Dwaj chłopcy szukają rodziny zastępczej

Czytaj dalej
Fot. Michał Gaciarz
ML

Dwaj chłopcy szukają rodziny zastępczej

ML

Chorzy chłopcy mają małe szanse na adopcję, a pobyt w domu dziecka grozi pogorszeniem zdrowia.

- Mam pod opieką braci, których sytuacja wydaje się beznadziejna. Czekają na adopcję. Niestety, nie ma chętnych. A to byłaby dla nich ogromna szansa - mówi dr Dorota Brygman z poradni neurologii dziecięcej w Miejskiej Przychodni Specjalistycznej w Toruniu.

Jaki los ich czeka?

Chodzi o dwóch chłopców w wieku trzech i czterech lat. Starszy ma mózgowe porażenie dziecięce. Młodszy jest m.in. nadpobudliwy, urodził się jako 12 dziecko i wcześniak.

Chłopcy czekają na adopcję, ale mają nikłe szanse ze względu na stan zdrowia. - Bracia są ze sobą bardzo związani i byłoby cudownie, gdyby ktoś wziął obu, ale skoro to nierealne, to może chociaż jednemu by się udało znaleźć rodzinę - dodaje dr Brygman.

Jej pacjenci robią duże postępy. Starszy coraz więcej mówi. Przedtem tylko leżał, teraz siedzi z podporą. Drugi jest bardzo drobny. Ruchliwy. Ma przepuklinę i niedługo czeka go operacja. Dr Brygman obawia się, że jeśli chłopcy nie znajdą rodziny, która chciałaby się nimi zająć, czeka ich umieszczenie w domu dziecka. A wtedy to, co udało się osiągnąć podczas terapii, cofnie się. Szkoda tego.

- Piecza rodzinna jest najlepsza, ale te dzieci mają bardzo poważne problemy zdrowotne. Niestety, wśród naszych rodzin adopcyjnych, nawet kandydatów za granicą, do tej pory nie było odzewu - tłumaczy Maria Posłuszna-Owcarz, wicedyrektor Kujawsko-Pomorskiego Ośrodka Adopcyjnego w Toruniu, oddział we Włocławku. - Nadal szukamy. Jesteśmy za tym, żeby chłopcy zostali razem. Zakwalifikowani są do rodziny adopcyjnej, ale byłoby też zasadne, żeby znaleźli specjalistyczną rodzinę zastępczą. Potrzebna jest rodzina, która się im poświęci, przeorganizuje dla nich swoje życie. Wymagają pracy, uwagi, rehabilitacji.

Aktualnie chłopcy są pod opieką rodzinnego pogotowia opiekuńczego pod Lipnem.- U mnie są i tak za długo- mówi Hanna Kowalska, prowadząca pogotowie. - Chciałabym ich uchronić przed domem pomocy społecznej. Młodszy teraz chodzi, jest w miarę samodzielny, sandałki sam włoży. Starszy przemieszcza się na kolanach, co jest dużym sukcesem. Jak chłopcy trafili do mnie, to tylko leżeli. Uważam, że wszystko jest do nadrobienia.

W Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie w Lipnie doskonale znają sytuację braci. - Jeżdżę do tego pogotowia. Pani Kowalska wspaniale się chłopcami opiekuje, ale zgodnie z przepisami może to robić tylko do ośmiu miesięcy - mówi Anna Głąb, koordynator z PCPR. - My też poszukujemy dla nich rodziny, co jest bardzo trudne, chociaż mają uregulowaną swoją sytuację prawną.

ML

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.