Anita Czupryn

Krauze: - Jak prawdą manipulowano [wideo]

Ewa Dałkowska i Lech Łotocki w filmie „Smoleńsk” wcielili się role Marii i Lecha Kaczyńskich. Fot. materiały prasowe Ewa Dałkowska i Lech Łotocki w filmie „Smoleńsk” wcielili się role Marii i Lecha Kaczyńskich.
Anita Czupryn

Twórcy filmu „Smoleńsk” zapowiadają premierę na 11 kwietnia. Dzień wcześniej uczestnicy wielkiej manifestacji obejrzą zwiastuny filmu na Krakowskim Przedmieściu.

Choć media, zapowiadając datę premiery filmu Antoniego Krauzego „Smoleńsk”, mówią o 15 kwietnia, to jednak uroczysta premiera może się odbyć już 11 kwietnia - jak dowiedziała się „Polska”, trwają rozmowy, czy odbędzie się ona w Teatrze Wielkim, gdzie w tej chwili trwa sprawdzanie kwestii technicznych.

Trwają jeszcze ostatnie prace postprodukcyjne, nad efektami, kolorystyką, dźwiękiem i muzyką. Mimo to sam reżyser jest dość powściągliwy, jeśli chodzi o podanie ostatecznego terminu premiery. - 11 kwietnia? To dla mnie nowość, ale bardzo miła. Ja wciąż jeszcze nie jestem tego pewien - zastrzega Antoni Krauze. I zaraz też dodaje z uśmiechem: - Próbuję żartem odpowiedzieć, gdyż wciąż nie wiem, czy ze wszystkim zdążymy. Teraz mam zbyt wiele rzeczy na głowie i nie chcę dzielić skóry na niedźwiedziu. Wciąż pracujemy bardzo intensywnie, próbując nadgonić czas, bo robota blokowana była wiele razy - mówi reżyser. Kiedy pytam, co by powiedział, gdyby miał opowiedzieć komuś, kto nie jest z Polski, o czym jest ten film, odpowiada:

- Jest o tym, o czym opowiada tytuł. O smoleńskiej tragedii. O tym, jak manipulowano prawdą.

Emocje w tle

Od samego początku tworzenia filmu „Smoleńsk”, a pomysł, przypomnijmy, zrodził się tuż po katastrofie, w 2010 r., towarzyszą mu niemałe emocje, a także różne, czasem zupełnie wyssane z palca informacje, jak np. ostatnia, że prezes PiS Jarosław Kaczyński obejrzał już film i to w Ministerstwie Kultury, po czym miał przerwać pokaz słowami: „To nie tak było”, i wyjść.

Jeden ze współtwórców filmu uśmiecha się na te słowa. - Takiego pokazu w Ministerstwie Kultury nie było. Film wciąż jest nieskończony, ale ludzie plotkują. Dziennikarze, jeśli nie mają newsa, to produkują newsa. Akurat jeśli chodzi o ten film, to wiele osób próbuje mu zaszkodzić - mówi filmowiec.

Prawdą jest jednak to, o czym pisaliśmy już w październiku 2015 roku, że kiedy odbywały się pierwsze robocze projekcje, jednemu z głównych koproducentów film się nie spodobał. Jak mówił wtedy sam Antoni Krauze, znalazł się w trudnej sytuacji, bo czegoś takiego nie spodziewał się ze strony kogoś, kto od początku wspierał całą tę produkcję i realizację. No, tyle że wtedy film jeszcze był dalece niegotowy.

Ewa Dałkowska i Lech Łotocki w filmie „Smoleńsk” wcielili się role Marii i Lecha Kaczyńskich.
Czarek Sokolowski

Rzeczywiście jednak, kiedy prześledzimy historię tego, w jakich bólach rodził się „Smoleńsk”, można mieć wrażenie, że twórcy zmagali się z wieloma kłopotami, na które co rusz natrafiali.

