Małgorzata Oberlan

Dzieci krzywdzone przez bliskich i autorytety. Raport o pedofilii w Kujawsko-Pomorskiem

Dzieci krzywdzone przez bliskich i autorytety. Raport o pedofilii w Kujawsko-Pomorskiem Fot. pixabay
Małgorzata Oberlan

Nawet w co trzecim przypadku dziecko seksualnie wykorzystywane jest przez krewnego, w tym rodzica. Wśród pozostałych tak zwanych "obcych sprawców" spory odsetek stanowią nauczyciele, animatorzy, trenerzy, czyli osoby będące autorytetami dla dzieci i cieszące się ich zaufaniem. Kim są sprawcy krzywd w Kujawsko-Pomorskiem?

Zobacz wideo: Szacunek zbiorów zbóż, warzyw i owoców 2021

Opublikowany w lipcu br. pierwszy raport państwowej komisji ds. pedofilii (pełna nazwa to Urząd Państwowej Komisji ds. wyjaśniania przypadków czynności skierowanych przeciwko wolności seksualnej i obyczajności wobec małoletniego poniżej 15 lat) powstał przede wszystkim po badaniu spraw, które komisji zgłoszono. Wskazuje na wciąż aktualny ogrom cierpień dzieci, ale i potwierdza tendencje, o których mowa była już wcześniej: nawet co trzecim sprawcą seksualnego wykorzystania dziecka w Polsce może być członek jego rodziny (w raporcie komisji było to ponad 35. procent wskazań).

Kim są sprawcy seksualnej przemocy wobec dzieci w Kujawsko-Pomorskiem? Skategoryzować można ich w czterech grupach. Pierwsza to członkowie rodziny, drugą stanowią nauczyciele, animatorzy, trenerzy, trzecią - duchowni, a czwartą - obcy. Przypomnijmy sprawy, których w Kujawsko-Pomorskiem nie sposób zapomnieć i wyroki sądowe, które w związku z nimi zapadły.

W rodzinie. Wujek Sławek krzywdził dziewczynki latami

Osiem lat bezwzględnego więzienia - taki wyrok usłyszał "wujek Sławek", czyli Sławomir J. w Sądzie Okręgowym w Toruniu w ub.r. Zmuszał do współżycia i molestował dwie małe dziewczynki z rodziny. Dramat każdej trwał przez pięć lat. Wszystko ujawniły dopiero, gdy dorosły (dziś mają 21 i 25 lat). Przeszły przez śledztwo prokuratorskie i proces sądowy, doczekały kary dla sprawcy. Wujek zdążył jednak dzieciństwo Joasi i Anecie zamienić w koszmar.

Proces toczył za zamkniętymi drzwiami. Akt oskarżenia przeciwko mężczyźnie, który przygotowała Prokuratura Rejonowa Toruń Wschód, był bardzo obszerny. Opis czynów - po prostu wstrząsający. Ze względu na dobro pokrzywdzonych ograniczymy podawanie szczegółów.

Dla swoich ofiar Sławomir J. był osobą bliską i znaczącą w rodzinie - był ich wujkiem. Jak ustalili śledczy, Joasię zaczął krzywdzić latem 2005 roku. Dziewczynka miała wtedy 9 lat. Przez kolejnych pięć lat mężczyzna zmuszał dziewczynkę do współżycia. - Stosował przemoc i groźby. Straszył dziewczynkę, że powie rodzicom o wszystkim, co robili. Wykorzystywał jej nieświadomość tego, że nie ponosi za to żadnej odpowiedzialności - mówił prokurator Marcin Licznerski.

Akt oskarżenia mówił o kilku okresach krzywdzenia Joasi, dzieląc przestępstwo na poszczególne czyny: doprowadzenie przemocą i groźbą do obcowania płciowego, doprowadzanie w ten sam sposób do poddawania się tzw. innym czynnościom seksualnym, a także wykorzystanie dziewczynki po uprzednim upojeniu jej alkoholem (w październiku 2011 roku). Wreszcie, mowa była także o tym, że przez kilka lat Sławomir J. prezentował małoletniej własne czynności seksualne.

Druga dziewczynka - Aneta - krzywdzona była w okresie od 2010 do 2015 roku. Gdy zaczął się jej dramat, miała 10 lat. Sławomir J. przez te wszystkie lata wielokrotnie zmuszał małoletnią do poddawania się tzw. innym czynnościom seksualnym.

53-letni obecnie "wujek Sławek" skazany został w Toruniu na 8 lat więzienia. O przedterminowe, warunkowe zwolnienie może się starać najwcześniej po odbyciu 3/4 kary.

Autorytety i zaufani. Animator Marek K. z Bydgoszczy

Sprawa Marka K. z Bydgoszczy należy do najtragiczniejszych w regionie. Mężczyzna prawomocnie skazany został za pedofilskie gwałty na 25 lat bezwzględnego więzienia. To najsurowsza z kar przewidzianych za zbrodnie, których się dopuścił. Na liście jego ofiar znalazło się sześć ofiar - dzieci, które będąc krzywdzonymi miały od 6 do 12 lat.

