Film "Żużel" Doroty Kędzierzawskiej w kinach. "Żużlowcy pilnowali, żebyśmy nie zrobili głupot "- rozmowa z operatorem Arturem Reinhartem

Czytaj dalej
Fot. mat. prasowe
Maciej Szymkowiak

Film "Żużel" Doroty Kędzierzawskiej w kinach. "Żużlowcy pilnowali, żebyśmy nie zrobili głupot "- rozmowa z operatorem Arturem Reinhartem

Maciej Szymkowiak

W kinach można obejrzeć najnowszy film Doroty Kędzierzawskiej pt. „Żużel”. Historia młodego mistrza żużlowego, Lowy to opowieść o poświęceniu, sportowej rywalizacji i poszukiwaniu miłości. W filmie obok znanych aktorów występują również byli żużlowcy, którzy na planie filmu pełnili funkcję doradczą i kaskaderską. O pracy nad filmem, doborem lokalizacji i zmaganiami przy kręceniu scen wyścigu opowiedział operator Artur Reinhart.

Odpowiadał pan za zdjęcia do filmu „Żużel”. Co było w tej historii na tyle interesującego, żeby wziąć udział w produkcji?
Żużel tak naprawdę pamiętam z dzieciństwa. Razem z ojcem jeździłem na zawody w Opolu. Dla mnie to fantastyczna dyscyplina, którą można porównać do sztuki filmowej, w której stawka jest równie wysoka. Tworzenie filmów to „wyścig z czasem i ryzykiem”. Trzeba dać z siebie wszystko, żeby film ukończyć i zrobić to dobrze. Pomyślałem, że z takimi pasjonatami będzie przyjemnie współpracować.

Film „Żużel” pełen jest emocjonujących scen niczym z żużlowych stadionów. Czy fani sportu docenią najnowszy film Doroty Kędzierzawskiej?
mat. prasowe Film „Żużel” pełen jest emocjonujących scen niczym z żużlowych stadionów. Czy fani sportu docenią najnowszy film Doroty Kędzierzawskiej?

Czy historia jest przygotowana z myślą o fanach żużla, czy postawiono jednak, żeby zainteresować osoby z regionów, gdzie ten sport nie jest, aż tak popularny?
Tak naprawdę mimo nazwy, to nie robiliśmy filmu stricte o żużlu. To bardziej produkcja „z” zamiast „o” żużlu. Wątek tego sportu chcieliśmy przedstawić neutralnie, czyli bez odniesień do współczesnego jego wariantu. Fabuła jest oderwana od „tu i teraz” i nie opowiada o konkretnej drużynie lub zawodnikach. Staraliśmy się natomiast oddać realizm i „ducha” tego sportu. W tym celu konsultowaliśmy się z żużlowcami, którzy nadzorowali, żebyśmy nie zrobili sportowych głupot. Sądzę, że fani mogą nam zarzucić brak odniesień do współczesności, ale ta historia miała być głównie o młodym żużlowcy, który przeżywa swoje perypetie miłosne, życiowe i sportowe.

W filmie występują znani aktorzy: Tomasz Ziętek, Mateusz Kościukiewicz, Paweł Wilczak, Karolina Gruszka. W filmie pojawili się też byli żużlowcy. Jak się z nimi współpracowało na planie?
Współpracowało się z nimi znakomicie, ponieważ mają intuicję sportową, czyli poczucie czasu, dynamiki i rytmu. Bardzo pomogli, żeby ten sport wiarygodnie przedstawić. Dorota Kędzierzawska sugerowała się też ich sposobem wypowiedzi i zachowaniem. Główni aktorzy oczywiście mieli swoich dublerów, którzy jeździli za nich na motorach, ale udało nam się tak otoczyć aktorów prawdziwymi żużlowcami, żeby wszystko wyglądało realistycznie.

Czy nawiązaliście relację z ośrodkami żużlowymi z Wielkopolski?
W Wielkopolsce byliśmy, kiedy szukaliśmy lokalizacji do zdjęć. Odwiedziliśmy tor w Poznaniu oraz podobał nam się stadion w Lesznie. Finalnie jednak z różnych powodów wylądowaliśmy na południu Polski. Potrzebowaliśmy trzech różnych stadionów, ale też miasta, które chciałoby nawiązać z nami współpracę. Nie robiliśmy filmu o konkretnym miejscu w konkretnym czasie.

