Anna Stasiewicz-Mąka

Miłość jedzie na wakacje [rozmowa]

Miłość jedzie na wakacje [rozmowa] Fot. Freeimages.com
Anna Stasiewicz-Mąka

Na urlopie pozwalamy sobie na więcej. Również na flirt czy romans - mówi dr Magdalena Grabowska, psycholog i seksuolog.

Amerykańskie badania dowiodły, że nasza atrakcyjność właśnie latem wzrasta aż o 22 procent. Dlaczego?
Bo jesteśmy opaleni.

To aż takie proste?
Tak, bo zdrowa, opalona skóra jest wyznacznikiem atrakcyjności fizycznej. Poza tym na wakacjach jesteśmy zrelaksowani, wyluzowani, ale i też wolni od swoich codziennych ról społecznych. Wszystkie poważne panie z biura i panowie biznesmeni nareszcie są sobą. Bez garniturowej nakładki, bez teczki, która im codziennie towarzyszy. Ale i bez poczucia, że na każdym kroku trzeba dbać o swoją opinię, że nie można zrobić czegoś niestosownego.

Na wakacjach jesteśmy po prostu anonimowym ciałem na kocyku. I możemy pozwolić sobie na dużo więcej niż na co dzień.

Czy w ogóle możemy mówić o podziale na miłość wakacyjną i niewakacyjną?
Do pewnego stopnia tak, bo miłości wakacyjne nie zawsze przeradzają się w związki. Szanse, że to nasze wakacyjne zakochanie czy flirt zamieni się w coś poważniejszego, są bardzo małe.

Czy wakacyjna miłość może być trwała?
Może być trwała, ale jest to niezwykle rzadkie zjawisko. Pamiętam badania jednego z portali randkowych, z których wynikało, że 90 procent z nas ma nadzieję na zakochanie się na wakacjach. Pewnie spora część się boleśnie rozczaruje, bo z drugiej strony tylko 58 procent mężczyzn i 48 procent kobiet liczy, że wakacyjny romans przerodzi się w coś więcej.

Pani spotyka w swojej pracy „ofiary” wakacyjnej miłości?
Niestety, z roku na rok jest ich coraz więcej. I to zarówno wśród mężczyzn, jak i kobiet. To najczęściej osoby, które już od pewnego czasu szukały w swoim życiu. Co prawda w końcu znalazły, ale okazało się, że relacja, która była na wakacjach całkiem fajna, nie wytrzymała próby czasu, odległości. On/ona nie pisze, nie dzwoni, a życie weryfikuje, że jednak związek się nie uda. Zwłaszcza jeśli jedno jest z Krakowa, a drugie z Białegostoku. Znam jeden wakacyjny związek, który zakończył się pozytywnie, ale szczęście w nieszczęściu, obydwoje choć poznali się w Sopocie, byli z Bydgoszczy. I to dlatego dobrze się skończyło. Można było wrócić do domu i w warunkach normalnej pracy i obowiązków kontynuować znajomość.

A czy to, ile mamy lat: 20 czy 60 ma w ogóle jakieś znaczenie w takim letnim zakochaniu?
Wiek ma o tyle znaczenie, że im starsi, tym jesteśmy ostrożniejsi. Jednak biorąc pod uwagę, że miłość kwitnie również w sanatoriach, to człowiek jest zdolny do zakochania się czy flirtu przez całe życie. Kontekst seksualny w znajomości osób starszych też jak najbardziej się pojawia. To jednak nie wiek, a nasze otwarcie na drugiego człowieka przesądza, czy zdecydujemy się na wakacyjny flirt czy nie.