Marek K. nie był postacią anonimową. 41-letni obecnie mężczyzna był animatorem kultury, radiowcem, organizatorem koncertów charytatywnych, współpracował z fundacjami pomagającymi najmłodszym, miał kontakt z dziećmi w rodzinach zastępczych. Ujawnienie jego przestępstw, proces i wyrok stanowiły także wstrząs dla lokalnego środowiska. Był powszechnie uznawany za człowieka oddanego dobru dzieci. Nikt nie przypuszczał, że mógł dopuszczać się tak bestialskich rzeczy.

Zdobywał zaufanie dzieci i nastolatków, był dla nich autorytetem. Zarzuty wobec Marka M. dotyczyły okresu od sierpnia 2015 do marca 2017 roku. "Marek M. gwałcił, kazał się dotykać lub odurzone dzieci dotykał swoim członkiem i penetrował odbyt palcami. Wszystko to filmował lub robił zdjęcia. Najpierw usypiał, a później zakuwał w kajdanki i zaklejał taśmą oczy. Kilku chłopców było w ten sposób potraktowanych wielokrotnie. Dzieci nie skarżyły się rodzicom, bo nie pamiętały, co się z nimi działo" - podawały lokalne media.

Marek M. najpierw przez Sąd Okręgowy w Bydgoszczy, a następnie przez Sąd Apelacyjny w Gdańsku skazany został na 25 lat więzienia. Z zastrzeżeniem, że po odbyciu kary ma trafić do zamkniętego zakładu psychiatrycznego dla sprawców przestępstw seksualnych.

Nauczyciel i przyjaciel domu. Zły dotyk na korepetycjach

Piotr Sz., wieloletni dyrektor szkoły w gminie Kijewo Królewskie (powiat chełmiński), przez trzy lata seksualnie wykorzystywał chłopca - uznał prawomocnie Sąd Okręgowy w Toruniu i skazał go na 2 lata więzienia. Ogłoszony w 2019 roku wyrok był już prawomocny.

Piotr Sz. dla chłopca był „wujkiem Piotrem”. Rodzice dziecka z Unisławia (Kujawsko-Pomorskie) dobrze znali pedagoga mieszkającego w tym samym miasteczku. Na korepetycje do niego wysyłali zresztą obu swoich synów. Jednak tylko młodszy z nich, Grzegorz, jako dwudziestokilkulatek postanowił przerwać milczenie i zgłosić wszystko prokuraturze. O tym, że najprawdopodobniej krzywdzony był też starszy brat, powiedział, uzasadniając wyrok, sędzia Jarosław Sobierajski z Torunia.

- Nie żałuję. Mimo tego, że sprawa ciągnęła się ponad 6 lat. Mam nadzieję, że prawomocny wyrok dla Piotra Sz. doda sił innym ofiarom seksualnego wykorzystywania. I że przestaną się bać - mówił nam pan Grzegorz 16 września po wyjściu z sali sądowej po ogłoszeniu wyroku. Płakał. Płakali przytulający go rodzice i brat.

Czego mężczyzna doświadczył w dzieciństwie? Do seksualnego wykorzystywania chłopca dochodziło przez trzy lata: od 1998 do 2001 roku. W tym czasie Piotr Sz., nauczyciel biologii, był już dyrektorem szkoły publicznej w gminie Kijewo Królewskie (został nim w 1990 r.). Cieszył się powszechnym szacunkiem. Dla inteligenckiej rodziny Grzegorza był nie tylko człowiekiem godnym zaufania, ale i przyjacielem rodziny. „Wujek Piotr” - tak do niego zwracały się dzieci. Relacje były zażyłe. Nieżonaty i bezdzietny pedagog zdawał się idealnym korepetytorem.

Grzegorz przychodził na korepetycje do mieszkania Piotra Sz. w Unisławiu średnio raz w tygodniu. Jak ustalił sąd, na przestrzeni wspomnianych trzech lat pedagog dopuścił się karygodnych czynów wobec chłopca kilkadziesiąt (tak!) razy. „Od 1998 roku do czerwca 2001 roku wielokrotnie, w krótkich odstępach czasu, dotykał penisa pokrzywdzonego i masturbował go” - tak czyny Piotra Sz. opisał Sąd Rejonowy w Chełmnie. Toruński sędzia Jarosław Sobierajski zaznaczył natomiast, że nauczyciel krzywdził chłopca nawet wtedy, gdy ten skarżył się na ból...

Ksiądz proboszcz, duchowy przewodnik i opiekun

3 lata więzienia i dziesięcioletni zakaz pracy z dziećmi - taki wyrok karny usłyszał ksiądz Jarosław P., dawny proboszcz parafii pw. św. Jakuba w Ostrowitem. Taki wyrok za blisko dziesięcioletnie molestowanie i seksualne wykorzystywanie chłopca ogłosił najpierw po procesie Sąd Rejonowy w Nowym Mieście Lubawskim (2016 rok), a następnie podtrzymał w apelacji Sąd Okręgowy w Elblągu (2017 rok). Sprawa trafiła jednak aż do Sądu Najwyższego, do którego z kasacją wystąpili obrońcy kapłana. Ten jednak 5 lutego 2019 roku wniosek o kasacje oddalił.

