Masz Jacku Kurski placek [kanapa polityczna]

Czytaj dalej
Fot. archiwum "Gazety Pomorskiej"
Adam Willma

Masz Jacku Kurski placek [kanapa polityczna]

Adam Willma

Prof. Roman Bäcker i Adam Willma komentują sytuacje polityczną w kraju i na świecie.

Papież i po papieżu. Przewidywania czarnowidzów się nie sprawdziły.
Nie było zatem żadnych katastrof, bo zrobiono wiele, by nie tylko o nich mówić, ale i przed nimi się zabezpieczyć. Masowe, dobrze chronione imprezy nie są ostatnio celem ataków. Rzeczywiście, organizacja była bardzo dobra, ale też koszty bezprecedensowe.

Co po papieżu?
To samo co po każdej wielkiej imprezie - wielkie sprzątanie i brutalny powrót do rzeczywistości. Problemy pozostały takie same, ale już bez oczekiwania na coś wielkiego.

A co papież wywiózł z Polski? Można było odnieść wrażenie, że nadal nie jest to jego Kościół, ale i on nie potrafił odnaleźć języka, który porwałby nie tylko młodych, ale i hierarchów.
A kto zrozumiał Franciszka? Niby papież, a jeździ golfem i nie chodzi po czerwonym chodniku zostawiając ten przywilej samotnemu prezydentowi. Niby tak bardzo opowiadający się za biednymi, a potępia gender. Niby szef państwa watykańskiego, a nie chce by brano od młodych pieniądze za śluby.
Franciszek konsekwentnie realizuje swoją wizję chrześcijańskiego życia. Nie jest wybitnym teologiem, kładzie nacisk na najprostsze wskazówki Ewangelii. Uczy, że miłość każdego bliźniego polega na szanowaniu i wspieraniu, a nie na zmuszaniu, by robił to, co my uważamy za stosowne. Ze zrozumieniem tych elementarnych zasad niektóre kluczowe postaci w polskim Kościele do dziś mają problem.

Jacek Kurski miał problemy ze zrozumieniem telewizji.
Miał i nadal ma, ale po nieudanej akcji z jego odwołaniem już wie, że Krzysztof Czabański nie jest (zapewne z wzajemnością) jego przyjacielem. Telewizja jest nadal pomimo redukcji molochem. Aby dobrze działała, trzeba precyzji zegarmistrza. Tymczasem Kurski zastosował metodę młotka - wymienimy najważniejszych szefów na swoich i telewizja będzie wreszcie nasza. Cel osiągnął.

Mam pretensje nie tyle o jednostronność, bo nie mam złudzeń, co do obiektywizmu głównych mediów publicznych. Zgroza mnie ogarnia, gdy widzę elementarny brak rzemiosła.
To jest właśnie konsekwencja zastosowania młotka do zegarka. Widzowie uciekają, gdy widzą coś tak potłuczonego.

Pilot od telewizora jest bronią bardzo groźną. Wraz ze słuchaczami uciekają też reklamy, zatem trzeba będzie zwalniać ludzi - oczywiście tych nie do końca lojalnych, a więc fachowców.

Kryzys nie tylko finansowy będzie się zatem pogłębiał.

Jarosław Kaczyński już wcześniej zauważył, że nie wystarczy słuszny kierunek w telewizji. Potrzebna jest jeszcze oglądalność.
Dlatego też w PRL-u, by zapewnić ludziom igrzyska, zakupiono serial o niewolnicy Isaurze. Ludzie to uwielbiali, bo to nie tylko było z Zachodu, ale jeszcze wiedzieli, że my byliśmy do niej podobni.
Teraz igrzyska zapewnia się na potęgę, ale chce się, byśmy uwierzyli, że opozycja to Leoncio - prześladowca Isaury. Tyle że wówczas nie było innych kanałów niż państwowe, w kinach wyświetlano zwykle produkcje z bloku wschodniego, a internetu nie było.
Teraz wychwalanie „dobrej zmiany”, np. przy prezydenckim projekcie ustawy frankowej może przynieść zupełnie inne rezultaty od oczekiwanych.
Wyznaczanie lojalnych amatorów kończy się w każdym przypadku w warunkach gospodarki rynkowej dokładnie tak samo - podtrzymywaniem przez podatników dogorywającego bankruta.

Jeśli nie Kurski, to kto?
Tak długo, jak Jacek Kurski będzie się cieszył poparciem Prezesa, to pytanie jest bezsensowne. Wiadomo, że nikt inny. Lepiej mieć całkowicie lojalnego szefa telewizji w dodatku skonfliktowanego z jego nadzorcą niż kogokolwiek innego.
Dziel i rządź jest skuteczniejszą zasadą niż zgadzanie się na tworzenie udzielnych księstw.
Jak zrobić telewizję podległą politycznie i oglądalną?
Recepta jest prosta - trzeba zatrudnić fachowców od igrzysk. Wiedział to Silvio Berlusconi i dzięki temu mógł zrobić polityczną karierę. Ci, którzy tej zasady nie potrafią zrozumieć i wprowadzić w życie - mogą swoją popularność łatwo zaprzepaścić.
Lubimy co prawda piękne obietnice, ale nie lubimy, gdy się nam robi wodę z mózgu wmawiając, że zostały zrealizowane.

Adam Willma

Żyjący w coraz mniej oczywistym świecie ze stałym uczuciem deja vu. Nałogowy słuchacz ludzkich historii i muzyki sprzed trzech stuleci.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.