Maria Kiszczakowa. To ona otworzyła puszkę Pandory [wideo]

Czytaj dalej
Fot. Paweł Skraba
Katarzyna Kaczorowska

Maria Kiszczakowa. To ona otworzyła puszkę Pandory [wideo]

Katarzyna Kaczorowska

Kim jest wdowa po Czesławie Kiszczaku, która zaniosła do IPN dokument przechowywany przez męża? Żona generała w czasach PRL czuła się damą z towarzystwa. W III RP także próbowała występować w tej roli.

To nie było małżeństwo z rozsądku, choć w swoich wspomnieniach żona Czesława Kiszczaka, Maria Teresa nie kryje, że było dla niej szansą na lepsze życie. Przyjęcia w ambasadzie Związku Radzieckiego, wyjazdy na Krym, gdzie elita PRL-u wypoczywała razem z elitą sowiecką - to była jedna strona medalu. Przyszła generałowa najpierw musiała przekonać głęboko wierzących rodziców, że ślubu kościelnego nie będzie, co zresztą wzbudziło ich naturalny opór i próbowali jej to małżeństwo (bezskutecznie) wybić z głowy. Potem, kiedy mąż służył w Gdyni, musiała przekonać siebie, że jego oschłość jest pozorna. No a potem było już z górki.

Nie tylko w swoich wspomnieniach generałowa Kiszczakowa stała ramię w ramię z mężem. Także wtedy, kiedy spotykali się z różnymi ludźmi i siłą rzeczy pojawiały się w rozmowie kwestie polityczne: służb specjalnych PRL, rozmów w Magdalence, Okrągłego Stołu czy procesów za stan wojenny. Maria Kiszczak zdenerwowana broniła męża i potakiwała, kiedy ten narzekał, że w 1988 i 1989 roku zrobił wszystko, by ochronić Kościół katolicki.

- I nie tylko Kościół! Powiedz, kogo jeszcze! - wtrącała generałowa.

I generał podkreślał, że nie tylko dostojnicy Kościoła zawdzięczają mu naprawdę wiele, a po 1989 roku żaden nie stanął w jego obronie.

- Słyszy pani?! Żaden! - rzucała oskarżycielsko Maria Kiszczak. to Czesław Kiszczak w 1941 roku - mając zaledwie 16 lat - trafił na roboty przymusowe do Breslau. Maria Teresa miała wtedy lat siedem. Poznali się wiele lat później, na peronie dworca kolejowego w Andrychowie - ona wracała z jednego z zakładów pracy, gdzie zbierała materiały do pracy magisterskiej z ekonomii. On już w wagonie zaproponował, że pomoże jej włożyć torbę na półkę, a potem zdradził, że jest co prawda na urlopie u rodziców, ale jedzie do „Patrii” - najlepszej restauracji w Bielsku-Białej - na śledzika, bo już mu się trochę znudziło matczyne jedzenie. Tak zaczęła się znajomość, która kilka dni temu oględnie mówiąc wstrząsnęła polską historią i polityką.

Pierwsza część memuarów wdowy po byłym szefie kontrwywiadu wojskowego, a później peerlowskiej bezpieki, zatytułowanych „Żona generała Kiszczaka mówi..” zaczyna się od sceny kłótni, bo Maria Teresa Kiszczak miała (i chyba ma) autentyczną potrzebę zdradzenia światu wielu rzeczy, których zdradzać nie powinna:

„- Jeżeli to opublikujesz w takiej formie to ja...

- ...się z tobą rozwiodę - dokończyłam jego myśl, ze złośliwym uśmiechem.

- Właśnie. Zewsząd mnie „kopią” i jeszcze ty mi dokładasz.

- To jest cena bycia kimś, byle kim nawet pies z kulawa nogą się nie interesuje.

- Jeżeli to opublikujesz, to ja też zacznę pisać o tobie, zobaczysz. Napiszę o nie przyszytych guzikach do koszuli...”.

Maria Teresa Kiszczak pierwszą część opowieści o jej życiu u boku generała wydała w 1994 roku. Wtedy książka przeszła bez echa. Podobnie zresztą jak kolejne tomy autobiografii. Dopiero wydana w zeszłym roku jej „Kiszczakowa. Tajemnice generałowej”, narobiła sporo szumu, przede wszystkim w tabloidach. Trudno się zresztą dziwić, jeśli masowa publiczność tą drogą dowiedziała się, że musiała usunąć ciążę, bo „Czesław nie uważał”, czy też, że po kryjomu ochrzciła jedno z dzieci. A przecież tajemnice rodzinnego życia jednego z najbardziej wpływowych ludzi w Polsce można było poznać znacznie wcześniej...

Po ślubie Kiszczakowie początkowo zamieszkali w Warszawie przy ul. Brackiej. Tutaj młoda żona miała przejść swoistą szkołę - pierwszy obiad mąż wyrzucił do toalety, bo nie jadał kotletów schabowych i nie lubił kompotu. Szybko za to ustalili, że ona też będzie pracować - pierwsza warszawska praca Marii Teresy Kiszczak to stanowisko inspektora w dziale finansowania i kontroli inwestycji w Banku Inwestycyjnym. Młoda żona była zazdrosna i podejrzewała męża o romans, ale za to przywiezione z pewnej tajemniczej podróży za granicę perfumy Soir de Paris stały stały się jej ulubionymi.

