Marta Gorajczyk historyk, pracownik IPN, Odzdiał w Krakowie

Eksperymenty na ludziach w niemieckim obozie koncentracyjnym. Mengele i inni

Carl Clauberg i Horst Schumann podczas pracy na bloku 10 archiwum Fot. archiwum Carl Clauberg i Horst Schumann podczas pracy na bloku 10 archiwum
Marta Gorajczyk historyk, pracownik IPN, Odzdiał w Krakowie

Krakowski Oddział IPN i "Dziennik Polski" przypominają. Auschwitz-Birkenau. Perfekcyjna maszyna do zabijania. Ludzie umierali tam na najróżniejsze sposoby, doświadczali tortur i poniżenia, o jakich przed wojną niewielu nawet miało pojęcie.

Jan Masłowski swój pobyt w obozie podsumowuje słowami: „Byliśmy w piekle […] a oprócz nas nikt nie jest w stanie pojąć głębi, cośmy tam widzieli i przeżyli. O takie postrzeganie tego miejsca starali się pełniący tam służbę funkcjonariusze. Kapitan SS Karl Fritzsch witał nowo przybyłych więźniów słowami: Przyjechaliście tutaj nie do sanatorium, tylko do niemieckiego obozu koncentracyjnego, z którego nie ma innego wyjścia jak tylko przez komin. Jeśli się to komuś nie podoba, to może zaraz pójść na druty. Jeśli są w transporcie Żydzi, to nie mają prawa żyć dłużej niż dwa tygodnie. Jeżeli są księża, mogą żyć jeden miesiąc, reszta trzy miesiące.

Gorsze niż śmierć

Należy jednak pamiętać, że sama śmierć, paradoksalnie, nie dla wszystkich była najgorszą rzeczą, jaka może przydarzyć się w obozie. Prawdziwym piekłem było wszystko to, co spotykało więźniów przed nią. Jednym z największych koszmarów osadzonych były selekcje i eksperymenty medyczne nazistowskich lekarzy. Najbardziej znany z nich to Josef Mengele.

Był to doktor medycyny i filozofii, który ściśle współpracował z Instytutem Cesarza Wilhelma do spraw Antropologii, Nauki o Dziedziczeniu i Eugeniki. Próbował on udzielić odpowiedzi na pytanie: jak w naturalny sposób zwiększyć liczebność narodu niemieckiego, poprzez mnogie ciąże. Jego badania obejmowały również zagadnienia skarlenia oraz innych defektów genetycznych. Więźniów odpowiadających jego potrzebom wyłapywano z nowoprzybyłych transportów lub z terenu obozu. Eksperymenty przez niego przeprowadzane można podzielić na dwa etapy. Pierwszy obejmował badania, jakie można przeprowadzić na żywym człowieku, m.in. pobieranie krwi czy mierzenie kończyn. Drugi dotyczył przeprowadzania sekcji zwłok.

Badania Josefa Mengele znacznie wykroczyły poza wstępne założenia, Mengele zaczął testować chore pomysły. Próbował zmieniać kolor oczu. Zszywał bliźniaki, na wzór syjamskiego rodzeństwa: przyszedł esesman i zabrał z polecenia Mengelego dwoje dzieci. Byli to […], Guido i Nino, lat około 4. Jeden z nich był garbaty. W dwa albo trzy dni później esesman przyniósł ich z powrotem w strasznym stanie. Byli oni jak bliźnięta zszyci. Garbaty był przyszyty do drugiego dziecka plecami i nadgarstkami. Mengele połączył ich żyły. Eksperymenty najczęściej przeprowadzał na dzieciach. Bliźnięta, jako grupa docelowa jego badań byli najbardziej narażeni. Zdarzało się, że zarażał jednego z nich tyfusem, a po jego śmierci porównywał skutki choroby ze zdrowym dzieckiem. Dzieci nie umierały w jednym czasie, dlatego z reguły drugie było po prostu zabijane.

Przymusowe sterylizacje

W opozycji do badań Mengelego nad wywoływaniem mnogich ciąż, inny lekarz obozowy Carl Clauberg masowo sterylizował kobiety. Robił to na rozkaz samego Heinricha Himmlera, który w ten sposób chciał ograniczyć rozród narodów podbijanych, dążąc do ich całkowitej likwidacji. Sam szef sztabu personalnego Himmlera, Rudolf Brandt zeznał podczas procesów w Norymberdze: Himmler był w największym stopniu zainteresowany opracowaniem taniej i szybkiej metody sterylizacyjnej, którą można by było zastosować przeciwko wrogom rzeszy Niemieckiej, jak Rosjanom, Polakom i Żydom. Spodziewano się, że w ten sposób da się wroga nie tylko pokonać, ale także zniszczyć. Siła robocza osób sterylizowanych mogła być przez Niemcy wykorzystana, podczas gdy rozrodczość tych ludzi byłaby zniesiona. Początkowo te doświadczenia miały się toczyć na terenie kobiecego obozu Ravensbruck, jednak na prośbę samego Clauberga, który podczas wojny prowadził praktykę lekarską w Chorzowie, udostępniono mu obóz koncentracyjny Auschwitz-Birkenau.

