List z pępka świata [kanapa polityczna]

Czytaj dalej
Fot. archiwum
Prof. Roman BäckerAdam Willma

List z pępka świata [kanapa polityczna]

Prof. Roman BäckerAdam Willma

Prof. Roman Bäcker i redaktor Adam Willma dyskutują o aktualnych wydarzeniach politycznych.

- Jest taki kraj na świecie…
Gdzie kruszynę chleba

- Podnoszą z ziemi przez uszanowanie
- Dla darów Nieba…

- Nie trafił pan.
- Jest taki kraj…

- ...u zbiegu dróg, /Gdzie się spotyka/Z zachodem wschód.../Nasz pępek świata,/Nasz biedny raj…
- Absolutnie nie. Od tego kraju dzisiaj odpoczywamy.

- Jest taki kraj, gdzie ludzie zimą kąpią się w basenie pod gołym niebem, w którym przysmakiem jest osmolona owcza głowa odkopana z ziemi po roku gnicia. Kraj, w którym nic nie nazywa się tak, jak w Europie, a ludzie nie mają nazwisk.
- Od razu trzeba było mówić, że chodzi o kraj, w którym prezydent urzęduje w nieogrodzonym domu, a policja po raz pierwszy w historii zastrzeliła (w ubiegłym roku) przestępcę.

- Dodajmy, że chodzi o kraj, który nie ma własnej armii i w którym woda jest tak tania, że myje się nią ulice przed domem. Kraj, w którym burmistrzem stolicy jest komik.
- To może dodajmy jeszcze, że chodzi o kraj, który może się poszczycić najwyższym czytelnictwem na świecie i największym odsetkiem pisarzy w społeczeństwie.

- I kraj, który - o zgrozo - nie ma lasów. Dobrze, ale dlaczego uparł się pan, żeby rozmawiać o Islandii?
- Dlatego, że Islandia to kraj, w którym ludzie wyszli na ulice, gdyż premier uciekał z podatkami do Panamy. I wtedy pokornie uderzył się w piersi i nie jest już premierem. Ot tak.

- Islandia to rzeczywiście kraj, którego można nie rozumieć, ale trudno go nie lubić.
- Państwo niewiele ludniejsze od Torunia, w którym nazwisko i adres każdego obywatela można znaleźć w książce telefonicznej. Trzeba pamiętać, że w tym kraju prawie wszyscy obywatele są ze sobą spokrewnieni, co często ma przełożenie na poczucie przyzwoitości. Rodzinę można oczywiście oszukać, ale tylko na krótką metę. A później wstyd pozostaje na lata. Charakterystyczne dla Islandczyków jest to, że wiedzą swoje i nie bardzo przejmuję się tym, co mówią inni. To chyba wspólna cecha wszystkich wyspiarzy. I dlatego w 2008 roku postanowili rozwiązać problem wielkiego kryzysu finansowego zupełnie inaczej niż wszyscy, a przede wszystkim całkowicie odmiennie niż ich Wielki Brat zza morza. Islandia wygrała.

- Nic sobie nie robiąc z zaleceń Banku Światowego i innych mądrych ciał.
- Które twierdziły, że niektóre banki są zbyt wielkie, by upaść. Islandia uznała, że nie będzie świętych krów. Przejęła zarząd komisaryczny nad bankami, ustawowo uznając pierwszeństwo depozytów nad wierzytelnościami tych instytucji. Jakby tego było mało - główni winowajcy islandzkiej bańki trafili do więzień. I co? Wbrew czarnowidzom ten największy kryzys bankowy w dziejach (biorąc pod uwagę wielkość kraju) po kilku latach zaciskania pasa zakończył się dla Islandii bardzo dobrze. Po czasach wielkiej depresji nie ma już prawie śladu. Gospodarka ostro wychodzi na prostą.

- Jak udało się Islandii przezwyciężyć ten nacisk?
- Nie było po prostu narzędzia nacisku na ten kraj. Bo przecież wysłanie wojsk nie wchodziło w grę. Izolowanie Islandii na dłuższą metę nie było nikomu na rękę. Tym bardziej że w odpowiednim czasie Islandia wyciągnęła jeszcze jednego asa z rękawa. Zaproszono biznesmenów z Chin, mowa była o wydzierżawieniu dużych terenów pod inwestycje. To wystarczyło, aby Amerykanie i Brytyjczycy zrozumieli, czym może skończyć się utrata wpływów w strategicznym miejscu na Atlantyku. Niesamowite jest jednak to, że ogromną siłą okazała się wola społeczeństwa, któremu nie jest obojętne, jak urządzony będzie kraj i kto będzie go urządzał. To był ruch sprzeciwu nie tylko wobec banków, ale również wobec elit finansowych, które zdominowały ośrodki władcze w wielu innych krajach. Ale właśnie dlatego widzimy dziś odradzającą się Islandię.

- Spokojnie, mamy szansę spolonizować Islandię. Już dziś Polacy są najliczniejszą mniejszością w tym kraju.
- Wbrew pozorom to dążenie do niezależności jest dla nas wspólne, ale jest coś co sprawia, że dobrze byłoby wysyłać rodaków na korepetycje do Reykjaviku. Chodzi o z jednej strony o rozliczanie rządzących, a z drugiej o zaufanie do państwa i poczucie jego wartości. Nie tylko w rezultacie więzów krwi, czy narodowych. Do państwa. Mam nadzieję, że my kiedyś również będziemy mogli się tym pochwalić.

Prof. Roman BäckerAdam Willma

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.