Kariera Czesława Kiszczaka oznaczała przeprowadzki. Kiedy on przejmował obowiązki szefa Wojskowej Służby Wewnętrznej Marynarki Wojennej w Gdyni, ona rodziła w warszawskim szpitalu córkę Ewę. Awans oznaczał lepszą pensję (można było sobie pozwolić na gosposię), mieszkanie, zagraniczne wyjazdy na wakacje (Bułgaria, Węgry).

Niedługo po urodzeniu drugiego dziecka, syna Jarosława, Maria Kiszczak za mężem przeprowadziła się do Wrocławia. Tutaj, po początkowych niewygodach w hotelu wojskowym, dostają na Krzykach poniemiecką willę z ogrodem. Ich sąsiadem jest przyszły generał Edmund Buła.

Czesław Kiszczak przyjaźnił się z nim do śmierci i właściwie tylko dzięki temu udało mi się spotkać z człowiekiem, który podobno przekazał całe zmikrofilmowane archiwa SB do Moskwy. Kiedy zapytałam o to generała Bułę w 2012 roku, ze śmiechem rzucił:

- No i czemu takie głupie pytania pani zadaje?!

Wizyta Marii Kiszczak w Instytucie Pamięć Narodowej i odkrycie w willi na Mokotowie prywatnego archiwum generała stawia rozbawienie Edmunda Buły pod dużym znakiem zapytania. Ale wróćmy do Kiszczaków.

Ze wspomnień generałowej można się dowiedzieć, że uczyła, była również konsultantem metodycznym i opracowywała podręczniki. Poznajemy życie towarzyskie oficerów, ale też opowieści o bankietach w święto Rewolucji Październikowej w ambasadzie radzieckiej, na których bywali nie tylko oficjele, ale też i artyści tej miary co Gustaw Holoubek, Adam Hanuszkiewicz, Andrzej Łapicki, Irena Karel czy Barbara Brylska. Przyjaźnie z Rosjanami to temat na odrębną opowieść, ale warto przytoczyć słowa generałowej:

„Niedługo ci właśnie ludzie, których na społecznym piedestale lokował w równym stopniu talent, co dotacje obficie płynące z budżetu państwa, te pupilki ustroju socjalistycznego, rozpoczną z tym ustrojem i wszystkim, co wiąże się z ZSRR bezpradonową walkę. Teraz stoją jeszcze grzecznie wokół wielkiego stołu z talerzami w ręku, zgarniając szybko z półmisków kawiory, łososie i inne przysmaki, póki jeszcze są”.

Sporo miejsca w tych opowieściach zajmuje też „Solidarność”. Okazuje się oto, że generałowa chciała się zapisać do związku i to w 1980 roku (mąż nie pozwolił), że tak jak inni Polacy stała w kolejkach po cukier, masło i mięso, aż w końcu żona generała Floriana Siwickiego pomogła jej w dotarciu do specjalnych sklepów... Co ciekawe, Maria Kiszczak zdradza, że jej mąż, kiedy wszedł do rządu, odebrał żonom ministrów prawo do służbowych samochodów. Bo był oszczędny i myślał o państwie.

Oboje uważali, że „Solidarność” oznacza chaos, a robotnicze strajki rozkładają państwo. Tym trudniej czyta się fragment, w którym Maria Teresa Kiszczak opisuje pierwsze lata transformacji po 1989 roku: „Byłam świadkiem protestujących przeciwko czemuś tam, taksówkarzy, którzy z wyrazem triumfu na twarzach, sparaliżowali ruch na skrzyżowaniu ulic Marszałkowskiej i Alei Jerozolimskich. Wokół nich kłębił się tłum, wśród których najwięcej było starych ludzi, emerytów, z zapałem wyciągających w górę palce z symbolem „V’. Ci sami kierowcy, później, za rządów władzy, o którą walczyli, już bez triumfu na twarzy, skarżąc się na swoję dolę, sunąć będą w swoich taksówkach pod Belweder, gdzie urzędować będzie prezydent Wałęsa. Pod Belweder powędrują też emeryci, złorzecząc „Solidarności” i obrzucając Wałęsę pomidorami. W województwie warszawskim w strajkach przoduje Ursus. Ich inspiratorem jest działacz „Solidarności” Zbigniew Bujak. Po otrząśnięciu się z amoku napisze on książkę pt. „Przepraszam za Solidarność”.

Czesław Kiszczak zmarł 5 listopada 2015 roku. Pogrzeb odbył się w obrządku prawosławnym. Wdowa na cmentarzu powiedziała: - Bóg ci zapłaci za wszystkie krzywdy, którymi niewdzięczny, niegodny Polak ci czynił. Padają gdzieś tam słowa złe, nienawistne do ciebie. Ludzi pełnych zła, zakłamanych.

Na blogu Marii Teresy Kiszczak z jej wierszami, można znaleźć jeden zatytułowany „Mój Najdroższy” - z grudnia zeszłego roku -zaczynający się słowami:
"Kochałam Cię i kocham nad życie
Zostawiłeś mnie, odszedłeś
Bo takie właśnie jest życie”.

Autor: Katarzyna Kaczorowska

Katarzyna Kaczorowska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.