Ta bolesna sprawa ma ciąg dalszy w naszym regionie, a dokładnie - przed Sądem Okręgowym w Toruniu. Przed nim toczy się proces cywilny. Trzydziestoletni obecnie Mariusz Milewski (nie kryje personaliów) pozwał bowiem na drodze cywilnej Kurię Diecezjalną Toruńską o milion złotych odszkodowania. Sprawa jest w toku.

Mariusz Milewski krzywdzony był przez księdza w latach 2000-2009. Koszmar zaczął się, gdy był ministrantem. Trwał i później, gdy z rodzinnej miejscowości przeniósł się do bursy Caritasu w Grudziądzu, w czym zresztą pomógł mu Jarosław P. Opisywaliśmy już dramat, którego jako chłopiec doświadczył Milewski. Ksiądz wykorzystał trudną sytuację rodzinną chłopca (niedostatek, alkoholizm w domu), wszedł w rolę jego opiekuna i przewodnika, jednocześnie seksualnie wykorzystując.

Kategoria: obcy dla dziecka. Zmanipulował, odurzył i zgwałcił

Andrzej G., obecnie sześćdziesięciolatek, odsiaduje karę dożywocia. Ten najsurowszy z możliwych wyroków w Polsce usłyszał w Toruniu w roku 2018. Była to kara łączna za morderstwo, gwałty na dorosłych mężczyznach, ale i zgwałcenie 13-letniego chłopca na Bydgoskim Przedmieściu w Toruniu. Dodajmy, że ten sprawca zbrodni na dziecku dopuścił się zaledwie osiem miesięcy po opuszczeniu więzieniu. To recydywista, który już wcześniej dwukrotnie karany był za przestępstwa seksualne.

Ostatni (przed dożywociem) wyrok „odsiadywał” w kilku więzieniach, m.in. w Grudziądzu oraz w Czarnem (woj. pomorskie). Kończył go jednak w więzieniu w Barczewie (woj. warmińsko-mazurskie). - Andrzej G. przebywał u nas 3 miesiące. Karę odbywał w standardowym trybie (grupa R1 „zet”), a nie w terapeutycznym. Zresztą 3 miesiące to zbyt mało, by kierować osadzonego na terapię - mówił nam ppłk Marek Kulwicki, dyrektor Zakładu Karnego w Barczewie.

Jak tłumaczy dyrektor, przed wyjściem na wolność nie skierował do sądu wniosku na mocy tzw. ustawy o bestiach, bo nie było ku temu przesłanek. Andrzej G. wyszedł na wolność i po kilku miesiącach zaledwie zaczął gwałcić. Ofiary najpierw odurzał.

Co spotkało 13-latka w Toruniu? 12 sierpnia 2016 roku Andrzej G. spotkał w okolicy ul. Mickiewicza i Konopnickiej. Zmanipulował. Razem poszli do Żabki. Poczęstował serkiem Danio. To w nim najprawdopodobniej była substancja odurzająca. Potem brutalnie chłopca zgwałcił.

Co wiadomo o 60-letnim obecnie Andrzeju G.? Jest wdowcem, ma 7 dorosłych już dzieci. Bez zawodu, bez majątku. Psychiatrycznie zaczął się leczyć w 1992 r., bo źle spał i miał myśli samobójcze. Pierwszy raz leczył się odwykowo w 2015 roku, w więzieniu. Usunięto mu lewą nerkę, do prawej ma przerzuty nowotworowe. W Toruniu żył z 604 zł zasiłku z Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie. Opiniowany na rzecz procesu sądowego ocenę ma jasną: sadysta seksualny.

PS Imiona wszystkich pokrzywdzonych (oprócz Mariusza Milewskiego) zostały zmienione.

WAŻNE: Z pierwszego raportu państwowej komisji ds. pedofilii Lipiec 2021):
Komisja prowadziła łącznie 349 spraw zgłoszonych do niej i podjętych z własnej inicjatywy. Do prokuratury przekazała 137 zgłoszeń, z których 36 dotyczyło niezawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa pedofilii.

W sprawach, którymi zajmowała się komisja, poszkodowanych zostało 188 dziewczynek i 173 chłopców. W pozostałych przypadkach brakowało informacji o płci ofiary. Najmłodsze skrzywdzone dziecko miało zaledwie rok, a najstarsze 16 lat. "W 22 przypadkach poszkodowani to osoby w wieku do 3 lat. W 71 zgłoszonych do Państwowej Komisji sprawach poszkodowani to osoby w wieku od 3 do 10 lat. Pozostali poszkodowani to osoby w wieku od 11 do 15 lat" - podano w raporcie.

Z raportu wynika, że ponad 64 proc. sprawców były to osoby obce dla poszkodowanych dzieci. Z kolei 12,3 proc. stanowili spokrewnieni, a 23,3 proc. to rodzice. Oznacza to, 35,6 proc. sprawców należało do rodziny skrzywdzonych dzieci.

Małgorzata Oberlan

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.