wpływem narkotyków. Nie chciano uwierzyć, że wracam z turnieju szachowego a nie bokserskiego. Ale na drugi rok znów zostałem zaproszony na Kubę. W ramach rekompensaty przyjęto mnie z honorami – mówi.

Remisy szachowymi legendami

W 2010 roku podczas Olimpiady Szachowej w Rosji w ostatnim meczu – z Węgrami – zmierzył się ze słynną Judith Polgar, która od 1989 do 2015 roku zajmowała pierwsze miejsce wśród kobiet w rankingu FIDE. Nasza drużyna walczyła wtedy o medal, ale Mitoń nie dał rady szachowej legendzie, która zagrała inaczej niż zwykle – nie ostro, nie ryzykownie, tylko spokojnie, solidnie. Był tym zaskoczony, nie uzyskał przewagi i szybko oboje zgodzili się na remis.

Jako zawodnik reprezentował barwy klubów w aż dziewięciu krajach: Polski (Goniec Staniątki, Gant Hetman Wrocław, Polfa Grodzisk Mazowiecki, PTSZ Płock i Wasko Hetman Katowice, wielokrotnie sięgając po medale w drużynowych mistrzostwach Polski), Czech, Słowacji, Rosji, Grecji, Francji, Hiszpanii, Danii i Islandii

Otrzymał nagrody od prezydentów Krakowa, Niepołomic, Katowic, Wrocławia i… Buriacji, czyli autonomicznej republiki Rosji, leżącej w Syberii Wschodniej. - W lidze rosyjskiej przez dwa lata reprezentowałem klub z tego regionu, ale graliśmy w Soczi. Byłem w nim chyba pierwszym szachistą spoza bloku państw radzieckich. W Soczi miałem okazję zagrać z Anatolijem Karpowem (mistrzem świata w latach 1975-1985 – przyp.), który gościnnie wystąpił w jednej partii. Padł remis. Przyszli przedstawiciele telewizji, prosząc Karpowa o wywiad, ale powiedział, by poczekali, bo analizuje partię z młodym człowiekiem z Polski. To było dla mnie bardzo budujące - wspomina.

W telewizji i w różnych rolach

Wystąpił w kilku programach telewizyjnych: „Sportowa niedziela”, „Kawa czy herbata”, „Siódme niebo” (rozmowa dla Canal+), „Reporter DD” (wywiad dla dzieci), „Akademia IQ” oraz „Mann i Materna” (razem z ojcem i prof. UJ, filozofem Jackiem Filkiem, który wymyślił szachy dla trzech grających, a potem opatentował je krakowski antykwariusz Jerzy Luberda). Wystąpił też w reklamie Ery (- Był też chłopiec z kostką Rubika i spadochroniarz. Miałem powiedzieć tylko „Uśmiech dopiero po zwycięstwie”, ale nagrywaliśmy to chyba ze trzy godziny – śmieje się).

Prowadził firmę Chess Evolution, zajmującą się publikacją książek szachowych dla graczy każdego poziomu. Był też trenerem reprezentacji… Ekwadoru na Olimpiadzie Szachowej w Stambule (2013) i – w zastępstwie za Bartosza Soćkę – Polski na drużynowych MŚ w rosyjskim Chanty-Mansyjsku (2017), podczas których zdobyła ona brązowy, pierwszy w historii naszych szachów medal w takiej imprezie.

Trener przyszłego mistrza świata?

Od lat opiekuje się jednym z najlepszych dziś szachistów Janem-Krzysztofem Dudą (MKS MOS Wieliczka), m.in. zdobywcą Pucharu Świata (2021) w szachach klasycznych, wicemistrzem świata (2018, 2021) oraz mistrzem (2021) i wicemistrzem (2014) Europy w szachach błyskawicznych, który w czerwcu w Madrycie weźmie udział w turnieju pretendentów o prawo gry o mistrzostwo globu z Norwegiem Magnusem Carlsenem. 23-latek jest chwalony nie tylko za wyniki, ale i styl gry podobający się kibicom: wcześniej dynamiczny, waleczny, dziś – nadal dosyć ostry, szukający swej szansy do końca, ale i rozsądny, adekwatny do sytuacji na 64 polach.

Nasze relacje się zmieniały, ewoluowały. Gdy Janek był dzieciakiem, a ja jeszcze czynnym zawodnikiem, przyjeżdżałem do niego na konsultacje. Później, gdy zaczęliśmy razem pracować, nadal grałem, więc traktował mnie trochę jako konkurenta. W ostatnich latach, podczas których rozwinął się już jako super arcymistrz, a ja zostałem jego trenerem sekundantem, nasze role są już podzielone – Kamil Mitoń

I dodaje: - Jeżeli nie byłoby między nami nici porozumienia, to wiadomo, że przebywając ze sobą tyle czasu, by to nie wypaliło. Mamy przyjacielskie relacje. Bariera wiekowa nie ma znaczenia. On mnie traktuje jako starszego kumpla, ja jego jako młodszego, i w ten sposób się dogadujemy. Aczkolwiek ma wobec mnie szacunek i liczy się z moim zdaniem, z moimi wskazówkami. Oczywiście bywają momenty, gdy się różnimy w niektórych kwestiach, ale przez tyle lat nie mieliśmy konfliktów, sporów czy kłótni.

