Dorota Kowalska

Ludzie od zawsze chcieli wiedzieć, co mówią zwłoki [wideo]

Dorota Kowalska

Prokuratorzy trwają w decyzji o ekshumacji wszystkich ciał ofiar katastrofy smoleńskiej i na nic zdają się protesty tych rodzin, które ekshumacji nie chcą. Teraz na pierwszy plan wychodzą lekarze sądowi. W poniedziałek, 14 listopada odbędzie się ekshumacja pary prezydenckiej z sarkofagu na Wawelu.

Opozycja nie zostawia na decyzji prokuratury suchej nitki, nazywając ją polityczną, nawet duchowni nie są przekonani co do potrzeby ekshumowania ciał wszystkich ofiar katastrofy smoleńskiej. Biskup Tadeusz Pieronek stwierdził, że „ekshumacje są niepotrzebne, jeśli rodzina sobie tego nie życzy”. Dodał, że „jeśli ktoś robiłby to w celach politycznych, to jest to bezczeszczenie, i to nie ulega wątpliwości”.

Dominikanin o. Paweł Gużyński mówi wprost: - To nie państwo i naród jest podstawową wartością, tylko godność i szacunek jednostki. Najpierw chrońmy prawa jednostki, a potem zastanawiajmy się, czy możemy osiągnąć jakąś wspólną korzyść, nie łamiąc kręgosłupa jednostkom. O. Gużyński zauważył, że działania prokuratury dotyczące ekshumacji oddalają wiele rodzin od ich ostatecznego pojednania się z tym, co stało się 10 kwietnia 2010 roku. - Nie mogą po prostu zamknąć swojej żałoby.

I tym powinniśmy się zająć.


"Wielka trauma dla rodzin, po co to wszystko? To jest skandal, cel wyłącznie polityczny". Bp T. Pieronek o ekshumacji ofiar katastrofy smoleńskiej

Co powiedzą ciała ofiar katastrofy smoleńskiej po sześciu latach od tragedii? Biegli mają określić przyczyny śmierci, a także, czy obrażenia „powstały w miejscu i czasie zaistnienia katastrofy lotniczej”. I najważniejsze, zbadają:

czy poddane badaniom zwłoki mają obrażenia charakterystyczne dla eksplozji materiałów wybuchowych

Będą też szukać śladów (materiałów) „łatwopalnych albo innego gwałtownego wyzwolenia energii (...)”. Chcą też sprawdzić „czy na podstawie obrażeń ciał (...) i ich ułożenia w obrębie wrakowiska można wnioskować, że samolot w chwili uderzenia w ziemię znajdował się w pozycji odwróconej”.

Takie badania już przeprowadzono. Choćby trzy lata temu, kiedy biegli z Katedry Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu przebadali ekshumowane ciała ofiar katastrofy tomografem komputerowym, chodzi o zwłoki Anny Walentynowicz i drugiej ofiary katastrofy smoleńskiej, która pomyłkowo została pochowana w jej grobie. Biegli orzekli, że „przyczyną zgonu obu ofiar katastrofy były rozległe obrażenia czaszkowo-mózgowe i obrażenia klatki piersiowej”. Uznali, że ofiary zginęły w katastrofie lotniczej, nie w zamachu.

Wiadomo, że zespół biegłych, który zbada ekshumowane ciała, będzie się składać z 14 osób, z czego cztery są z Uniwersyteckiego Centrum Medycyny Sądowej w Lozannie-Genewie (Szwajcaria), jedna - z placówki w Coimbra w Portugalii, jest też specjalista z Leicester (Wielka Brytania) oraz naukowiec z Odense (Dania). Resztę zespołu tworzą eksperci z Krakowa, Warszawy, Lublina. Badania ekshumowanych zwłok będą dokonywane w zakładach medycyny sądowej w Krakowie, Lublinie i Warszawie.

Prokuratorzy liczą na patologów

I tu dochodzimy do pracy lekarzy sądowych, inaczej patologów.

Bardzo rzadko wypowiadają się w mediach, o ich pracy najwięcej wiemy z filmów, zwłaszcza tych opisujących pracę laboratoriów kryminalistycznych. Chyba najbardziej znanym patologiem jest obecnie Jan Garavaglia - główny lekarz medycyny sądowej w Orange County na Florydzie. Garavaglia każdego roku nadzoruje ponad tysiąc sto autopsji, prowadzi również serię programów „Doktor G - lekarz sądowy” emitowanych w Polsce przez Discovery World. Garavaglia sekcji zwłok dokonuje właściwie przed kamerami. Świetnie wyjaśnia każdy kolejny krok swojej pracy, tłumacząc z czego wynika i do czego ma doprowadzić. Naukowo, ale zrozumiałym językiem wprowadza widza w meandry medycyny sądowej. Atrakcyjności „Doktor G” dodaje fakt, że lekarka w każdym odcinku prowadzi swoiste śledztwo, które ma wyjaśnić, co doprowadziło do śmierci leżącego przed nią człowieka, bo trafiają do niej przypadki nieoczywiste, budzące wątpliwości.