- Nie można narzekać, ale rzeczywiście wiele ludzi zaangażowało się w to, żeby ten film nie powstał. I to bardzo intensywnie, łącznie z dwoma ministrami kultury. Również wielu urzędników robiło, co mogło, aby przeszkodzić. Czasem to było wręcz służalcze zachowanie. To mentalność niewolnika, który zgaduje, czego jego pan by nie chciał. Ale z drugiej też strony, tyle ludzi chciało, żeby ten obraz powstał, że emocje zarówno negatywne, jak i pozytywne są na bardzo wysokim poziomie - mówi jeden ze współtwórców scenariusza.

Narracja

O bólach i kłopotach, w atmosferze których rodził się „Smoleńsk”, pisano już wiele. Podlewając to sosem rozhuśtanych emocji, opinii i komentarzy, że film będzie upolityczniony, z jednostronnym, jedynie słusznym przekazem, PiS-owską narracją przekonującą Polaków, że katastrofa w Smoleńsku to był zamach, a zatem film będzie wręcz publicystyczny. Najpierw kontrowersje budził scenariusz; naturalną sprawą przy pracy nad każdym filmem jest to, że ulega on wielu przeróbkom, poprawkom i zmianom. Potem chodziło o aktorów - nie wszyscy przyjęli propozycję reżysera. Głośno było o Marianie Opani, który propozycję zagrania Lecha Kaczyńskiego odrzucił, publicznie mówiąc, że robi to z powodów politycznych.

Pieniądze

Przede wszystkim twórcy zmagali się ze sprawami finansowymi - kiedy w 2013 r., czyli po trzech latach od pomysłu, w końcu ruszyły pierwsze zdjęcia do filmu, po kilku dniach zostały przerwane. Na dodatek Polski Instytut Sztuki Filmowej w 2014 r. odrzucił wniosek o dofinansowanie filmu, a komisja przyznająca dotacje na filmy wydała miażdżące opinie o scenariuszu. Choć, o czym też pisaliśmy, nie wszyscy w PISF byli przeciwni filmowi - nie chodziło o, jak podawano, warsztatowe błędy w scenariuszu, ale o obawy, że film będzie antyrosyjski. Jak tłumaczył wtedy w rozmowie z „Polską” producent Maciej Pawlicki: film nie jest antyrosyjski, tylko antytotalitarny, przeciwko złu i kłamstwu.

Aby zebrać pieniądze na film, zawiązano więc Fundację „Smoleńsk 2010” - wtedy pojawili się inwestorzy - zarówno „grube ryby biznesu”, nawet amerykański producent, jak i zwyczajni darczyńcy. Ale nazwisk fundatorów nie upubliczniono - nie wszyscy sobie tego życzyli. Ich nazwiska pojawią się w napisach końcowych filmu. Maciej Pawlicki pisał wówczas w tygodniku „W Sieci”: „Już nas nie zatrzymacie!”.

Dziś, wydawałoby się, na ostatniej prostej, jak dowiedziała się nieoficjalnie „Polska”, nic już nie powinno zakłócić dokończenia filmu, a jednak... Twórcy zwrócili się do jednej z prywatnych stacji telewizyjnych o udostępnienie archiwalnych nagrań. Wcześniej stacja archiwalia udostępniała, tym razem odmówiła. Nie podała powodów. Chodziło o nagranie z Januszem Palikotem, który miał mówić, oby prezydent Lech Kaczyński jak najszybciej przestał być prezydentem, bo każdy dzień jego prezydentury to katastrofa.

Osoby związane z filmem samego obrazu oceniać nie chcą: - To jest film Antoniego Krauzego. On jest jego twarzą. My nie powinniśmy się wypowiadać. Ale na pewno zrobi duże wrażenie na widzach - mówi jeden z współtwórców.



Oczekiwanie

W internecie pojawił się już zwiastun filmu, zresztą od jakiegoś czasu jest on też emitowany w kinach przed seansami.

Czy prawda o Smoleńsku nas przerazi - co sugerują bohaterowie filmu?

