Joanna Krężelewska

Dwanaście miesięcy. Ciszy, lęku, rozpaczy. Od roku bliscy szukają Elżbiety Giedo

Dwanaście miesięcy. Ciszy, lęku, rozpaczy. Od roku bliscy szukają Elżbiety Giedo Fot. Radek Koleśnik
Joanna Krężelewska

Dwanaście miesięcy. Ciszy, lęku, rozpaczy. Rozważania mnóstwa scenariuszy. Co mogło się stać? Dlaczego ukochana mama, żona i babcia zniknęła bez śladu? Czy żyje?

Od roku bliscy szukają Elżbiety Giedo.

- Chciałabym poznać prawdę. Jakąkolwiek. Nawet tę najboleśniejszą. Najgorsza jest niepewność, co stało się z mamą – mówi Natalia Wiśniewska.
Prawdę chciałaby poznać nie tylko ona. Mundurowi, z którymi od miesięcy rozmawiamy o sprawie, mówią o niej krótko: tajemnicza i niezwykła. Takie historie zdarzają się bardzo rzadko. W ciągu ostatnich 15 lat – trzy. Elżbieta Giedo jest trzecią zaginioną osobą, której sprawa w koszalińskiej policji wciąż pozostaje otwarta.
Był czas, że nadzór nad postępowaniem prowadziła Komenda Główna Policji. Stołeczni funkcjonariusze ocenili, że wszystkie działania przebiegały zgodnie z procedurami. Niestety, losy zaginionej pozostają nieznane.

Przebieg zdarzeń

Jest 13 lipca 2021 roku. Wtorek. Małżonkowie Giedo Paweł i Elżbieta jadą z Koszalina do Rosnowa. To około 20 kilometrów od centrum miasta. Tam nad jeziorem mają działkę, a Elżbieta coraz częściej chce wolny czas spędzać właśnie tam. Jest szefową koła wędkarskiego, a jej ogród zachwyca dopieszczonymi przez gospodynię roślinami.
14 lipca do Rosnowa miała przyjechać córka i wnuczek. Wspólnie mieli świętować 65. urodziny pani Elżbiety. Paweł Giedo też miał przyjechać następnego dnia. Teraz tylko przywiózł żonę.
– Wróciłem do Koszalina. Rano, w dniu urodzin żony, zadzwoniłem z życzeniami. Rozmawialiśmy jeszcze przed południem, kiedy szła do sklepu – wspomina.
Środa 14 lipca. Rodzina dojeżdża na działkę około siedemnastej. W kuchni czeka na nich gotowy obiad, obrane ziemniaki. Nigdzie nie ma jednak gospodyni.
Córka pani Elżbiety Natalia dzwoni na komórkę mamy. W telefonie odzywa się obcy, kobiecy głos. Nieznajoma informuje, że mama trzy godziny wcześniej weszła do lasu i już z niego nie wyszła, a ona nie wie, co się stało.
- W miejscu, gdzie rozstała się z koleżanką, zostawiła dokumenty, telefon, nawet papierosy, z którymi się nie rozstawała – opisuje córka.
Rodzinie i śledczym udało się odtworzyć przebieg zdarzeń sprzed zaginięcia. Elżbieta Giedo spotkała się z biwakującą w lesie kobietą. Miały przeprawić się pieszo przez rzekę Radew. Sztuka się nie udała i kobiety przewróciły się w rzece. W jej nurcie koleżanka zgubiła swój telefon.
Gdy dotarły na drugi brzeg, niedaleko tamy, która spiętrza wodę na potrzeby pobliskiej elektrociepłowni, Elżbieta zostawiła znajomą na brzegu i weszła do lasu. Rosnowski las ciągnie się od miejscowości aż do drogi krajowej numer 11.
Po raz ostatni Elżbietę Giedo widziano około szesnastej na parkingu leśnym przy drodze nr 168, prowadzącej do miejscowości Rosnowo, gdzie znajduje się przejazd kolei wąskotorowej. Od miejsca, gdzie kobieta weszła do lasu, w linii prostej to ponad cztery kilometry.
– Widział ją jej znajomy. Pozdrowił ją, ale nie odpowiedziała – opowiada Paweł Giedo. W tym miejscu ślad kobiety się urwał. Tu trop zgubiły też policyjne psy.

