Jóżef Łyczak: - Sytuacja w rolnictwie jest zła

Czytaj dalej
Fot. Jadwiga Aleksandrowicz
Rozmawiała JAdwiga Aleksandrowicz

Jóżef Łyczak: - Sytuacja w rolnictwie jest zła

Rozmawiała JAdwiga Aleksandrowicz

Rozmowa z senatorem Józefem Łyczakiem, członkiem senackiej komisji rolnictwa i rozwoju wsi, ale także rolnikiem w Kalinowcu w gm. Bądkowo.

- Kilka ładnych lat nie było Pana w Senacie. Teraz zn ów ma Pan mandat i pracuje w senackiej komisji rolnictwa. Coś Pana zaskoczyło?
- Może nie zaskoczyło, bo sam jestem rolnikiem i widzę wiele problemów na wsi, ale nie sądziłem, że udział budżetu rolnego w skali kraju od sześciu lat systematycznie malał pod względem Produktu Krajowego Brutto i gdyby nie wsparcie unijne narastałyby dysproporcje sektorowe w podziale środków z krajowego dochodu. Sytuacja w rolnictwie jest zła, a w niektórych działach wręcz tragiczna, co jest efektem między innymi decyzji o wyprzedaży niektórych zakładów przetwórstwa rolno-spożywczego. Kupuje pani wędliny z...? (tu pada nazwa znanej przetwórni). Owszem, to jeden z najlepszych polskich zakładów...
I tak jak pani myślą tysiące Polaków. Tylko, że ani pani, a nie oni nie jedzą wyrobów z polskich świń. Zakład ten sprzedano wraz z marką Duńczykom, co według mnie jest skandalem, i dziś żaden polski rolnik nie może odstawić tam tucznika. W tym zakładzie z polską nazwą przerabia się duńskie mięso. Kiedy widzę w telewizji, jak ta przetwórnia reklamuje się zdrową polską żywnością, to mnie krew zalewa.

- Ale na tych zakładach polskie przetwórstwo mięsne się nie kończy.
- To prawda, tylko że obecnie sześdziesiąt procent wieprzowiny pochodzi z importu, a polski rolnik dostaje trzy złote za kilogram tucznika i w efekcie kurczy się nam pogłowie trzody, bo rolnicy nie chcą dopłacać do tej produkcji. Mamy raptem osiem, dziewięć milionów sztuk trzody i problem z jej sprzedażą. Nie ukrywam, że atakuję kogo się da, by zagwarantować cenę skupu tucznika po cztery złote pięćdziesiąt groszy. Rynek wieprzowiny nie jest jedyny, na którym sytuacja jest zła.

- Myśli pan o mleku?
- Jak tak dalej pójdzie, rolnicy towarowi, a więc najlepsi i produkujący najtaniej będą likwidować obory, bo mleko to kolejna nieopłacalna gałąź produkcji. Wielu zainwestowało w nowoczesne budynki i urządzenia, a dziś dostają złotówkę za litr mleka. Przecież to sprzedaż poniżej kosztów produkcji! Nikt takiej kalkulacji nie wytrzyma. Zła sytuacja jest także w produkcji brojlerów. Drobiarzy też dobija cena skupu poniżej kosztów produkcji.

- Gdy słucham, jak emocjonalnie opowiada pan o tych problemach, to zaczynam rozumieć, dlaczego przyklejono panu ksywkę „agresywny senator z Kujaw”?
- Faktycznie tak na mnie mówią też moi partyjni koledzy. I nie tylko dlatego, że wykłócam się o stworzenie mechanizmów opłacalnego skupu produktów rolnych. Także dlatego, że nie wszystkie proponowane rozwiązania akceptuję i ostro bronię swoich racji, choćby w sprawie niektórych zapisów w ustawie o ustroju rolnym. Nie zgadzam się na przykład, by o tym komu mam sprzedać moją ziemię lub od kogo kupić ma decydować urzędnik, a nie właściciel gruntu.

- Jak to?
- Założenia są takie, że ziemię na powiększenie gospodarstwa będzie można kupić tylko od sąsiada. Tak samo sprzedać będę mógł tylko sąsiadowi, choć na przykład mam kupca rolnika z sąsiedniej wsi, który daje mi lepszą cenę. Proponowane rozwiązania to ingerencja w prywatną własność, o której ochronę walczyliśmy nie tak dawno. Nie do przyjęcia jest też dla mnie zapis o preferowaniu rodzinnych gospodarstw do trzystu hektarów. A co z gospodarstwami, które mają więcej hektarów? Będą rozparcelowane, znacjonalizowane? Rozumiem ideę ochrony polskiej ziemi przez wykupem przez cudzoziemców i w tych kwestiach nie mam uwag, ale niektóre pomysły, na przykład te, o których wspomniałem, wydają mi się zbyt głęboką ingerencją w prywatną własność.

- Jak wygląda sytuacja, jeśli chodzi o grunty. Co zastała nowa ekipa w Agencji Nieruchomości Rolnych?
- Od 1992 roku przejęto ze wszystkich źródeł cztery miliony siedemset tysięcy hektarów ziemi, obecnie w zasobach państwa pozostało ponad milion czterysta hektarów, w tym milion dwadzieścia tysięcy jest w dzierżawie, a niewiele ponad dwieście czterdzieści osiem tysięcy hektarów czeka na rozdysponowanie. W tym roku podstawową formą zagospodarowania ma być dzierżawa, a umowy będą zawierane na dziesięć lat, a nie jak dotąd na okresy dwa, a nawet trzy razy dłuższe.

- Prawdziwa rewolucja kadrowa dokonała się w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Było aż tak źle?
- To ważna agencja, bo płatnicza. Z niej rolnicy dostają unijne dopłaty. Wydano tam trzydzieści osiem milionów złotych na system informatyczny, który w ogóle nie działa i w efekcie naliczenia robi się ręcznie, co przedłuża terminy wypłat. Idzie wiosna i rolnicy pilnie potrzebują pieniądze na materiał siewny i nawozy. Zmieniono prezesa tej agencji, a on dobrał sobie ekipę, której może ufać. Nie jest tajemnicą, że PSL traktował wszystkie agencje rolne jak swoje własne poletka.

- A teraz będą to poletka PiS?
- Niekoniecznie. Nie wszystkich pracowników Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa zwolniono, a jedynie tych, którzy zajmują kierownicze stanowiska.

Rozmawiała JAdwiga Aleksandrowicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.