Główną bohaterkę filmu - dziennikarkę Ninę - zagrała Beata Fido, bardziej znana w amerykańskich teatrach niż z polskiego ekranu. Wiele lat pracowała w Stanach Zjednoczonych, nagradzana za teatralne role - w Polsce grała w filmach czy serialach drugoplanowe bądź epizodyczne role. Film „Smoleńsk” to jej pierwsza tak wielka rola. Wcielając się w dziennikarkę dużej telewizyjnej stacji, będzie na własną rękę poszukiwać prawdy o tym, co stało się z prezydentem Lechem Kaczyńskim i państwową delegacją do Katynia.

Główną postacią, niejako osią filmu ma być prezydent Lech Kaczyński grany przez Lecha Łotockiego. W filmie wystąpią też inni znani aktorzy, jak Ewa Dałkowska (zagra małżonkę prezydenta, Marię Kaczyńską), Katarzyna Łaniewska, Anna Samusionek, Jerzy Zelnik czy Redbad Klynstra. Uznali, jak mówili w wywiadach, że otrzymali propozycje nie do odrzucenia.

Ustalenia zespołu

Autorzy scenariusza - Marcin Wolski, Maciej Pawlicki i Tomasz Łysiak - nie ukrywali, że oparli się na tym, co ustalił zespół parlamentarny do spraw zbadania przyczyn katastrofy Tu-154 pod Smoleńskiem oraz eksperci tacy jak prof. Kazimierz Binienda, prof. Kazimierz Nowaczyk z USA, dr inż. Grzegorz Szuladziński z Australii.

- Film został oparty na faktach, a nie na natchnieniach artystycznych - podkreślali twórcy. Autorem muzyki jest Michał Lorenc.

Kilka miesięcy temu reżyser Antoni Krauze wydawał się zrezygnowany, wprost mówił, że prace nad filmem go zmęczyły i to tak, że zaczął się zastanawiać, czy już nie czas, aby przestać kręcić filmy. Nie opuściło go jednak poczucie, że na „Smoleńsk” czeka wiele ludzi, którzy wcześniej bali się o tym mówić. Jego zdaniem odważyli się, kiedy zmienił się klimat polityczny w Polsce.

Dystrybutorem filmu jest Kino Świat, które tak opisuje film: „10 kwietnia 2010 roku rządowy samolot Tupolew 154 z prezydentem RP Lechem Kaczyńskim i towarzyszącymi mu 95 osobami - członkami oficjalnej delegacji zmierzającej do Katynia - ulega katastrofie w Smoleńsku. Wszyscy pasażerowie giną na miejscu. Tragedia wywołuje ogromne poruszenie w Polsce i na świecie. Nina (Beata Fido), dziennikarka pracująca dla dużej, komercyjnej stacji telewizyjnej, próbuje dowiedzieć się, jakie były powody katastrofy. Tropy prowadzą m.in. do dramatycznej wyprawy Lecha Kaczyńskiego do ogarniętej wojną Gruzji, której celem było powstrzymanie inwazji wojsk rosyjskich na Tbilisi w sierpniu 2008 roku. Z każdą kolejną godziną dziennikarskiego śledztwa Nina przekonuje się, że prawda jest o wiele bardziej złożona, niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać…”.

Zdjęcia kręcono w USA i w Polsce, m.in. w Białej Podlaskiej i w Dęblinie - to bialskie lotnisko będzie odgrywać lotnisko Siewiernyj w Smoleńsku. Z Białej Podlaskiej pochodzi też Ewa Błasik - wdowa po generale Błasiku - i tego wątku również w filmie nie zabraknie.

Dla reżysera Antoniego Krauzego - twórcy m.in. wielokrotnie nagradzanego filmu „Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł”, film „Smoleńsk”, jak mówił, stał się nie tylko wielkim wyzwaniem, ale też obywatelskim obowiązkiem.

Anita Czupryn

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.