365 dni poszukiwań

Przez wiele dni policjanci, strażacy, ratownicy WOPR przeszukiwali hektary lasu. Płetwonurkowie sprawdzili okoliczne zbiorniki wodne. Rodzina zaangażowała nawet jasnowidza. Jednak wskazane przez niego miejsca nie potwierdziły się. Córka zaginionej z latarką w dłoniach i duszą na ramieniu przeszukiwała nie tylko las, ale i okoliczne pustostany. W sumie w akcji uczestniczyły setki osób, mundurowych, ale i mieszkańców, wolontariuszy. Poszukiwania nie przyniosły żadnego rezultatu. Nie natrafiono na żaden ślad zaginionej.
– Sprawdziliśmy tereny wskazane przez wędkarzy, jako chętnie odwiedzane przez Elżbietę Giedo. W akcję poszukiwawczą włączonych zostało pięć psów, wyszkolonych do odnajdowania zwłok. Wykorzystywaliśmy dron z kamerą termowizyjną – wylicza nadkom. Monika Kosiec, rzeczniczka Komendy Miejskiej Policji w Koszalinie. Mimo wielu reportaży i zakrojonych na szeroką skalę poszukiwań, wciąż nie wiadomo, co stało się z Elżbietą Giedo.
Policjanci nadal sprawdzają szpitale i urzędy w całej Polsce. Weryfikują, czy do izby przyjęć nie trafiła osoba, która nie potrafi potwierdzić swojej tożsamości. Pani Elżbieta miała bowiem problemy z pamięcią i orientacją w terenie.
– W połowie sierpnia odbędą się kolejne poszukiwania w lesie. Przyjadą wyszkolone psy z całej Polski. Teren został podzielony na sektory i każdy z nich ponownie zostanie sprawdzony. Działania będą nakierowane na odnalezienie zwłok. Przy czym chcę podkreślić, że wciąż nie wykluczamy żadnego scenariusza zdarzeń – przekonuje policjantka.

Świąt już nie ma

Niemożność wykreślenia jakiejkolwiek wersji trawi rodzinę.
- Każdego dnia towarzyszy nam niepewność. Ona jest najtrudniejsza. I bezsilność. Jeśli stało się najgorsze, jeśli mama nie żyje, chcielibyśmy się z nią odpowiednio pożegnać – mówi córka.
Żaden z dni tego roku nie był podobny do tych z lat poprzednich.
- Mama była urodzoną organizatorką. Motorem i inspiracją naszych działań. Rozdzielała zadania, motywowała nas. A teraz została po niej wielka pustka. W święta staraliśmy się być wszyscy razem. Całą rodziną. Ale były to inne święta. Raczej czas ciszy niż radości – dodaje Natalia.
14 lipca, dzień, w którym mama świętowałaby 66. urodziny, Natalia spędziła na ukochanej działce pani Eli.
– Znajomi umówili się chyba na dyżury przy mnie, bo co chwila ktoś wpadał na kawę. Przyszła też kuzynka mamy. Długo rozmawiałyśmy. Powiedziałam jej, że dziś nawet praca w ogrodzie jest dla mnie trudna. Kwiatki, krzewy – widzę, że mama już nie dba o nie i to jest potwornie smutne. A im brakuje jej ręki – mówi. Nie została na noc w domku.
– Wróciłam do Koszalina. Przejeżdżałam obok tamy, przy której mama weszła do lasu. Poczułam ciarki… Czas nie łagodzi ran. To nie jest prawda. Ciągle czuję, jakbyśmy wczoraj jechali na ten urodzinowy obiad. Jak trzymam w dłoniach telefon swój i mamy. Jak oba ciągle dzwonią. Jak przyjeżdżają policjanci z psami, a tłum ludzi angażuje się w poszukiwania. Pogodzić się z brakiem osoby to jedno, ale z życiem w zawieszeniu między dwoma światami, w niedopowiedzeniu, nie da się – opisuje Natalia.

Żałoba niedomknięta

Do tego dochodzi mnóstwo problemów formalnych. W świetle prawa Elżbieta Giedo żyje. Ma ciągle firmę, musi płacić rachunki. Po długich bataliach udało się załatwić kilka spraw z operatorami sieci komórkowych, z bankiem. Natalia chce zostać kuratorem mamy, by móc w jej imieniu dokonywać formalności, ale decyzje w tej sprawie podejmie sąd.

- Myślę, że szansa, że mama żyje, jest niewielka. Z własnej woli na pewno przez rok nie byłaby w stanie się do nas nie odezwać – mówi. Rodzina funkcjonuje w permanentnym trybie czuwania, który określa się mianem niedomkniętej żałoby. To emocjonalne zawieszenie - z jednej strony bliscy Elżbiety Giedo prowadzą „normalne” życie, bo muszą jakoś funkcjonować; z drugiej zaś zaginiona jest cały czas obecna w ich codzienności. - Jeśli mama nie żyje, chciałabym móc się z nią pożegnać. Pójść na cmentarz, zapalić znicz. Chciałabym mieć pewność… – rozkłada ręce Natalia.

Osoby, które mają jakiekolwiek informacje na temat Elżbiety Giedo, proszone są o kontakt z dyżurnym Komendy Miejskiej Policji w Koszalinie pod numerem telefonu 47 78 415 11 lub 47 78 414 70.

- Wiem, że wiele osób cały czas ma oczy szeroko otwarte. Za to i za każdą pomoc, za wsparcie i zaangażowanie w poszukiwania z całego serca dziękujemy – podkreśla Natalia Wiśniewska.

Joanna Krężelewska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.