Head hunter sprawdza w sieci kandydata

Czytaj dalej
Fot. Paweł Relikowski
Katarzyna Piojda

Head hunter sprawdza w sieci kandydata

Katarzyna Piojda

To, co head hunter znajdzie na temat kandydata w sieci, może przesądzić, czy zostanie zaproszony na rozmowę kwalifikacyjną.

Head hunter ma za zadanie pozyskać kandydata do pracy. Jednak nie na tym jego działanie się kończy. Fachowiec ds. rekrutacji ma przede wszystkim znaleźć jak najwięcej informacji o tym kandydacie. To znaczy: mając do dyspozycji wyszukiwarkę w sieci, poszukać swoimi sposobami jak najwięcej danych na temat osoby starającej się o wakat, zakładając, że ona sama nie zdradziłaby tych informacji o sobie.

Łowca w sieci znajdzie informacje o dodatkowych kursach, w jakich uczestniczył kandydat i o organizatorach tych szkoleń. Dowie się też, jakie są zainteresowania kandydata. Ze zdjęć umieszczonych przez kandydata rekruter domyśli się, czy jest on samotny, czy żyje w związku, czy są dzieci, czy nie. Łowca nawet będzie wiedział, jaki jest stosunek kandydata do poszczególnych partii politycznych, organizacji pozarządowych czy bieżących wydarzeń. Dzięki tym wiadomościom head hunter łatwiej zbuduje tzw. portret kandydata.

Mając jedną informację, taki rekruter na jej podstawie doszukuje się innych lub inne wyszukuje. Przykład: do firmy zamierzającej przyjąć osobę, spłynęło kilkanaście ofert od zainteresowanych. Taki łowca otrzymuje zdjęcia dołączone do CV i listu motywacyjnego każdego z kandydatów. Na podstawie tych fotografii dokonuje swoistej analizy. I nie chodzi w tym przypadku o to, że porówna zdjęcie w kategorii: ładna - nieładna, uśmiechnięty - ponury itp.

Jego zadanie polega na tym, że po nazwisku szuka w sieci kandydata, choćby na portalach społecznościowych - Facebooku czy Naszej Klasie. Plusa zdobędzie kandydat, który na swoim profilu społecznościowym będzie miał inne zdjęcie niż to, które przesłał razem z dokumentami aplikacyjnymi. Okazuje się, że wiele osób, starających się o pracę, idzie na łatwiznę i przygotowując się do złożenia CV, ściąga swoje zdjęcia właśnie z profilu.

Internetowy łowca prześledzi też wpisy kandydata w sieci. Przeanalizuje je i już będzie wiedział, jakim typem jest osoba starająca się o dane stanowisko. Pod lupą takiego łowcy znajdą się pewnie grupy dyskusyjne lub fora, jeżeli kandydat się na nich udziela.

O tym, czy kandydat zostanie przyjęty do pracy, mogą zdecydować nawet przypadki z jego przeszłości. Gdy np. taka osoba, będąc jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu na studiach, opublikowała w Internecie niesmaczny żart albo wstawiła obrzydliwe zdjęcie, łowca internetowy też może się na to natknąć. Może być to choćby półnagie zdjęcie dziewczyny albo pijanego do nieprzytomności chłopaka. Nawet jeśli autor głupiego wpisu czy feralnego zdjęcia wykasował treści, mogą po latach odbić się czkawką. Może być bowiem tak, że jego znajomi przechwycili wpisy czy fotki i udostępnili je innym. Bywa, że po kilkunastu latach na rozmowie kwalifikacyjnej padnie pytanie dotyczące niechlubnego wpisu autorstwa kandydata, siedzącego teraz naprzeciw komisji rekrutacyjnej.

Katarzyna Piojda

Miałam 6 lat, gdy postanowiłam zostać dziennikarką. I tak też wyszło. Piszę o bezrobotnych, bezdomnych, ubogich, czyli o ludziach, którzy znaleźli się na życiowym zakręcie i trudno im z niego wyjść. Samo pisanie w tym przypadku to za mało. Staram się więc im pomóc wyjść z tego zakrętu. Zajmuję się także tematyką bydgoskiej oświaty. Piszę również do serwisów Regiodom.pl i Strefa Biznesu.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.