Kiedyś truły nas pyły z zakładów, teraz smog z pieców. Nasza Bydgoszcz zapylona

Czytaj dalej
Fot. Filip Kowalkowski/archiwum Polska Press
Krzysztof Błażejewski

Kiedyś truły nas pyły z zakładów, teraz smog z pieców. Nasza Bydgoszcz zapylona

Krzysztof Błażejewski

Dziś stan powietrza w mieście możemy śledzić na bieżąco. 50 lat temu władze wolały o tym nie informować...

Obecnie w całej Polsce rozlokowane są stacje pomiaru powietrza, które wyposażone są w specjalistyczne analizatory. Określają one, jaki jest aktualny stan zanieczyszczenia powietrza, którego pomiar dokonywany jest w sposób ciągły. Analizatory do pomiaru pyłu zawieszonego PM10 (o średnicach cząstek do 10 mikrometrów), mają sygnalizować pojawienie się smogu. W Bydgoszczy mamy dwie stacje monitoringu: przy ul. Warszawskiej i na pl. Poznańskim.

Sześć parametrów

Dodatkowo za pomocą metod automatycznych mierzy się stężenie pyłu zawieszonego PM 2.5 o średnicach cząstek do 2,5 mikrometrów, dwutlenku siarki, związków azotu, ozonu, tlenku węgla i benzenu. Te wszystkie parametry mają określać stan powietrza w mieście.
Pół wieku temu o tak szeroko zakreślonym monitoringu nie było mowy. Ustawiano jedynie w mieście pojemniki, w których gromadzono opadający pył. Jego poziom mierzono w skali roku, operując jednostką kilometra kwadratowego. Informacji na ogół nie upubliczniano.

W 1969 roku, najbardziej zapyloną dzielnicą w Bydgoszczy były Jachcice. Roczny opad pyłu wynosił tam prawie 1600 ton, a zatem więcej niż sześć razy ponad normę!

Pomiary przeprowadzane na terenach zakładów przemysłowych były tajemnicą. Tu zresztą nie obowiązywały żadne normy. Szczególna sytuacja panowała w Zakładach Chemicznych, które miały własne służby pomiarowe i ochrony środowiska, ale posiadane przez nie informacje również przeznaczone były wyłącznie na własny użytek.
Na terenach znajdujących się poza zakładami, a zatem na osiedlach mieszkaniowych w Bydgoszczy norma wynosiła 250 ton na km kw. rocznie. To ilość trudna do wyobrażenia, zwłaszcza w tak szerokim przedziale czasu i na tak dużym obszarze. Od czasu do czasu badano także stężenia szkodliwych gazów jak choćby dwutlenku siarki.

Jachcice i Śródmieście

Jak wynika z raportu opracowanego równo pół wieku temu, w 1969 roku, najbardziej zapyloną dzielnicą w Bydgoszczy były Jachcice. Roczny opad pyłu wynosił tam prawie 1600 ton, a zatem więcej niż sześć razy ponad normę! Było to związane z działalnością elektrociepłowni nr 1 i ZNTK, największych „dostawców” pyłów w okolicy. Warsztaty kolejowe powodowały również ogromne zanieczyszczenie w śródmieściu i na Bocianowie, sięgające prawie 1000 ton.

Makrum dla Leśnego

Na kolejnym miejscu znajdowało się Okole, gdzie normy przekroczone były dwukrotnie. Działo się tak za sprawą Befany, Jutrzenki i Polleny. Następne mocno zanieczyszczone miejsce w Bydgoszczy to wschodnia część miasta, okolice ul. Jagiellońskiej i Fordońskiej. Rekordzistkami w zapylaniu tego terenu była gazownia i Zakłady Mięsne, choć swoje cegiełki dokładały kolejne zakłady przemysłowe usytuowane wzdłuż Brdy i szosy do Fordonu.

Krzysztof Błażejewski

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

kalsamgross

Miasto powinno kupić kilka dodatkowych czujników Airly (koszt jednego to zaledwie 1000 zł) i zamontować je na szkołach np.: na Czyżkówku, Jachciacach, Leśnym, Bielawach, Opławcu etc. Inwestycja za góra 10.000 zł pozwoli na realną, uczciwą ocenę jakości powietrza w mieście. Taki ruch byłby uczciwy dla społeczeństwa. Osoby prywatne nie mogą same kupić tych czujników a monitorując rzeczywisty stan powietrza mogłby podjąć decyzję o zakupie oczyszczaczów powietrza.

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.