Warto pamiętać, że wakacyjny romans wiąże się z ryzykownymi zachowaniami seksualnymi.
Wakacyjna miłość jest urocza, bo człowiek czuje się adorowany, kochany, ma z kim spędzać czas. Przeżywa znane „motylki w brzuchu”. Jednak to jest tak samo miłe co ryzykowne. Seks bez prezerwatywy z osobą, którą znamy od 3 dni, jest po prostu kiepskim pomysłem. Pamiętajmy też, że można zwyczajnie trafić na osobę nieuczciwą. Zapraszając kogoś do hotelu na noc, rano możemy obudzić się bez dokumentów i pieniędzy. I rozczarowanie jest podwójnie bolesne. Bo nie dość, że człowiek uwierzył w coś, co było zupełną fikcją, to w dodatku pojawiają się prozaiczne kłopoty, jak brak dokumentów czy pieniędzy.

Wakacje to też często dla młodych ludzi czas ich „pierwszego razu”. I obaw rodziców, czy kilkunastoletnią córkę wysłać samą pod namiot.
Młodzież wykorzystuje okres wakacji do rozpoczęcia życia seksualnego, bo wreszcie ma możliwość bycia sam na sam, bez rodziców, którzy lada moment mogą wejść do pokoju. Z jednej strony nie warto panikować, bo większość osób musi mieć swój „pierwszy raz”. To i tak się zdarzy. Może więc nie warto pilnować swoich dzieci, ale mądrze przygotować do życia. A wakacje są sprawdzianem tego, co rodzice robili wcześniej. Czy nauczyliśmy dziecko szacunku do swojego ciała, czy wie, jak odróżnić miłość od tego, że jest się przez kogoś wykorzystywanym? Czy wie cokolwiek o antykoncepcji, że seks równa się odpowiedzialność i że ten „pierwszy raz”powinien odbyć się w miłych warunkach, a nie byle jak. Tego jednak nie da się powiedzieć dziecku na 5 minut przed wyjazdem.

A może każdy z nas powinien przeżyć taką wakacyjną miłość?
To zależy od naszego nastawienia. Jeżeli jedziemy z takim, że możemy pozwolić sobie na flirt i dobrą zabawę, poczuć się adorowaną, to jak najbardziej polecam. Ale jeżeli mamy oczekiwania, że to będzie miłość do końca życia, która skończy się ślubem, to nie radzę. Możliwość rozczarowania i leczenia się z takiego związku jest bardzo zniechęcająca, a dochodzenie do siebie trwa bardzo długo.

Mówiłyśmy o pułapkach wakacyjnej miłości. A są jakieś plusy letniego flirtu?
Takich pozytywów jest sporo. Zyskujemy na pewno większą pewność siebie, akceptację swojego ciała, wzrost samooceny.

Nabieramy przekonania, że jesteśmy atrakcyjni, fajni, ciekawi, zwracamy na siebie uwagę innych osób. Ale i poczucie, że przeżyło się coś miłego. W sam raz na wspomnienia podczas długich zimowych wieczorów przy kominku.

Podsumowując, warto się angażować w wakacyjny romans czy lepiej nie?
Bardzo ostrożnie, ale warto. Miłość wakacyjna może być cudowną odskocznią od codziennych obowiązków, nudy. Oczywiście jeśli jesteśmy osobami wolnymi. Bo jeśli nie, w grę wchodzi jeszcze jeden aspekt wakacyjnych romansów, czyli zdrada. W takim przypadku zdecydowanie nie warto. Może to być po części odskocznia, kiedy zdamy sobie sprawę z wagi własnego małżeństwa, tylko, że cena, którą płacimy za zdradę, jest dość wysoka. Na dłuższą metę jest to więc zachowanie nieopłacalne. Ceną za taki romans może być rozpad związku. Po pewnym czasie pojawiają się bardzo często wyrzuty sumienia. I pomysł, by przyznać się do zdrady. Ale ten ktoś może nam nie wybaczyć. I tak za tydzień atrakcji możemy zapłacić zrujnowaniem swojego długotrwałego związku. Wtedy to nie ma sensu.

Miłość jedzie na wakacje [rozmowa]
Filip Kowalkowski - Szanse, że wakacyjne zakochanie czy flirt zamieni się w coś poważniejszego, są bardzo małe - mówi dr Magdalena Grabowska.
Anna Stasiewicz-Mąka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.