Andrzej Galczakandrzej.galczak@pomorska.pl

Kmieć: - Mam już dość. Założę sidła i niech mnie aresztują!

Kmieć: - Mam już dość. Założę sidła i niech mnie aresztują! Fot. Freeimages.com
Andrzej Galczakandrzej.galczak@pomorska.pl

Nie śpią po nocach. Ojciec z synem na zmianę pilnują pola rzepaku, bo inaczej wszystko zniszczyłyby sarny, które żywią się tam niczym w stołówce.

Kmieciowie z Machnacza mają sześciohektarowe pole rzepaku. Jesienią ładnie się przyjął. Teraz, spod śniegu widać kilkunastocentymetrowe listki. Jednak jest ich coraz mniej. Nie dlatego, że zima im zaszkodziła. Powodem zmartwienia gospodarzy są sarny, które przychodzą tam, jak do stołówki.

- Razem z synem, po kilka godzin na zmianę, pilnujemy pola - mówi pan Ludwik. - Ja idę przed północą, a syn przed świtem.

Mało tego, że obgryzają wystające części roślin, to racicami je wygrzebują z ziemi niszcząc je doszczętnie. Gdy jest jasno kryją się w oddalonym o dwa kilometry lesie.

Zwierzęta podchodzą nawet na kilkadziesiąt metrów od zabudowań. Trudno jest upilnować tak duże pole. Gospodarz ocenia, że do tej pory zwierzęta zniszczyły rośliny na powierzchni, około 1 ha. Szacuje, że jest to na razie 5 tys. zł strat. Na śniegu widać mnóstwo śladów racic, są też poobgryzane i poniszczone rośliny, obok widać to, co sarny zostawiły po sobie, co kiedyś mogło być rzepakiem. Teraz są to małe czarne kulki. Nie przyniosą zysku.

Tomasz Kmieć, na którego zapisane jest gospodarstwo, jest załamany. - Kupiłem ciągnik na kredyt - podkreśla. - Jeśli tak dalej pójdzie, to nie będę miał czym za niego zapłacić. Komornik przyjdzie i mi go zabierze. Nawet zainwestowane w rzepak pieniądze się nie zwrócą. Kilka razy dzwoniliśmy do myśliwych. Mieli przyjechać. Obiecywali, że przywiozą petardy do odstraszania zwierzyny, ale na obietnicach się skończyło. Od strony lasu rozciągnięty jest drut, na którym zawieszone są metalowe puszki, ale to nic nie daje.

- Mam już tego dosyć - dodaje pan Ludwik. - Nie mogę bezradnie czekać, aż zostaniemy z długami. Na razie, wspólnie z synem zrobiliśmy pojemnik, w którym odpalamy petardy. Robią sporo huku, ale ile razy można w nocy strzelać i psuć nerwy sąsiadom?

- Jeśli nikt nie będzie bronił nas przed zwierzętami, to chyba zacznę zakładać sidła. Niech mnie aresztują, ale nie mam wyjścia.

- Nie wolno płoszyć zwierzyny - podkreśla Grzegorz Wiśniewski, łowczy okręgowy PZŁ we Włocławku. - Jeśli wpłynie do nas oficjalne zgłoszenie o szkodach, podejmiemy działania, na jakie pozwala prawo. Jednak sezon na polowania skończył się w połowie stycznia. Na miejscu ocenimy zakres zniszczeń. Jako koło odpowiadamy za szkody wyrządzane przez te zwierzęta.

To jest gatunek, który w tym okresie żyje w grupach. Potrwa to jeszcze około miesiąca, później zaczną chodzić samodzielnie, ale w tym czasie z pola może zniknąć reszta rzepaku.

Andrzej Galczakandrzej.galczak@pomorska.pl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.