Joanna Bejma

Na trasie połknął osę. Pomógł lekarz, który biegł

Na trasie połknął osę. Pomógł lekarz, który biegł Fot. Szymon Cieślak
Joanna Bejma

- Żnińskie biegi odbywają się już tyle lat i należyte zabezpieczenie medyczne imprezy powinno być koniecznością! - zaalarmowała nas jedna z Czytelniczek.

- Po przekroczeniu linii mety, jedna z uczestniczek zemdlała. Prowadzący imprezę od razu wezwał przez mikrofon służby medyczne. Ja też się za nimi zaczęłam rozglądać i ku mojemu zdziwieniu oraz kilku osób stojących obok mnie, nikt taki się nie pojawił. Taj pani zaczęli pomagać inni zawodnicy, ale służb medycznych nie było. Potem ktoś mi powiedział, że na trasie biegu również ktoś się osunął i tej osobie pomocy udzielali inni uczestnicy biegu - oświadczyła w słuchawce telefonu.

Sytuacja nietypowa

Co się wydarzyło na trasie? Nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności jeden z zawodników połknął osę, która użądliła go w gardło. Był uczulony na jad owadów, poczuł się źle i odczuwał duszność.

W biegu uczestniczył Leszek Popiołek, lekarz kardiolog. Jak tylko zauważył co się stało, przerwał swój bieg i zaczął udzielać niezbędnej pomocy.

W rozmowie z nami podkreśla, że to sytuacja dość nietypowa. Na trasie zawodów biegowych częściej dochodzi do ewentualnych zasłabnięć i omdleń i na takie sytuacje przygotowują się zarówno zawodnicy jak i organizatorzy.

- Jestem lekarzem, moim zadaniem jest pomagać w każdej okoliczności. Takie sytuacje, jak ta, różnie się kończą, dlatego trzeba było pilnie reagować - oświadcza.

Oprócz pomocy ze strony lekarza, zawodnik otrzymał ją także od strażaków i mieszkańców.

Z punktu widzenia osoby stojącej obok, przyglądającej się całemu zajściu to, jak wyglądało udzielanie pomocy mężczyźnie, który połknął owada mogło wyglądać dość zabawnie.

Dlaczego?
- Mając świadomość, że człowiek ten może przestać oddychać z powodu obrzęku krtani musiałem być na to przygotowany. Poprosiłem więc o coś zimnego, żeby schłodzić okolicę ukąszenia i jakiś ostry przedmiot do ewentualnego przebicia tchawicy. Jedna z okolicznych mieszkanek przyniosła produkty żywnościowe z lodówki, ktoś inny dostarczył długopis. Na szczęście nie doszło do sytuacji wymagającej przebicia tchawicy - mówi.

Gdzie w tym czasie była pomoc medyczna zabezpieczająca bieg?

Leszek Popiołek mówi, że towarzyszący mu strażacy wezwali karetkę. - Nie mogąc jednak czekać dłużej poprosiliśmy o pomoc policję, która radiowozem przewiozła nas na Szpitalny Oddział Ratunkowy w Żninie - powiedział „Pomorskiej” lekarz.

Przeceniają możliwości

Stanisław Goclik, prezes Żnińskiego Klubu Biegacza, organizator niedzielnych biegów, mówi, że wykonał niezbędne minimum i spełnił podstawowe wymogi.

Przyznaje jednak, że jeśli chodzi o okolice rynku, zabezpieczenie medyczne nie było wystarczające.

- W przyszłości ta opieka będzie musiała być bardziej zabezpieczona - dodaje.

Zwraca zaraz uwagę, że podczas imprez biegowych przypadków omdleń i zasłabnięć jest coraz więcej, a to także dlatego, że wielu zawodników przecenia swoje możliwości i są na starcie słabo przygotowani.

Joanna Bejma

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.