Europa czeka na wybór Francuzów

Czytaj dalej
Fot. Dariusz Gdesz
Clara Gresser

Europa czeka na wybór Francuzów

Clara Gresser

To by w Polsce nie przeszło! Kandydaci na prezydenta Francji: Fillon wypłacił żonie milion euro, Le Pen chowa się za immunitetem, a Macron mówi, że PiS szkodzi Unii.

Tak nieprzewidywalnej kampanii prezydenckiej we Francji dawno nie było - kolorytu dodają jej bardziej skandale niż rzeczowa debata polityczna. Nie ulega wątpliwości, że w niedzielę Francuzi zadecydują nie tylko o przyszłości swojego kraju, ale również o losach Unii Europejskiej.

Niedzielna pierwsza tura wyłoni dwóch kandydatów na prezydenta V Republiki, a 7 maja wszystko będzie jasne. Sondaże wskazują, że spośród 11 pretendentów do Pałacu Elizejskiego największe szanse ma założyciel En Marche, centrowej partii Emmanuela Macron (23 proc. poparcia w ostatnim sondażu), szefowa nacjonalistycznego Frontu Narodowego Marine Le Pen (22 proc.) i reprezentant lewicy Jean-Luc Melenchon (19,5 proc.).

Skandale i... kolonizacja Księżyca

Jeszcze rok temu Francuzi obawiali się, że przyjdzie im znów wybierać między Nicolasem Sarkozym i Francois Hollandem - byłym i obecnym prezydentem. Tymczasem rozwój wypadków zaskoczył wszystkich: obaj odpadli zanim kampania się zaczęła. Sarkozy przegrał prawybory na centroprawicy z Fracois Fillonem, dawnym premierem we własnym rządzie. Z kolei Francois Hollande ogłosił już w grudniu, że nie wystartuje mając mniej niż 10 proc. poparcia.

W tej kampanii sporo jest politycznej egzotyki - dwaj skrajnie lewicowi kandydaci ogłosili, że po zwycięstwie nie mają zamiaru rządzić, a program kandydata partii Solidarność i Postęp zakłada... kolonizację Księżyca. Jednak kampania przebiega pod znakiem skandali, które w Polsce zakończyłyby wiele politycznych karier. Jeszcze w styczniu sondaże wskazywały, że w drugiej rundzie wyborów Fillon spotka się z Marine Le Pen, którą pokona bez problemu, ale afera z jego udziałem zapewne wyeliminuje go już w pierwszej turze. Fillona oskarżono o fikcyjne zatrudnienie żony, Penelope, jako asystentki - przez lata wypłacił jej ok. miliona euro! Choć zatrudnianie małżonków lub krewnych polityków jest we Francji legalne, to jednak fikcyjny „etat” rozsierdził Francuzów. Po tych rewelacjach Fillon przyznał, że zatrudnił też dwoje swych dzieci, a wkrótce pojawiły się informacje, że żona Fillona miała otrzymać 100 tys. euro za niejasną współpracę z pismem literackim należącym do przyjaciół rodziny. Jakby tego było mało, jeden z przyjaciół Fillona przyznał, że podarował mu warte 50 tys. euro garnitury znanego paryskiego krawca.

Polskiej opinii społecznej najbardziej znana jest Marine Le Pen, liderka Frontu Narodowego, partii założonej przez jej ojca. Przez ostatnie lata przygotowywała się do wyborów przewidując porażkę rządzącej lewicy i zniechęcenie tradycyjnymi partiami prawicowymi. Udało się jej wyrzucić z partii nielubianego ojca, odmłodziła ugrupowanie i nadała mu bardziej przyjazny wizerunek.

Z roku na rok FN umacniał się i dziś Le Pen jest liczącą się kandydatką na prezydenta. Marine potrafi uwodzić elektorat i przyciąga nawet rozczarowanych globalizacją lewicowych wyborców. Kładzie nacisk na kwestie socjalne, które zawsze łączy z masową imigracją i utratą tożsamości przez Francuzów. Podkreśla też, jak Jarosław Kaczyński, wolę „uczynienia Francji znów wielką”, odwołując się do poczucia krzywdy i opuszczenia. I wskazuje wrogów: globalną finansjerę i „stare” skompromitowane elity. Le Pen nie potrzebuje nawet programu - składa jedynie obietnice wystąpienia Francji z Unii Europejskiej, wyjścia ze strefy euro i obiecuje chronić wszystko, co jest uznawane za „narodowe”.

Alain Duhmal, dziennikarz RTL twierdzi, że elektorat Marine Le Pen jest z granitu, podczas, gdy jej przeciwników z piaskowca, a może nawet piasku. Trudno nie dostrzec podobieństw do elektoratu PiS. Liderka FN nie tak dawno wyraziła chęć współpracy z rządem PiS, by reformować Unię. To jednak obietnica bez pokrycia - jej wizja Europy i stosunek do Rosji zasadniczo różnią się od polskich interesów. Co zaskakujące, nie zaszkodziły jej niedawne skandale i to mimo kilku toczących się śledztw. Parlament Europejski, którego jest deputowaną, oskarżył ją o opłacanie przynajmniej 20 pracowników partii w kraju z pieniędzy na wynagrodzenia asystentów w Strasburgu (podobne podejrzenia ciążą na niektórych polskich europosłach).

