
Na naszych świątecznych stołach może pojawić się dziczyzna pochodząca z kłusownictwa, niezbadana przez lekarzy weterynarii. Jeśli była zarażona włośnicą, może być śmiertelnym niebezpieczeństwem. – To zupełnie do ludzi nie dociera – grzmi inspektor weterynarii
Tuż przed weekendem pracownicy powiatowego inspektoratu weterynarii we Wschowie z siedzibą w Sławie pobrali próbki z tkanki kostnej sześciu dzików, których skóry zostały znalezione w lesie pomiędzy Starym Strączem a Krzydłowiczkami. Za tydzień będzie wiadomo, czy nie chorowały one na ASF, czyli afrykański pomór świń. Ta choroba nie jest niebezpieczna dla ludzi, ale prowadzone są działania, aby ograniczyć rozprzestrzenianie się choroby w kraju. Teraz zagrożenie występuje w południowo-wschodniej Polsce.
Na pewno nie będzie wiadomo, czy dziki nie miały włośnicy, który jest dla człowieka śmiertelnym zagrożeniem. Mięso zostało w bardzo dokładny profesjonalny sposób oddzielone od skóry i kości. Nie zostało nic, dlatego nie da się już przeprowadzić tego badania. Tymczasem z szacunków strażników leśnych wynika, że sześć dzików i dwie łanie, które też zostały zabite podczas jednej akcji, ważyły łącznie nawet pół tony. Nie wiadomo, ile z tego mięsa trafi na rynek, ale strażnicy domyślają się, że będzie ono łączone z mięsem ze świń.
– Jesteśmy zszokowani. Jeśli się okaże, że to było kłusownictwo, to będzie to proceder na bardzo dużą skalę. Tyle zwierzyny zabitej na raz nie było u nas, ani w ościennych nadleśnictwach chyba nigdy – mówi komendant posterunku straży leśnej w nadleśnictwie Sława Śląska Grzegorz Kołodziej. – Zdarza się, że jedna osób zabije kilka saren, ale dzieje się to w dłuższym okresie czasu. Jeśli już są, to raczej pojedyncze przypadki kłusownictwa.
Tymczasem wschowska policja zastrzega, że do momentu potwierdzenia, czy było to kłusownictwo można na razie mówić tylko o wyrzuceniu skór do lasu. Jednak myśliwi nie dostają zgody na odstrzał w jednym czasie aż tylu zwierząt. Zdaniem strażników leśnych musiała to być zaplanowana akcja przed świętami, której celem było nielegalne pozyskanie dziczyzny.
- Finanse przykrywają ludziom mózg. Mówimy ciągle o tym, żeby nie spożywać mięsa, które nie było badane przez weterynarzy, że nie wolno kupować mięsa bez świadectwa pochodzenia, a to ciągle się dzieje. Głupota ludzi przeraża – stwierdza wprost Powiatowy Lekarz Weterynarii Maciej Szubiak. – Kupujmy mięso tylko w miejscach przeznaczonych do jego sprzedaży. Sklepy i targowiska są pod nadzorem sanepidu, a zakłady przetwórcze pod nadzorem weterynaryjnym.
Maciej Szubiak przypomina także, że rolnicy mają obowiązek badania mięsa swoich świń w laboratorium, tak samo domowe świnie, jak i dzikie mogą być chore. – Kto hoduje świnie na własny użytek, po badaniu spożywa takie mięso w swoim domu, nie może dać kawałka kiełbasy na sylwestra na wsi – mówi powiatowy lekarz weterynarii.
Mięso z zakładu mięsnego przeznaczone do spożycia ma zawsze znak weterynaryjny owalny, zawierający: litery PL lub napis POLSKA oraz weterynaryjny numer identyfikacyjny.
Postępowanie w sprawie znalezionych skór prowadzi policja. Pewne jest, że zwierzęta zostały zabite w innym miejscu, niż w tym, w którym zostały znalezione ich szczątki, w innym miejscu też dokonany był rozbiór mięsa. Jednak wszystko odbyło się w ciągu 24-48 godzin. Nadleśniczy Wiesław Daszkiewicz apeluje do mieszkańców, którzy mają jakąkolwiek wiedzę na temat osób, które zajmują się przerobem dzikiej zwierzyny i mogły mieć związek z tym zdarzeniem o informowanie straży leśnej i policji. Zdaniem nadleśniczego, to musiała być zaplanowana akcja, której celem było pozyskanie mięsa.
W piątek w sławskich lasach znaleziono kolejną partię skór i kości dzików.