Podpowiedzi, motywacja, wsparcie

Jaka jest jego rola w tym duecie? Pomaga swemu podopiecznemu w przygotowaniach do startu. Razem z nim ustala plan działania, strategię, rozpracowuje rywala, powtarza warianty, wymyśla nowe idee, analizuje poprzednie jego gry, rozgrywa część partii np. przy wprowadzeniu innego niż wcześniej otwarcia. Rozmawia, motywuje, wymienia opinie, podpowiada, doradza, przekonuje, wspiera psychicznie, towarzyszy na posiłkach, w wolnych chwilach. Podczas turniejów klasycznych do późnych godzin wieczornych lub w nocy przygotowuje zawodnikowi materiał na rano do powtórzenia.

Czołowym zawodnikom świata towarzyszą trenerzy sekundanci, niektórym – także koledzy, rodzeństwo, któryś z rodziców. By mogli oni oderwać się od szachownicy, porozmawiać o czymś innym, pośmiać się, odreagować, odpocząć psychicznie, zjeść wspólny posiłek.

- To też jest bardzo ważne. Szachistom ciągle towarzyszą emocje, napięcie, przeżywanie sukcesów i porażek. Zawodnika, gry mu nie idzie, trzeba podbudować, a gdy go ogarnie zbytnia euforia, należy go tonować. Psychologia odgrywa dużą rolę. Pracując tyle lat z Jankiem, wiem, jak z nim rozmawiać. On w czasie gry potrafi panować nad emocjami, zachować stoicki spokój. Czasem brakuje jednej czy dwóch sekund do upływu czasu na wykonanie ruchu i ono właśnie wykonuje. To jest coś niesamowitego – mówi Mitoń.

Z pomocą nowych technologii

Mitoń dodaje: - Janek bardzo nie lubi przegrywać, i to nie tylko w szachach, ale w każdym aspekcie. To jest, myślę, cecha sportowców czołowych w swoich dziedzinach, w których porażki są dla nich bardzo bolesne. Gdy rywalizujemy na przykład w karty czy quiz historyczny, to Janek porażkę odczuwa tak samo jak w szachach.

Gdy miejsce zawodów jest blisko hotelu, czasami Mitoń ogląda występ Dudy na żywo. Jeśli dalej – śledzi jego grę przez Internet, uznając, że siedzenie przez 4-5 godzin na sali mijałoby się z celem. Bywa, że razem jadą na daną partię, Mitoń ją ogląda przez pół godziny, a potem wraca do hotelu i korzysta z transmisji live. Partie szachów szybkich i błyskawicznych ogląda zwykle na sali

Nowe technologie bardzo pomagają szachistom. Gdy Mitoń był utalentowanym dzieckiem, partie oglądała garstka widzów, na większych turniejach – za pomocą dużych szachownic demonstracyjnych. Gry czołowych zawodników globu były zapisywane w ukazującym się co pół roku jugosłowiańskim informatorze szachowym. Dziś turnieje relacjonowane są na cały świat, można je śledzić live, i to z profesjonalnym komentarzem, zobaczyć zachowania i reakcje zawodników, podglądanych przez kamery. I ściągać z pliku tysiące partii z całego świata na różnym poziomie zaawansowania. Kiedyś nowy pomysł na szachownicy można było stosować kilka razy, teraz – kiedy pojawia się on w Internecie – zwykle tylko raz.

Nietuzinkowy, spontaniczny duet

Świetną wzajemną współpracę Mitoniowi i Dudzie ułatwia ich wspólna cecha.

- Mamy podobne charaktery. Jesteśmy ludźmi kompletnie nieusystematyzowanymi, często działamy spontanicznie. Wyjątkiem są zgrupowania, na których realizujemy plan dzienny od do, według ściśle wyznaczonych godzin i minut. Czasami bywa tak, że parę dni nic nie robimy, a potem siedzimy przy szachownicy godzinami. Aczkolwiek nauczyliśmy się dobrze rozkładać swą energię i staramy się o lepszą jakość niż większą ilość zajęć treningowych. Przypuszczam, że w światowej czołówce jest paru zawodników, którzy zdecydowanie więcej czasu poświęcają na trening. W szachach jest dużo elementów, takich jak teoria debiutów, które trzeba powtarzać. Janka to strasznie męczy. Są zawodnicy, którzy trening zaczynają od wkuwania teorii przez trzy-cztery godziny. Jedni to potrafią, są rzemieślnikami, a drudzy – jak Janek - potrzebują pracy bardziej kreatywnej, artystycznej weny – tłumaczy Mitoń.

Zdarza im się trenować nawet podczas… jazdy na rowerach, gdy mając „w głowie” układ figur, grają ze sobą jakby siedzieli przy szachownicy. Ot, przykład artystycznej weny nietuzinkowego duetu.

Jerzy Filipiuk

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.