Maja hulała na imprezach, ale teraz stawia na rodzinę

Czytaj dalej
Fot. Anna Kaczmarz
Paweł Gzyl p.gzyl@gk.pl

Maja hulała na imprezach, ale teraz stawia na rodzinę

Paweł Gzyl p.gzyl@gk.pl

Zafascynowana siostrą, która została aktorką, poszła w jej ślady. Nigdy jednak ze sobą nie konkurowały. Mają nadal świetne relacje.

Nie można jej odmówić poczucia humoru. Śmieszy ją nawet to, co innych oburza. Za kilka dni ma przyjść na świat jej pierwsze dziecko, dlatego zgodnie z modnym obecnie zwyczajem urządziła dla najbliższych przyjaciółek „baby shower”. Nie zabrakło oczywiście tortu - upiekła go i przyniosła jej siostra Sonia Bohosiewicz. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że tort miał kształt... główki noworodka. Kiedy Maja wrzuciła jego zdjęcie do internetu, posypały się negatywne komentarze w rodzaju „ohyda”, „obrzydlistwo”. Młoda aktorka nie straciła jednak rezonu.

„Tort kozak. A dodatkowo pyszny. Wszyscy zwariowali. Biedne, oburzone matki Polki, uwielbiam was. Jak czytam te wzburzone komentarze, widzę, jakie mam szczęście mieć wokół siebie zabawnych ludzi z dystansem i wyobraźnią” - napisała w odpowiedzi internautom.

Chociaż urodziła się i wychowała w Żorach, od małego miała styczność z kulturą. Zadbali o to rodzice. Oboje ukończyli studia na politechnice, starali się więc Mai, jej siostrze Soni i braciom zaszczepić wrażliwość na piękno. Rodzina podróżowała razem, chodziła do galerii, muzeów, kina. Urządzali też kilkukilometrowe wycieczki z rodzinnych Żor do parku przy zamku w Pszczynie.

- Urodziłam się w kochającej rodzinie w normalnym domu, w którym jadło się razem obiady, wyjeżdżało na wakacje. Ani mama, ani tata nie negowali naszych życiowych wyborów, dawali wolność. Pewnie też dzięki nim w dorosłe życie weszłam z poczuciem, że nic nie może mnie dotknąć - wspomina w „Twoim Stylu”.

Kiedy Sonia wyjechała na studia aktorskie do Krakowa, jej młodsza siostra zamarzyła o dołączeniu do niej. W końcu Sonia zaczęła zabierać Maję na ferie pod Wawel. W ten sposób zwiedzała szkołę teatralną. Gdy skończyła gimnazjum, Maja poprosiła rodziców, aby pozwolili jej przenieść się do Krakowa i kontynuować naukę w aktorskim liceum.

Któregoś dnia usłyszała od starszej siostry, że Magdalena Łazarkiewicz szuka dziewczyny do roli Hedvig w „Dzikiej kaczce” Ibsena. Reżyserka prowadziła nabór wśród studentek pierwszego roku szkoły teatralnej. Maja do nich nie należała , ale pomyślała, że to dla niej okazja.

- Niestety, pomyliłam godziny castingu. Wybiegłam za panią Magdą, błagając, żeby się ze mną umówiła, ale ona grzecznie mnie zbyła. Kilka tygodni później ekipa zaczęła szukać zastępstwa za dziewczynę, która została wybrana. Los dał mi szansę. Przychodziłam więc na próby i gdy słyszałam: „To kto teraz chce zagrać?”, podnosiłam rękę: ja! ja! Rwałam się, angażowałam. Dostałam tę rolę - uśmiecha się Maja.

Kiedy młoda dziewczyna zobaczyła plakat do przedstawienia ze swoim zdjęciem na przystanku autobusowym pod Wawelem, stwierdziła, że marzenia mogą się spełnić. Okazało się jednak, że to nie takie proste. Spektakl wystawiono tylko trzynaście razy - i potem zszedł z afisza. Co było robić? Maja postanowiła porzucić Kraków dla Warszawy.

- Lubię Kraków, uwielbiam jego architekturę, mam tam swoje ukochane miejsca, z którymi wiąże się wiele wspomnień, ale w Krakowie niestety nie ma dla mnie pracy. No i panuje generalne artystyczne rozleniwienie - wyznawała aktorka przed paru laty w wywiadzie dla Interii. - W Krakowie mam pełno przyjaciół i jest mi przykro, że nie mogę ich widywać tak często, jak bym tego chciała, ale w Warszawie powoli znajduję sobie towarzystwo. Dobrze się tu czuję, bo mam przy sobie rodzinę, a przynajmniej jej część.

