Lekcje będą trwały dłużej, bo jest dużo dzieci i godzin

Czytaj dalej
Fot. Dariusz Bloch
Ewa Abramczyk-Boguszewska

Lekcje będą trwały dłużej, bo jest dużo dzieci i godzin

Ewa Abramczyk-Boguszewska

Lekcje do późnego popołudnia, 35 godzin tygodniowo w klasach VII i problemy z pracą dla nauczycieli - tak będzie wyglądać nowy rok szkolny.

Ten rok jest na pewno wyjątkowy. Po pierwsze - do szkół wkracza rządowa reforma oświaty. Po drugie - w czterech szkołach w powiecie nakielskim zajęcia rozpoczną się z tygodniowym opóźnieniem z powodu nawałnicy, która w zeszłym miesiącu przeszła nad regionem. Są to: Zespół Szkolno-Przedszkolny nr 3 i SP w Nakle, Zespół Szkół w Potulicach oraz Zespół Szkół w Lubiewie.

Brakuje miejsca

O ile skutki nawałnicy w miarę szybko uda się opanować w szkołach, o tyle konsekwencje reformy będą nam towarzyszyć przez następne lata.

Zmian jest wiele. Przede wszystkim wraca 8-klasowa podstawówka. Dzieci, które ukończyły w czerwcu szóstą klasę, chodzą teraz do klasy siódmej.

Nie ma natomiast pierwszych klas gimnazjów. Nie przeprowadzono do nich naboru i tym samym rozpoczęto wygaszanie tych szkół. Poza tym od września ruszyła też szkoła branżowa I stopnia, która zastąpiła zawodówkę. Nic dziwnego więc, że wczorajsze rozpoczęcie roku szkolnego dla wielu uczniów, rodziców, nauczycieli było pełne obaw. Zwłaszcza dla tych, których reforma dotknie w pierwszej kolejności, czyli uczniów siódmych klas.

- Wolałabym iść do gimnazjum, ale pogodziłam się już z tym, że zostaję w podstawówce - mówi Monika z powiatu bydgoskiego, siódmoklasistka. - Trochę się tylko obawiam nowych przedmiotów, bo będzie ich dużo. Widziałam już plan i mam długo lekcje.

To problem nie tylko Moniki, ale również dzieci w innych szkołach w regionie. Uczniów siódmych klas czeka rzeczywiście znacznie więcej pracy niż w ubiegłym roku. Będą mieli chemię, fizykę, geografię i biologię - każdy z tych przedmiotów w wymiarze dwóch godzin tygodniowo zamiast trzech godzin przyrody. Do tego trzeba jeszcze doliczyć dwie godziny na drugi język obcy.

- To razem 10 godzin - denerwuje się pan Tomasz z Bydgoszczy, tata Filipa. - Syn ma w sumie 35 lekcji w tygodniu, chyba to lekka przesada, prawda? A gdzie czas na zajęcia pozalekcyjne i po prostu odpoczynek?!

- To prawda, uczniowie siódmych klas mają sporo godzin w tym roku, ponieważ wchodzą nowe przedmioty - potwierdza Wioletta Wojciechowska, wicedyrektor Zespołu Szkolno-Przedszkolnego nr 1 we Włocławku, w skład którego wchodzi SP 20. - Do ostatniego dnia pracowaliśmy nad planem lekcji, aby był jak najbardziej korzystny dla uczniów i nauczycieli. Nie było to łatwe, ponieważ więcej godzin oznacza również zapotrzebowanie na większą liczbę sal lekcyjnych, a tych ciągle nam brakowało. Dlatego też staraliśmy się wykorzystać maksymalnie naszą bazę.

Zajęcia zaczynają się tu o godzinie 8. - W porównaniu z ubiegłym rokiem szkolnym czas pracy się wydłużył, ale szczęśliwie plan udało się tak ułożyć, że większość klas kończy lekcje najpóźniej o 15.15 - mówi Wioletta Wojciechowska. - Dłużej mają zajęcia przeważnie klasy sportowe, które korzystają m.in. z basenu miejskiego, gdzie musimy dostosować się do z góry ustalonych godzin.

Więcej starszych klas

- Mamy więcej oddziałów i więcej godzin, toteż lekcje będą trwały dłużej. To nieuniknione - mówi również Mirosław Jardano-wski, dyrektor SP 4 w Inowrocławiu. - Zajęcia rozpoczynają się o godzinie 8 i kończą się maksymalnie o 16.20, z wyjątkiem jednego dnia, gdy potrwają do 17.15. W piątek skończą się najpóźniej o 15.30.

Jak wyjaśnia dyrektor Jarda-nowski, w szkole muszą zmieścić się nie tylko nowe klasy siódme, ale także liczne klasy czwarte, których jest obecnie aż 10. W klasach I-III najwięcej jest klas trzecich - 11. - Dlatego też obawiam się przyszłego roku szkolnego, gdy dzieci te przejdą do klas czwartych. Będziemy mieć wtedy m.in. klasy ósme, siódme, 10 oddziałów klas piątych i aż 11 klas czwartych - wylicza dyrektor inowrocławskiej „czwórki”.

Dla porównania, obecnie SP 4 ma cztery klasy pierwsze i zaledwie dwie drugie. Te dysproporcje wynikają ze zmian, jakie ostatnio zachodziły w oświacie: najpierw wprowadzono obowiązek szkolny sześciolatków i nastąpiła kumulacja roczników, a potem go zniesiono. W efekcie w pewnym momencie klas pierwszych było bardzo dużo, a potem nagle znacznie mniej. I tak, w ubiegłym roku szkolnym poszły do pierwszej klasy tylko siedmiolatki, którym odroczono obowiązek szkolny, i sześciolatki, już na życzenie rodziców.

W zespole łatwiej

W najkorzystniejszej sytuacji są zespoły szkół, w których działały wspólnie podstawówki i gimnazja. Tutaj godziny pracy praktycznie się nie wydłużyły. - Można powiedzieć, że dzieci mamy tyle samo, bo siódma klasa „zastąpiła” pierwszą gimnazjum - wyjaśnia Eugeniusz Sobieraj, dyrektor Zespołu Szkół nr 8 w Bydgoszczy. - Fakt, że jesteśmy zespołem szkół, pozwala nam też na zapewnienie pracy naszym nauczycielom. W naszej placówce działa również przedszkole, do którego zostały przeniesione panie z edukacji wczesnoszkolnej, zatrudnione na czas nieokreślony. Niestety, z trzema osobami, które miały umowy na czas określony, musieliśmy się pożegnać. Wiemy jednak, że znalazły one pracę w innych placówkach.

W obronie nauczycieli i przeciw reformie protestowali przed Ministerstwem Edukacji w Warszawie związkowcy z ZNP. Ich zdaniem, w skali kraju zmiany dotkną ponad 30 tys. nauczycieli, którzy stracą pracę lub będą pracować w niepełnym wymiarze godzin.

Ewa Abramczyk-Boguszewska

Zajmuję się edukacją w kraju i regionie. Piszę o tym, co dotyczy uczniów i ich rodziców, nauczycieli, a także studentów. Bliskie są mi zarówno ich problemy, jak i sukcesy. Interesują mnie również zagadnienia dotyczące zmian w prawie oświatowym i obejmujące szkolnictwo wyższe.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.