Partia podejrzewana jest też o nielegalne finansowanie kampanii , a sama Le Pen miała zaniżyć wartość swego majątku w celach podatkowych. Jednak ignoruje wezwania francuskiej prokuratury korzystając z immunitetu eurodeputowanej. Gilles Finchelstein, szef Fundacji Jean-Jareus, lewicowego think-tanku, nie wróży jej sukcesu w drugiej turze. Twierdzi, że wyjściu ze strefy euro sprzeciwia się 85 proc. wyborców spoza jej elektoratu.

Drugim ważnym kandydatem jest europoseł Jean-Luc Mélenchon - były socjalista, który założył własne ugrupowanie Partia Lewicy. Mélenchon uważa się za przedstawiciela francuskiej, a nawet międzynarodowej lewicy i postuluje zmianę modelu ustrojowego we Francji. Był jednak ostro krytykowany za swe stanowisko wobec Unii i Rosji. Choć nie jest przeciwny samej wspólnocie, to nie wyklucza wyjścia z jej struktur, jeśli nie nastąpi renegocjacja traktatów założycielskich. W sprawie Rosji nie popiera Putina, jednak przy kilku okazjach potępił „zachodnią propagandę” na temat Syrii i poprał interwencję w tym kraju. O aneksji Krymu powiedział, że... Rosjanie bronią się przed „ siłami puczystów, w których wpływ mają neonaziści”.

Polityka międzynarodowa jest raczej nieobecna w debatach przedwyborczych, a dyskusje na ten temat są zagłuszane zgiełkiem medialnym wokół licznych afer. Nie zmienia to faktu, że w podejściu do Rosji francuska klasa polityczna prezentuje podobne stanowisko, co Mélenchon, choć nie tak proputinowskie, jak Marine Le Pen. Obserwatorzy przestrzegają, że niezależnie od tego, czy informacje o rosyjskiej pożyczce 30 mln euro dla partii Le Pen są prawdziwe, groźba ingerencji Rosji w politykę Francji jest realna. Nie wydaje się jednak, by to martwiło wyborców - francuskie firmy robią w Rosji ogromne interesy. W tym sensie Francja ma właśnie interesy, a nie wrogów i przyjaciół.

W Polsce może nie podobać się brak zainteresowania Paryża ryzykiem, które Putin stwarza dla europejskiego bezpieczeństwa. Izolacjonistyczna polityka PiS nie pomaga tego zmienić, by wspomnieć tylko zerwanie kontraktu na dostawę Caracali. W ocenie polityków Francja zaprotestowała wystarczająco nie sprzedając Rosji okrętów Mistral.

W maju szok we Francji

I wreszcie faworyt: 39-letni Emmanuel Macron, kandydat ruchu centrowego „En Marche” i jedna z największych niespodzianek tej wiosny. Także on chce porozumienia z Rosją i ograniczenia sankcji. Były minister gospodarki nie jest jednak lubiany przez Kreml, a niektóre rosyjskie media przedstawiają go jako bankiera pracującego dla amerykańskiej finansjery. Jeszcze pół roku temu nikt nie przypuszczał, że ma on jakiekolwiek szanse na zwycięstwo - tak nieprzewidywalny okazał się ostatni rok we francuskiej polityce.

Z dość klasycznym programem - m.in. obniżenia podatków - i strategią Macron może liczyć nawet na powyżej 20 proc. poparcia elektoratu i prawicowego i co ciekawe - także lewicowego. Ale i wokół Macrona pojawia się posmak skandalu - jego życie osobiste. Macron ma o 24 lata starszą żonę, a brukowe media sugeruja, że żyje w... pozamałżeńskim związku homoseksualnym.

Z punktu widzenia Warszawy, bez względu na wynik wyborów, trudno będzie o szczególny sojusz z Francją. Najgroźniejsze dla Polski wydaje się zwycięstwo Marine Le Pen. Gdyby została prezydentem, pęknie unijny fundament francusko-niemiecki, co po Brexi cie spowoduje zapewne prawdziwy początek końca wspólnoty. Ale jej rząd nie będzie się liczył z peryferyjną - z punktu widzenia Paryża - Polską. Z kolei zwycięstwo Macrona postawi w kłopotliwej sytuacji Jarosława Kaczyńskiego. W wywiadzie dla Spiegla faworyt wyborów skrytykował Unię za udawanie, że nie ma problemu z Orbanem i Kaczyńskim: „Przyglądamy się, jak Węgry i Polska depczą europejskie wartości i nic z tym nie robimy”!

Badania przed niedzielną pierwszą turą pokazują, że aż połowa wyborców jest niezdecydowana. - Wszystko się może jeszcze zdarzyć - komentuje Eddy Fougier, politolog think tanku Instytutu Stosunków Międzynarodowych. Cokolwiek się stanie, te wybory będą szokiem.

***
Autorka jest prawnikiem i politologiem, pracuje w Warszawie.

Clara Gresser

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.