Grunt, że nasza chata z kraja [komentarz]

Czytaj dalej
Fot. Krzysztof Kapica
Roman Laudański

Grunt, że nasza chata z kraja [komentarz]

Roman Laudański

Aż chciałoby się powiedzieć: przepraszam, ten świat kręci się za szybko i w złą stronę, wysiadam, poszukam spokojniejszego miejsca, ale tak się nie da.

W piątkowe wieczory strach włączyć komputer czy telewizor, bo jak nie zamach w Nicei lub w Monachium, to zamach stanu w Turcji. Czy to życie wcześniej, kiedy portale i telewizje jeszcze nie bombardowały nas informacjami przez całą dobę, było spokojniejsze? Pewnie nie, bo o wielu rzeczach w ogóle nie wiedzieliśmy.

Czy dziś poruszają nas zamachy bombowe w Afganistanie, Syrii czy w Iraku? Prawie codziennie giną tam dziesiątki ludzi, a my obojętnie patrzymy na powtarzające się obrazy rozpaczających ludzi. Bo nasz chata z kraja. Kiedy zamachowcy zaczęli siać terror w Europie, pewnie każdy z nas odczuł to jako zamach na naszą cywilizację. Skoro tylu Polaków wybrało emigrację, to i nasi bliscy mogą stać się ofiarami szaleńców - zresztą tak było w Nicei, gdzie zginęły dwie Polki. A kilkanaście tysięcy Polaków mieszkających i pracujących w Monachium?! Też mogli stać się ofiarą chorego psychicznie młodzieńca. Tu już żadna religia czy pochodzenie nie było motorem postępowania zamachowca. Spotęgowana chorobą fascynacja przemocą i terrorem doprowadziła do tak tragicznego końca. Na szczęście Mariusz Błaszczak, minister spraw wewnętrznych i administracji, tym razem nie plótł o malowaniu kwiatków, tylko wydał komunikat, że u nas jest spokojnie i uczestnicy Światowych Dni Młodzieży nie są zagrożeni. Można odetchnąć. I przy okazji zapytać, skąd partie polityczne biorą tak wybitnych specjalistów na stanowisko ministra spraw wewnętrznych jak Mariusz Błaszczak, a wcześniej Teresa Piotrowska (za rządów Ewy Kopacz)? To cud, że wszystkie służby jeszcze coś robią - chyba że kompletnie nie patrzą na to, kto nimi dowodzi.

Skoro przeżyliśmy szczyt NATO w Warszawie, to pozostaje wierzyć, że nic się nie stanie w Krakowie.

Roman Laudański

Nieustającą radością w pracy dziennikarskiej są spotkania z drugim człowiekiem i ciekawość świata, za którym coraz trudniej nam nadążyć. A o interesujących i intrygujących sprawach opowiadają mieszkańcy najmniejszych wsi i największych miast - słowem Czytelnicy "Gazety Pomorskiej"

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.