Grudzień ma należeć do nich

Czytaj dalej
Fot. Paweł Skraba
Dariusz Knopikdariusz.knopik@pomorska.pl

Grudzień ma należeć do nich

Dariusz Knopikdariusz.knopik@pomorska.pl

Tylko 2 wygrane mecze, w sumie 9 zdobytych punktów i dopiero 14. miejsce Łuczniczki - to bilans, który nie zadowala nikogo. Ale ma być lepiej.

Każdy kto śledzi rywalizację w męskiej elicie zdawał sobie sprawę, że sezon 2016/17 będzie niezwykle trudny dla Łuczniczki. Bydgoski zespół przeszedł gruntowną przebudowę i ze średniaka stał się jedna ze słabszych drużyn w stawce. Nie ma się temu co dziwić, bo nie ma w siatkarzy, którzy wcześniej mieli wiodące role w swoich poprzednich zespołach.

Jedyną formacją, która spisuje się na miarę oczekiwań jest środek bloku. Mateusz Sacharewicz potwierdza opinię z poprzedniego sezonu, kiedy został uznany za najlepszego środkowego Plus Ligi. Jan Nowakowski ciągle robi postępy i już zalicza się do średniej klasy graczy na tej pozycji w Polsce. Z kolei doświadczony Wojciech Jurkiewicz jest dobrym uzupełnieniem tej dwójki.

Jednak wiadomo, że środkowi sami meczów nie wygrają, a mogą co najwyżej przeważyć szalę, dlatego chociaż trzeba ocenić ich na plus, to nie oni decydują o losach zespołu.

Na innych pozycjach bydgoski zespół ma braki, które skutkują słabszymi wynikami i niskim miejscem w tabeli.

W Łuczniczce nie objawił się na razie żaden lider. Trudno o takiego, skoro żaden z zawodników do tej pory nie pełnił takiej roli w swoich poprzednich zespołach. W kryzysowych momentach nie ma siatkarza, który wziąłby na siebie ciężar gry i pociągnął resztę kolegów do walki. Często zdarza się tak, że przy pierwszej przeciwności bydgoszczanie odpuszczają.

Rozgrywający Patryk Szczurek dopiero w Bydgoszczy jest pierwszym na swojej pozycji i nie ma takiej pewności, która powinna cechować najważniejszego siatkarza na boisku.

Drugą ważną postacią w każdym zespole jest atakujący. Bartosz Filipiak gra dopiero pierwszy sezon w elicie i uczy się gry na tym poziomie. Idzie mu coraz lepiej, ale jeszcze wiele nauki przed nim.

Obaj podstawowi przyjmujący grają różnie. Igor Yudin wrócił do poważnej siatkówki po blisko rocznej przerwie. Z kolei Milan Katić, chociaż jest reprezentantem Serbii, to w PGE Skrze Bełchatów, było dopiero piątym wyborem.

Większych pretensji nie można mieć do libero Mateusza Czunkiewicza, który imponuje walecznością.

Na razie zawodzi najbardziej doświadczony w ekipie Marcel Gromadowski, który nie zdołał sobie wywalczyć miejsca w wyjściowej szóstce.

Aby myśleć o poprawieniu jakości gry trzeba ją ustabilizować. W innym przypadku trudno marzyć o wygranych i poprawie miejsca w tabeli.

Bydgoszczanie liczą na jeszcze jedną rzecz: swoją halę i kibiców. W grudniu rozegrają cztery mecze z rzędu w Łuczniczce, a doliczając styczniowe spotkanie z Onico AZS Politechniką Warszawską nawet pięć.

- U siebie gramy dużo lepiej i liczymy, że po tych meczach uda się nam poprawić miejsce w tabeli - mówi Piotr Makowski, trener Łuczniczki.

Dariusz Knopikdariusz.knopik@pomorska.pl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.