Gdzie zatem odbyły się sceny wyścigów?
Zdjęcia nakręciliśmy w Przemyślu i Rzeszowie, a główny stadion w Częstochowie. Tyle że tych miejsc nie sposób rozpoznać, ponieważ trybuny były puste, a my korzystaliśmy z budowy toru i zawodników.

Czy w ramach przygotowań oglądał Pan zawody żużlowe? Nakręcenie scen wyścigu i upadków raczej nie należy do łatwego zadania.
Tak, byliśmy na wielu meczach. Wiedzieliśmy, że kręcenie zdjęć będzie bardzo kłopotliwe, ze względu na siłę odśrodkową, która działa na torze. Zamontowaliśmy kamery, które ważą ok. 20 kg, ale na zakręcie sprzęt nam się przewracał. Musieliśmy, więc zrobić to w inny sposób. Dlatego wykorzystaliśmy quada, a do tego dołożyliśmy stelaż i ramie montujące, które pozwoliło nam rozpędzić się do 80 km/h. Przy tej prędkości już było można uchwycić, jak żużlowcy się składają, a ich sylwetka wygląda w sposób widowiskowy. Nie mogliśmy wejść w zakręt przy 100 km/h, bo wszystko by się wysypało.

Przeczytaj także: Przemysław Kieliszewski: Teatr Muzyczny w Poznaniu będzie bramą, która zaprosi do centrum miasta mieszkańców i turystów [ROZMOWA]

Część scen powstała komputerowo?
Tak, ponieważ nie chcieliśmy ryzykować przy upadkach. Pomysłów było wiele, nawet taki, żeby nagrać dronami, ale za bardzo się baliśmy o zdrowie zawodników. Na planie panowała niecodzienna atmosfera, ponieważ wiedzieliśmy, że plan zdjęciowy może w każdej chwili zostać przerwany. Każdego dnia na miejscu mieliśmy też pogotowie ratunkowe.

Jakie największe wyzwanie Panu towarzyszyło przy filmowaniu scen wyścigu?
Żużel nie jest przewidywalnym sportem, a na planie musi być powtarzalność. Inaczej to wygląda na żywo i w telewizji. W produkcji fabularnej muszą być wykonane duble, co oznacza, że zawodnik, który był na trzecim miejscu, w dublu też musi na nim być. Pierwszy raz, jak zawodnicy weszli na motory, to zaczęli się autentycznie ścigać, dlatego prosiliśmy ich, żeby zapomnieli o rywalizacji i jechali w tej samej formacji.

Czy była planowana promocja filmu w klubach żużlowych lub na polskich torach?
Mieliśmy ambitne plany na promocję, ale wszystko spaliło na panewce z powodu pandemii. Premiera była przesuwana trzykrotnie, a przecież film był skończony rok temu. Niektórzy zawodnicy mieli okazję zobaczyć naszą produkcję i powiedzieli, że udało się nam oddać ducha tego sportu. Jak zareagują fani, to się dopiero przekonamy. Myślę, że ci, którzy są przyzwyczajeni do współczesnego motosportu, mogą być krytyczni, ale wątek żużla od 70 lat nie był tak mocno wyeksponowany, jak w naszym filmie. Historia jest w stanie zainteresować też osoby, które słabiej się interesują żużlem, a może po naszym filmie będą chcieli dowiedzieć się więcej.

Przeczytaj także: Michał Kaczmarek z Teatru Tanga w Poznaniu: Przygotowujemy spektakl, który przywróci do życia przedwojenne tango [ROZMOWA]

---------------------------

Zainteresował Cię ten artykuł? Szukasz więcej tego typu treści? Chcesz przeczytać więcej artykułów z najnowszego wydania Głosu Wielkopolskiego Plus?

Wejdź na: Najnowsze materiały w serwisie Głos Wielkopolski Plus

Znajdziesz w nim artykuły z Poznania i Wielkopolski, a także Polski i świata oraz teksty magazynowe.

Przeczytasz również wywiady z ludźmi polityki, kultury i sportu, felietony oraz reportaże.

Pozostało jeszcze 0% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Maciej Szymkowiak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.