Krebane za granicą. Oj, było to przeżycie!

Czytaj dalej
Fot. archiwum zespołu
Maria Eichler

Krebane za granicą. Oj, było to przeżycie!

Maria Eichler

Dziś dzieci tych, którzy tworzyli przed 35 laty zespół „Krebane” z niedowierzaniem słuchają o tym, jak to kiedyś bywało.

Takie np. wyjazdy za granicę. Dziś fraszka, kiedyś problem. Paszporty były wydawane tylko na konkretny wyjazd i po powrocie należał je zwrócić urzędowi.

Pierwszy wstrząs był na granicy. Najczęściej czekało się w długich kolejkach, często w szczerym polu bez dostępu do urządzeń sanitarnych. Potem emocje związane z kontrolą służb celnych. A po przejechaniu granicy wszyscy z zaciekawieniem spoglądali na „nowy świat”. Zachwyt budziły piękne zabudowania z dachami przykrytymi czerwoną dachówką, luksusowo wyposażone parkingi lub stacje paliw. Przy nich ogromne sklepy z bogactwem różnych towarów. Gdy były ze szkła, trudno było znaleźć rozsuwane drzwi...

Wręcz humorystyczne było korzystanie z urządzeń sanitarnych. Podczas jednego z wyjazdów dziewczęta stwierdziły, że jest co prawda kurek spustowy na wodę, ale nie ma żadnego pokrętła...

Ale kiedy 12 lipca w 1990 roku Krebane wracali z Anglii, już granic żadnych nie było. Do Swindon w Anglii wyjeżdżali 20 czerwca 1990 r. i na granicy między NRD i RFN była jeszcze skrupulatna kontrola wojskowa i celna z oglądaniem podwozia autobusu za pomocą ruchomych luster, natomiast w drodze powrotnej ze zdziwieniem zobaczyli, że nie ma już żadnych granic!

Był to wyjazd ze wszech miar pouczający. Dziwiły piękne domki jednorodzinne z niewielkimi ogrodami, nikt nie znał mikrofalówek, nie widział w Polsce bankomatu...

Zespół wykonał w sali widowiskowej Swindon dwa koncerty, jeden dla miejscowej Polonii, a drugi dla biznesmenów angielskich z Rotary Club. Oprócz tego koncertował w innych ośrodkach polonijnych. W niedzielę obsługiwał mszę świętą, która zapadła chyba najbardziej w pamięć. Na zakończenie mszy Kasia Czarnowska zaśpiewała pieśń „Polskie kwiaty”. Nie dało się jej dokończyć, ponieważ cały kościół ogarnął ogólny szloch.

Krebane podróżowali „Autosanem”, który budził zainteresowanie. Prawdziwą „sensację” - na parkingu przed pałacem królewskim w Windsorze. Wyglądał przy luksusowych autobusach jak mikrus.

Maria Eichler

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.