Eksperymenty rozpoczęto w 1942 r., w specjalnie opróżnionym bloku nr 10. Lekarz do swoich badań wybierał kobiety pomiędzy 20 a 30 rokiem życia. Cenił sobie przypadki więźniarek, które wcześniej rodziły już dzieci. Według oryginalnych wykazów zatrudnienia więźniów, w bloku medycznym przebywało stale ok. 200-395 kobiet zarejestrowanych, jako „więźniowie do celów doświadczalnych”.

Sam zabieg polegał na wstrzyknięciu kobietom do jajowodów płynu spreparowanego wspólnie z chemikiem zakładów Schering-Werke doktorem Johanesem Goeblem. Wstrzykiwano prawdopodobnie rozczyn formaliny. Środek ten po upływie 6 tygodni miał spowodować niedrożność jajowodów. Na badaniu kontrolnym stwierdzano, że zabieg się udał.

Po serii prób Clauberg doniósł, że jeden wyuczony w tym procederze lekarz, posiadający ok. dziesięciu pomocników medycznych i przystosowany do sterylizacji gabinet, byłby w stanie w ciągu jednego dnia przeprowadzić mniej więcej kilkaset zabiegów.

Wszystkie dane dotyczące badań prowadzonych w tym zakresie były ściśle tajne, a liczba współpracowników dr. Clauberga ograniczona. Jeden z więźniów, dr Samuel. ginekolog z Kolonii, został zagazowany, bo za dużo wiedział o tych eksperymentach. Testy przeprowadzano głównie na Żydówkach, które po zakończeniu eksperymentu i tak miały zostać zabite.

Naświetlania dr. Schumanna

O ile Clauberg wykorzystywał do doświadczeń jedynie kobiety, o tyle kolejny lekarz, Horst Schumann, eksperymentował w obszarze sterylizacji zarówno na więźniarkach, jak i na więźniach. Można powiedzieć, że ci drudzy stanowili grupę docelową jego badań. Schumann sterylizował poprzez naświetlanie organów rodnych promieniami Rentgena.

W zeznaniach więźniarki Kazimiery Topór znajduje się dokładny opis aparatu i metod, jakie stosował: Urządzenie do doświadczeń ze sterylizacją składało się z dwóch aparatów identycznych z zewnątrz ustawionych naprzeciw siebie. Aparaty te pomalowane były na kolor jasno kremowy, nie miały wyglądów normalnych aparatów Roentgena, jakie widziałam, i doświadczenia odbywały się przy świetle dziennym. […] Przy sterylizacji mężczyzn na te kuliste zakończenia dr Schumann zakładał coś w rodzaju pudełek zrobionych z dykty. Więzień rozebrany do naga ustawiony był bokiem między obydwa aparaty, tak, aby wystające części kulistej aparatury przylegały bezpośrednio do ciała - […] - i aby te części były naświetlone z przodu i z tyłu jednocześnie. Kobiety były ustawiane przez dr Schumann bezpośrednio na podłodze z betonu, zaś mężczyzn ustawiał na niskim krzesełku.

Po ustawieniu więźnia dr Schumann zamykał się w specjalnej kabinie - kabina była betonowa i miała osłony z ołowiu oraz miała dwa małe okienka z grubego szkła ołowianego. W kabinie na całej długości ustawiony był pulpit sterowniczy z licznymi gałkami i skalami. Czas naświetlania jednej osoby trwał 15-20 minut. Kabina była zawsze po zakończeniu doświadczeń zamykana przez dr Schumann i klucz zabierał ze sobą. Doświadczenia prowadzone były prawie każdego dnia z niewielkimi przerwami zwykle rozpoczynał doświadczenia między 8 a 9 rano, w jednym dniu naświetlał od 40-60 więźniów wyłącznie albo kobiety albo mężczyzn. Czas naświetlania zmieniał się z czasem trwania eksperymentu. Naświetlane organy były usuwane i poddawane badaniom laboratoryjnym. Więźniowie bardzo cierpieli podczas całego procesu, promienie powodowało oparzenia, które z braku środków, jak i zainteresowania, a czasem nawet w wyniku świadomego działania samego Schumanna prowadziło do śmierci. Więźniowie pracujący na obozowym rewirze w składanych po wojnie zeznaniach zgodnie twierdzą, że lekarz był informowany o problemach osób biorących udział w eksperymencie jednak nic z tym nie robił. Po śmierci na więźniach przeprowadzana była sekcja zwłok.

Niewielu więźniów przeżyło próby „bawienia się w Pana Boga” niemieckich lekarzy, Ci, którym się to udało, bądź stanowili personel medyczny na blokach szpitalnych, po wojnie złożyli wstrząsające świadectwa tego, czego doświadczyli lub co widzieli. Nie ulega wątpliwości, że wszystkie eksperymenty były sprzeczne z etyką lekarską oraz przysięgą Hipokratesa, którą każdy z wyżej opisanych składał na początku praktyki. O ile jeszcze badania Schumanna i Clauberga miały podłoże ideologiczne i wynikały z założeń polityki Rzeszy Niemieckiej, o tyle eksperymenty Mengelego były czystym okrucieństwem.

Marta Gorajczyk historyk, pracownik IPN, Odzdiał w Krakowie

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.