Milion złotych dla byłych szefów rodzinnych domów dziecka

Czytaj dalej
Fot. archiwum
Iwona Góralczyk

Milion złotych dla byłych szefów rodzinnych domów dziecka

Iwona Góralczyk

Wszystko na to wskazuje, że tę kwotę wypłaci powiat żniński. Pieniądze mają trafić do Żnina i Gąsawy.

Batalia sądowa na nic tu się zda. Są już wyroki w podobnych sprawach w Polsce. Tam również trzeba było wypłacić szefom RDD za nadgodziny.

- Jest totalny bałagan w prawie, dziadowski przepis, na którym ktoś żeruje - komentuje starosta Zbigniew Jaszczuk. - Wielokrotnie poruszaliśmy ten temat na konwentach starostów. No ale przecież nasi rządzący mieli wtedy inne sprawy na głowie. Nie łudzę się też, że ani w tej, ani w następnej kadencji Sejmu będzie to skorygowane.

W czym leży problem? Dyrektorzy rodzinnych domów dziecka zostali kiedyś zatrudnieni na umowy o pracę. Obowiązują więc w ich przypadku przepisy kodeksu pracy. A ten określa ściśle czas pracy i czas wypoczynku. Reszta to nadgodziny.

Jak to się ma do idei rodzinnych domów dziecka? - Właśnie nijak - komentują radni i starosta. - Bo dzieci miały tu zaznać życia w rodzinie, gdzie jest czas i na pracę, i odpoczynek. A tymczasem sądy każą nam płacić również za czas, kiedy dyrektorzy - „rodzice“ - śpią. Bo liczą to jako nadgodziny. No! Z małą poprawką: biegły sądowy przyjął, że ci ludzie pracowali od 5 rano do godziny 23. A więc to jest właśnie ów czasokres do zapłacenia.

Już część pieniędzy powiat żniński byłym RDD w Żninie i Gąsawie wypłacił.

- Kilka miesięcy temu, po ostatecznym wyroku Sądu Okręgowego w Bydgoszczy, ci państwo otrzymali po 36-37 tys. zł za nadgodziny wypracowane na przełomie lat 2008-2009 - mówi starosta.

Teraz mowa o dużo większych kwotach. To po około pół miliona na jednego dyrektora za nadgodziny od lutego 2009 do sierpnia 2011 roku. Po tym terminie placówki przestały istnieć.

Starosta zwołał w tej sprawie nadzwyczajną sesję Rady Powiatu.

- Nie chodziło o podjęcie uchwały. To temat tak poważny, że chcieliśmy radnych poinformować o całej sytuacji. A drogi są dwie: albo idziemy do sądu, sprawa potrwa z 3-4 lata, ale gdy przegramy, dojdą do tego odsetki (wówczas kwoty urosłyby do - szacunkowo - 1 mln 160 tys. zł - Gąsawa i 1 mln 140 tys. zł - Żnin), albo zawieramy ugodę, która będzie tańsza, bez odsetek, i wówczas mielibyśmy do zapłacenia tym dyrektorom - w sumie - ok. 1 mln zł. Dodatkowo pełnomocnik zaproponował rozłożenie nam tego na raty - po 100 tys. zł. To i tak połowa mniej niż wariant sądowy.

- W Polsce są cztery podobne przypadki. NSA stanął na stanowisku, że trzeba to wypłacić. Takie sprawy były choćby w Legnicy czy Bydgoszczy. To jest proces ogólnopolski. Roszczenia są zasadne - wyjaśniał radca prawny Bogusław Szymczak.

Radni powiatowi właściwie mogli jedynie skomentować tę sytuację.

- Tak naprawdę to samorządy mogą przez coś takiego paść - stwierdzono na sali obrad.

- Z tego, co pamiętam, to ci dyrektorzy składali wnioski o zatrudnienie drugiego opiekuna - skomentował Stefan Firszt. - Ustawodawca określił, że są to godziny pracy, na umowę o pracę. To i pracodawca winien przestrzegać kodeksu pracy, i zatrudnić tyle osób, ile przepisy mówią.

- Były rozmowy, aby zatrudnić jeszcze opiekuna, ale w ramach otrzymywanych środków. Oni na to nie przystali. Oczekiwania finansowe były większe - skomentował starosta.

Wicestarosta Andrzej Hłond przypomniał, że w latach, o których mowa, RDD otrzymywały na dziecko ok. 2100 złotych na miesiąc. - I ci państwo domagali się o 700 złotych więcej na jednego podopiecznego. My się na to nie chcieliśmy zgodzić.

- Stosunek pracy z dyrektorem nawiązał starosta. Trzeba więc za to brać odpowiedzialność - skomentował z kolei radny Dariusz Kaźmierczak. - Należy również pamiętać, w jakich okolicznościach te domy zostały zamykane. To jest porażka ludzi dorosłych.

- Teraz natomiast, jeśli spłata nadgodzin ma być rozłożona, winno się to odbyć w tej kadencji. Natomiast ugoda i tak nie jest złotym środkiem. Jest przegraną. Nie zainwestujemy w określonym czasie z powodu tego 1 miliona zł - dodał Kaźmierczak.

- Starosta działał w ramach kodeksu pracy. Czy miał inne możliwości? - zapytał Andrzej Hłond. - Są pewne przepisy, a konsekwencje ponosimy my. To przykre, bo my się do nich stosujemy, a sądy orzekają, jak chcą - dodał Hłond.

Iwona Góralczyk

Staram się być wszędzie tam, gdzie dzieje się coś ważnego dla mieszkańców powiatu żnińskiego. Od roku 1998 mieszkam na Pałukach i niezmiennie fascynują mnie ludzie stąd - twórczy, pełni pasji, pomysłów i chęci działania.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.