W tym samym czasie podobną decyzję podjęła również Sonia.
Obie siostry znalazły się więc w stolicy. Starsza poszybowała w stronę kina, a młodsza zahaczyła się w telewizji. Plotkarskie media od razu ją dostrzegły, bo zwracała na siebie uwagę mocno wyeksponowaną kobiecością i bezceremonialnym zachowaniem.

- Zaczęłam grać i zarabiać pieniądze, o jakich wcześniej nie marzyłam. To wszystko w głupim wieku, miałam 19 lat. Wydawało mi się, że jestem dorosła, bo nie brałam od rodziców pieniędzy, sama płaciłam rachunki, robiłam zakupy. Myślałam, że pozowanie, bywanie na imprezach to część obowiązków młodej aktorki. „A może na jednej z imprez spotkam kogoś wpływowego z branży?” - myślałam. Dziś uważam to za idiotyzm, bo ciekawszych ludzi mogę spotkać, siedząc z książką w knajpie - przyznaje w „Twoim Stylu”.

Imprezowała siedem nocy w tygodniu, nie dbając o to, że fotoreporterzy nieustannie ją obserwują. W mediach plotkarskich zaroiło się od jej zdjęć w niekonwencjonalnych pozach. Podobało jej się to, przyjęła propozycję rozebranej sesji dla „Playboya”.

- Myślę, że najlepszy prezent, jaki ofiaruję mojemu mężczyźnie, to będzie moje dziewictwo. To stanie się w noc poślubną i to będzie największy prezent - powiedziała wtedy męskiemu magazynowi. Ponieważ jednocześnie widywano ją w mieście z kolejnymi partnerami, przez internet przetoczyła się burza mniej lub bardziej bezpodstawnych oskarżeń o - delikatnie mówiąc - mijanie się z prawdą. W końcu w którymś z kolejnych wywiadów Maja publicznie obwieściła, że wypowiedź dla „Playboya” była... żartem.

Sonia przyglądała się siostrze z boku - ale jej nie „matkowała”. Maja z pokorą przyjmowała uwagi siostry dotyczące jej gry aktorskiej, ale po pewnym czasie postanowiła puścić się jej ręki i podziękowała za pomoc. W końcu obie zagrały razem w „Wojnie polsko-ruskiej”. Nie obyło się bez porównań.

- Startujemy w dwóch zupełnie różnych kategoriach. Sonia jest ode mnie starsza, zagrała już dużo ról, w których pokazała, co potrafi. Ja jestem gdzieś na samym początku, gram zupełnie w czym innym i co innego. Ale tu pojawia się słowo klucz: gram. Dzięki Bogu, na razie starcza mi talentu i propozycje cały czas dostaję - tłumaczy Maja w Interii.

Kiedy siostry równocześnie szukały mieszkań, wsiadały do auta i mierzyły odległość między potencjalnymi domami. Maksymalny dystans nie mógł przekraczać dwóch kilometrów, tak żeby można było go przejść pieszo, jeśli... napiją się wieczorem wina.

- Ktoś, kto kiedyś z nami roz mawiał, powiedział, że nie spodziewał się aż tak idyllicznego obrazka, a tak między nami jest, bardzo się lubimy. Nie doszukujemy się w sobie negatywnych cech albo zachowań. Wybaczamy sobie wszystko i nie musimy niczego tłumaczyć. Jest między nami jakiś magiczny rodzaj przyjaźni. O faceta nigdy między nami sporu nie było. No, chyba że tym facetem jest syn Soni, czyli mój siostrzeniec - wyznaje Maja w „Super Expressie”.

Młodsza z sióstr Bohosiewicz jest piękną dziewczyną, zawsze kręciło się wokół niej wielu mężczyzn. Kiedy po dwóch latach zakończyła poważny związek, było jej trudno. Znalazła jednak nową miłość - kolegę po fachu, Tomasza Kwaśniewskiego.

- Sonia z bratem nazywają mnie „katalizatorem zła”, bo gdziekolwiek razem pojedziemy, namawiam na wszystko, co eks tremalne. Uprawiam kitesurfing, jeżdżę na snowboardzie, ale nawet nie o sporty chodzi. Mam zaufanie do ludzi, chodzę sama nocami. Choć często kuszę los, nic złego się nie wydarzyło - podkreśla w „Twoim Stylu”.

Dzisiaj młoda aktorka mniej też pokazuje się publicznie. Ten tryb życia wydaje się dla niej nieco męczący. - Pocieszające, że ciąża trwa tylko czterdzieści tygodni. Dodaj do tego plus minus osiemnaście pierwszych lat potomka, podczas których musisz mieć go na oku, a później: hulaj dusza, piekła nie ma! - pociesza siebie i inne kobiety Maja.

Autor: Paweł Gzyl

Paweł Gzyl p.gzyl@gk.pl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2023 Polska Press Sp. z o.o.