Pewnie popularność programu zainspirowała lekarkę do napisania książki. „Jak nie umrzeć. Opowieści patologa sądowego”. O początkach swojej fascynacji medycyną sądową doktor Jan Garavaglia pisze tak: „Coś utknęło w tchawicy. Wsunęłam do gardła palce w rękawiczce, żeby sprawdzić, co to jest, i wyciągnęłam kawałek gumy do żucia. Może i nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że gumę znalazłam w zwłokach kobiety, na których jako studentka pierwszego roku medycyny przeprowadzałam sekcję. Zwłoki to nic innego jak szczątki ludzkie ofiarowane na rzecz uczelni szkolących przyszłych lekarzy, by ci mogli zaznajomić się z owymi szczątkami podczas zajęć z anatomii. Nie traktujemy ich jak zmarłych osób. Nauczyliśmy się myśleć o nich bezosobowo, widzieć w nich struktury i tkanki, a nie ludzi. (…)

Zwłoki niechętnie zdradzają swoje tajemnice. Nie są od tego. Jednak ta konkretna osoba zeszła z tego świata, gdy żuła gumę. To mnie zaciekawiło. Jak do tego doszło? Skąd pochodziła? W jaki sposób umarła? Wszczęłam niewielkie dochodzenie w sprawie moich zwłok i dowiedziałam się, że należały do zakonnicy, która zmarła na skutek nagłego zatrzymania krążenia i tak się złożyło, że akurat w tym momencie żuła gumę. W ten sposób zaczęła się moja fascynacja okolicznościami zgonu

Człowiek uległ tej fascynacji tysiące lat temu. Pierwszy znany opis przeprowadzania sekcji anatomicznej na zwłokach zawiera indyjska księga medyczna Suśruta-Samhita datowana na pierwszą połowę I w. p.n.e. Potem był niejaki Antistius, który przeprowadził w Rzymie autopsję Juliusza Cezara - na jego ciele znalazł 23 rany kłute i ocenił, że tylko jedna z nich była śmiertelna.

Za pierwszy podręcznik medycyny sądowej uznaje się chińskie dzieło „Oczyszczanie ze zła” z XIII wieku opublikowane w 1248 roku. Autorem był Song Ci. Jak zaawansowana była medycyna sądowa w Państwie Środka w tych czasach, może świadczyć odkrycie archeologiczne z 1975 roku. W Yummeng w prowincji Hubei archeolodzy badający grobowiec Qin odkryli księgę z najstarszym opisem eksperymentu medycyny sądowej, datowanego na rok 264-277 n.e.

Medycyna sądowa w Europie zaczęła się rozwijać dopiero w XVI wieku. Wtedy to ukazał się „Kodeks Bambergski”, 23 lata później cesarz Karol V ustanowił kodeks zwany Constitutio Criminalis Carolina oparty na Kodeksie Bamberskim, w obu precyzowane są takie przyczyny śmierci jak: otrucie, aborcja, dzieciobójstwo oraz zabójstwo.

Z rozwojem nauki rosła liczba szkół medycznych, a co za tym idzie - rosło również zapotrzebowanie na zwłoki. W XIX wieku w Wielkiej Brytanii prawdziwym problemem stał się proceder kradzieży zwłok przez zorganizowane grupy przestępcze. „Porywacze ciał”, bo taki przydomek zyskali cmentarni złodzieje, dostarczali je bezpośrednio do szkół medycznych. Lekarze też nie byli święci.

Taki Joseph Jordan, szanowany chirurg i anatom znany z utworzenia w 1814 roku szkoły anatomicznej w Manchesterze, nie tylko kupował zwłoki, ale sam pomagał w ich kradzieży.

W Polsce w wieku XV i XVI medycynę sądową praktykowali tzw. fizycy miejscy. W 1586 przeprowadzono sekcję zwłok Stefana Batorego. W 1696 roku zbadano również zwłoki Jana Sobieskiego i ustalono, że władca „zmarł na nerki”. Już w 1786 roku na Uniwersytecie Jagiellońskim na wydziale lekarskim posłuchać można było wykładu pt.: „Jak zabójstwa dochodzić, obwinionych przekonać, niewinnych oswobodzić..” i tu na UJ powstała w 1804 roku pierwsza katedra medycyny sądowej.

Lekarze sądowi są niezbędni. Dokonują tysięcy sekcji zwłok. Zaczynają swoją pracę od oględzin i pomiarów ciała, robią kilka fotografii. Doświadczony patolog sądowy jednym rzutem oka jest w stanie ocenić ogólny stan zdrowia denata przed śmiercią.

Otwarcie. Lekarz odpiłowuje sklepienie czaszki. Ogląda mózg i narządy wewnątrz głowy. Potem skalpelem na torsie pacjenta wykonuje charakterystyczne cięcie w kształcie litery Y. Po przepiłowaniu mostka, oględzinach serca i płuc w pięciu czyściutkich słojach lądują kolejno żołądek z zawartością, jelita, wątroba, nerki i mózg. W specjalnych butelkach zabezpiecza się próbki krwi i innych tkanek, DNA oraz płyn mózgowo-rdzeniowy. Na końcu asystent patologa zaszywa, a następnie myje zwłoki.

W przypadku ofiar katastrofy smoleńskiej sekcja nie będzie tak podręcznikowa. Po sześciu latach ciała na pewno wyglądają inaczej niż zaraz po wypadku, ale biegli muszą być przekonani, że są w stanie odpowiedzieć na pytanie prokuratury.


"Kaczyński jest strasznie silnym człowiekiem, jeśli potrafi tak grać śmiercią brata"

Autor: Dorota Kowalska

Dorota Kowalska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.