Jeśli nie Budapeszt, to co?

Czytaj dalej
Fot. Henny Ray Abrams
Adam Willma

Jeśli nie Budapeszt, to co?

Adam Willma

Rating obniżony, jesteśmy w grupie BBB+ z perspektywą negatywną. Co to oznacza?

Rating obniżony, jesteśmy w grupie BBB+ z perspektywą negatywną. Co to oznacza?
archiwum Adam Willma, autor komentarza.

Na razie - nic wielkiego, ale już dzisiaj rynek może powiedzieć: sprawdzam. Przekonamy się już wkrótce, co znaczy to, że dwie inne wielkie agencje ratingowe nie podzielają oceny Standard&Poor’s i wystawiają Polsce dobrą metryczkę, a do oślej ławki jeszcze daleko. PiS dostał jednak pierwszy poważny sygnał od globalnego kapitału, który w Polsce ma zbyt wiele do stracenia.

Przed dwoma laty Jarosław Kaczyński zapowiedział, że będziemy mieli nad Wisłą drugi Budapeszt i tym tropem podąża. Strategia Orbana wielu przeraża, ale trudno odmówić Fideszowi sukcesów. Choć w ratingu finansowym Węgry nadal stoją niżej od nas (od zapaści spowodowanej przez socjalistów), a cud w Budapeszcie się zdarzył, to trudno nie zauważyć, że bezrobocie spadło o trzy punkty (do 7 proc.), kraj odnotowuje nieduży, ale niezmienny wzrost gospodarczy, stopniowo spada koszmarne zadłużenie. I co ciekawe - wbrew wojowniczości premiera Węgier wobec obcego kapitału, liczba inwestycji jest zagranicznych w ostatnim czasie jest imponująca.

Wbrew zapowiedziom, drugiego Budapesztu nad Wisłą jednak nie będzie. Dlaczego? Orban jest politykiem niesłychanie elastycznym i stroni od dogmatyzmu. Zachował sobie przyjaźnie polityczne w Niemczech, potrafi bez skrupułów ubić interes z izolowanym Putinem, aby za chwilę odwrócić się od Moskwy plecami. Jest też wyczulony na gospodarkę. Jego małe państwo skutecznie gra na nosie wielkim korporacjom oraz międzynarodowym trybunałom (a ma na koncie znacznie więcej kontrowersyjnych zmian niż PiS). Orban narzucił na zachodnie banki i hipermarkety podatek, złupił je, ale gdy tylko dostrzegł negatywne skutki obciążeń, rakiem się z nich wycofuje. Niezmiennie przy tym Orban może liczyć na ogromne poparcie społeczne, które PiS trwoni. Budapeszt to spryt, którego Warszawa nie ma. I będzie za to płacić.

Adam Willma

Żyjący w coraz mniej oczywistym świecie ze stałym uczuciem deja vu. Nałogowy słuchacz ludzkich historii i muzyki sprzed trzech stuleci.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.