Dwa litry napoju, paczka drażetek. I dzieci miały być zadowolone

Czytaj dalej
Fot. Tomasz Czachorowski
Katarzyna Piojda

Dwa litry napoju, paczka drażetek. I dzieci miały być zadowolone

Katarzyna Piojda

Taki upominek dostało każde dziecko na największej imprezie gwiazdkowej w regionie. Miały być jeszcze książki, ale organizatorzy wyjęli je z paczek. To dlatego, żeby było sprawiedliwie.

O tym, że vipy z województwa pojawią się na imprezie charytatywnej organizatorzy informowali od kilku dni. Zaproszono marszałka województwa, prezydenta Bydgoszczy, kuratora oświaty, biskupa Tyrawę. I wiele innych osobistości.

- Ale o tym, że dzieciom odebrano droższe prezenty, było cicho - mówią oburzeni opiekunowie po tym, co wydarzyło się na imprezie mikołajkowej w bydgoskiej hali „Łuczniczka”.

Caritas Diecezji Bydgoskiej, współorganizator zabawy, przygotowała dla dzieci paczki, a w nich m.in. książki. - Okazało się, że nie dla wszystkich małych gości by wystarczyło książek, więc już podczas imprezy wyjęliśmy je z paczek - wyjaśnia Małgorzata Cieślak, organizatorka z Caritas. - Niestety, dzieci to widziały.

I było im przykro. Dostały po napoju i paczce drażetek. - Niektóre dzieci mogły pomyśleć, że są gorsze, skoro nie zasługują na „lepsze” prezenty, czyli te z książkami - uważa dr Adam Musielewicz, socjolog z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. - Dziecko odbiera rzeczywistość taką, jaką widzi. A w tym przypadku widziało, jak ktoś z paczek wyjmuje coś, co było dla nich przeznaczone. To sprawia, że dziecko czuje się niesprawiedliwie potraktowane. Obniża się jego samoocena.

Sławomir Piotrowski, szef organizacji charytatywnej „Sławek i przyjaciele” z Bydgoszczy, też był na mikołajkach. Rozdawał dziewczynkom i chłopcom odblaski do plecaków. Uważa, że to, do czego doszło, było durne.

- Znam dobrze Małgosię z Caritas, ona nie od dziś przygotowuje podobne akcje - podkreśla Piotrowski. - Wzięła winę na siebie i chwała jej za to, ale to nie jej błąd. Nie ona wyciągała książki. Nastoletni, przeważnie niedoświadczeni wolontariusze to zrobili. Chcieli dobrze, bo przecież chcieli rozdać prezenty sprawiedliwie. Tak, żeby każde dziecko w paczce dostało jednakowy upominek. To dlatego wyciągnęli książki. Mogli to zrobić np. pod ladą czy w osobnym pomieszczeniu, a oni to zrobili w obecności dzieci.

Małgorzata Cieślak przeprasza za zamieszanie. I obiecuje, że książki i tak trafią do potrzebujących dzieci.

- Przygotujemy kolejne paczki, tym razem ze wspomnianymi książkami i artykułami szkolnymi. Wydamy prezenty naszym podopiecznym jeszcze przed świętami - zapowiada. - A na tej imprezie dostaliśmy nauczkę.

Katarzyna Piojda

Miałam 6 lat, gdy postanowiłam zostać dziennikarką. I tak też wyszło. Piszę o bezrobotnych, bezdomnych, ubogich, czyli o ludziach, którzy znaleźli się na życiowym zakręcie i trudno im z niego wyjść. Samo pisanie w tym przypadku to za mało. Staram się więc im pomóc wyjść z tego zakrętu. Zajmuję się także tematyką bydgoskiej oświaty. Piszę również do serwisów Regiodom.pl i Strefa Biznesu.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2023 Polska Press Sp. z o.o.