Minął tydzień: Zastępstwo za zastępstwem, czyli radny wraca i manewry nie tylko za lokomotywą

Czytaj dalej
Fot. Grzegorz Olkowski
Marek Nienartowicz

Minął tydzień: Zastępstwo za zastępstwem, czyli radny wraca i manewry nie tylko za lokomotywą

Marek Nienartowicz

Sprawa jest w zasadzie przesądzona – wiceprzewodniczący Mól, będący też po prostu radnym Mólem, będzie wiceprezydentem Mólem. Reprezentującym PiS oczywiście. Bo prezydent Zaleski w zasadzie przystał na tę propozycję. W tej sytuacji radny Mól opuści Radę Miasta. Zastąpi go w niej najprawdopodobniej eksradny Wojtasik, który w ten sposób znów może być radnym Wojtasikiem. Na jego powtórne wejście do Rady Miasta potrzeba trochę tygodni, bo mandat jednego z panów trzeba formalnie wygasić, a mandat drugiego rozpalić, ale zapewne nie potrwa to tyle, co pisowskie poszukiwania nowego wiceprezydenta Torunia.

Sprawa z tymi panami jest ciekawa, bo wiceprezydent Mól będzie miał szansę oddać radnemu Wojtasikowi to, co mu niejako kiedyś zabrał. Bo – przypomnieć nie zaszkodzi – radny Wojtasik wszedł do Rady Miasta w 2014 roku. Z pierwszego miejsca na liście PiS w okręgu obejmującym Bydgoskie Przedmieście. Cztery lata później „jedynki” w tym zestawieniu na tym terenie już nie dostał. Wskoczył na nią kandydat Mól. Ponoć też dlatego, że radny Wojtasik spore kontrowersje w szeregach PiS budził. Niby temu nie raz zaprzeczał, ale dość przypomnieć zakończoną w sądzie historię z kampanii przed wyborami do europarlamentu z 2019 roku, gdy plakatami kandydata PiS, posła Girzyńskiego, miał zaklejać plakaty radnego Przybylskiego, też kandydującego z listy PiS.

Wracając do wyborów do Rady Miasta z roku 2018 - radny Wojtasik wziął wtedy ostatnią pozycję na liście, ale tylko „jedynka” okazała się tak zwanym miejscem biorącym. Do Rady Miasta wszedł kandydat Mól i został nawet jej wiceprzewodniczącym. Radny Wojtasik wypadł z niej i skupił się na robocie w miejskiej spółce Urbitor. Przyznać trzeba, że jako kierownik od targowisk skutecznie promował to przy Szosie Chełmińskiej i ludzi tu handlujących. Choć – czy tego chce czy nie chce – jeszcze większy rozgłos miała jego pamiętna bójka ze sprzedawcą truskawek. Teraz zostanie następcą wiceprezydenta Móla w Radzie Miasta, bo – przypomnieć nie zaszkodzi – na tej samej liście, w tym samym okręgu wyborczym uzyskał następny w kolejności wynik.

A takich „zastępczych” historii mieliśmy w ostatnich latach w Radzie Miasta kilka. Stały manewr obserwujemy przecież w przypadku prezydenta Zaleskiego. Jako tzw. lokomotywa startuje też w wyborach do Rady Miasta i miejsce w niej zdobywa. Rezygnuje potem z niego, bo staje się prezydentem. W latach 2010, 2014 i 2018 korzystał na tym radny Kruszkowski, za każdym razem za prezydenta do rady wchodzący, bo następnym w kolejności wynikiem na tej samej liście, w tym samym okręgu mógł się wykazać. W wyborach w 2018 roku za lokomotywy robili też wiceprezydenci Fiderewicz i Rasielewski, których potem zastąpili radny Waczyński i radna Chłopecka. Zastępstwami obrodziło w roku 2015, gdy posłami zostały radne Michałek i Scheuring-Wielgus oraz radny Myrcha.

Głośne było też na początku obecnej kadencji zastępstwo za radnego Karczewskiego, który szedł do rady z hasłami dużych zmian w mieście, ale z miejsca w niej zrezygnował. Bo wynajmował od miasta lokal i robił na tym biznes, czego akurat radnym nie wolno. I na biznes postawił. Tak znalazł się w radzie radny Wierniewski. Co ciekawe, eksradny Karczewski biznesu na majątku miasta już nie robi. Decyzji o rezygnacji odkręcić się jednak nie da, więc szansą na powrót do rady są tylko kolejne wybory.

Marek Nienartowicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.