Michał Skiba, Tomasz Biliński

Kibice witali ich jak mistrzów [wideo]

Selekcjoner Adam Nawałka został idolem polskich kibiców. Fot. Michał Dyjuk Selekcjoner Adam Nawałka został idolem polskich kibiców.
Michał Skiba, Tomasz Biliński

Polscy piłkarze w piątkowe popołudnie wrócili z Francji do kraju. Czekały na nich tłumy. Na Okęciu reprezentacja była bardzo krótko. Z lotniska Polacy pojechali na obiad do hotelu.

Jeśli ktoś nie widział, jak członkowie liverpoolskiej grupy „The Beatles” byli witani podczas swojej pierwszej wizyty w Stanach Zjednoczonych, to miał okazję przekonać się, jak to mogło wyglądać. Piłkarska reprezentacja Polski, mimo odpadnięcia z mistrzostw Europy po rzutach karnych w ćwierćfinałowym meczu z Portugalią, została przywitana z pompą godną celebrowania medalu Euro 2016.

Samolot wylądował z 40-minutowym opóźnieniem koło godziny 16. - Długo nie wychodzą, bo szykują fryzury „na Pazdana” - żartował jeden z kibiców. Drugi fan o spóźnienie obwiniał Arkadiusza Milika. - Pewnie najpierw nie trafił do samolotu, a potem do terminalu - kpił z kiepskiej celności 22-letniego napastnika podczas meczów we Francji. Mimo delikatnej szydery rozpychał się łokciami, w jednej ręce trzymając telefon z włączonym nagrywaniem materiałów wideo, w drugiej ściskając zeszyt i długopis. - Jak to na co? Na autografy! - rzucił.

Chętnych do przywitania drużyny Adama Nawałki było tak dużo, że ochraniarze co chwila dokładali nowe bramki oddzielające ich od dojścia do autokaru, który - punktualnie - czekał już od godziny 15. By oszukać przestrzeń terminalu, policję, straż graniczną i obsługę lotniska - kibice wspinali się na coraz to bardziej wymyślne miejsca, z których widok ich bohaterów mógłby być lepszy. Słup podtrzymujący dach parkingu autobusowego, czy daszek zasłaniający wyjście z terminalu na parking - to najbardziej oblegane miejsca, na które wspinali się kibice.


Sebastian Mila: Piłkarze zdobyli tak wiele serc, że wygrali dużo więcej niż medal.
TVN24

- Jesteśmy od rana w Warszawie, przyjechaliśmy z Mrzeżyna, specjalnie dla Grzegorza Krychowiaka. To nasz krajan. Rozpiera nas duma, że mimo ogromnych sukcesów i transferu do Paris Saint-Germain, nie zapomniał o naszych stronach - mówił pan Jacek, który na lotnisku Chopina stawił się z dwoma synami.

- W Rosji powalczymy o medal, a Jakub Błaszczykowski będzie naszą najważniejszą postacią. To ogromna niesprawiedliwość, że to właśnie on nie wykorzystał rzutu karnego. Wszyscy go skreślali: w Fiorentinie, Dortmundzie i w naszej kadrze. We Francji był naszym bohaterem - dodał inny kibic, który przez ponad dwie godziny zdzierał gardło podczas prowadzenia „lotniskowego dopingu”. W rękach trzymał transparent ze zdjęciem skrzydłowego reprezentacji Polski.

Tych transparentów było więcej. „Kubuś, jesteśmy zawsze z wami” albo płótno z imieniem i nazwiskiem byłego kapitana kadry, połączonego z jego zdjęciem i herbem Polski. Większość fanów miała jednak flagi. Natomiast chęć podejrzenia i umiejętnego przedostania się jak najbliżej do swoich idoli przeszła wszelkie oczekiwania.

- Wiedzieliśmy, że będzie duże zainteresowanie, ale myśleliśmy, że godziny pracy odpowiednio zredukują liczbę kibiców. Jest ich dwa razy więcej niż zakładaliśmy! - wzdychał ociekający potem ochroniarz.

Zdziwiony był także mężczyzna, który przypadkowo znalazł się w centrum szaleństwa. - Nie jestem kibicem piłki nożnej, ale to co tu widzę jest niesamowite. Człowiek, na którego czekam będzie zszokowany - stwierdził biznesmen z Włoch, który stał z karteczką z napisem „Giampaolo”. Pan Giampaolo... zmylił fanów. Gdy tylko przeszedł przez ruchome drzwi, usłyszał: „Dziękujemy, dziękujemy”. Te i inne hasła niosły się po hali przylotów bez przerwy. Skandowane były też nazwiska, a tym najpopularniejszym był nie Robert Lewandowski, a... Michał Pazdan.

- Tato, weź mnie „na barana”, jak będzie szedł ktoś w stylu Lewandowskiego, a najlepiej Pazdan! - krzyczała mniej więcej pięcioletnia dziewczynka, ubrana w koszulkę z orłem.

„Przywitanie na lotnisku... WOW! Coś niesamowitego! Dziękujemy” - napisał na Twitterze Robert Lewandowski. „Jesteście niemożliwi” - dopisał na Facebooku Sławomir Peszko. Oni wraz z pozostałymi członkami kadry prosto z lotniska pojechali do hotelu „Hyatt” w centrum stolicy. Stamtąd, po krótkim spotkaniu, rozjadą się na urlopy.

Michał Skiba, Tomasz Biliński

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.