DLACZEGO?! Klaudia i Patrycja nie żyją. Trzech podejrzanych za kratami [wideo, zdjęcia]

Czytaj dalej
Fot. Joanna Bejma
Joanna Bejma

DLACZEGO?! Klaudia i Patrycja nie żyją. Trzech podejrzanych za kratami [wideo, zdjęcia]

Joanna Bejma

Klaudia i Patrycja zostały zamordowane. Jak? Komu zawiniły? W Barcinie mnożą się pytania. Nie zasłużyły na śmierć. Nie teraz, nie w taki sposób. Obie spoczęły na tutejszym cmentarzu.

Klaudia. Śliczna brunetka. Na jednej z fotografii, w różowej sukience, siedzi na schodach bulwarowych nad Notecią. Na kolejnym pozuje przy moście, przy kładce. Następne to urocze selfie.

- Robiłem większość tych zdjęć. Ona była dla mnie jak siostra. Zwierzaliśmy się sobie, nawet przez krótki czas byliśmy parą. Towarzyska, uprzejma, lubiana, chętnie poznawała nowych ludzi, pomagała im. Taka mała psycholożka - mówi przyjaciel nastolatki.

I te jej oczy. Duże. Niebieskie. Spoglądają na wszystkich, którzy odwiedzają facebookowy profil 15-latki. Chcą choć na chwilę spojrzeć na zdjęcia i jak najdłużej zachować Klaudię w pamięci...

Patrycja. 1 sierpnia obchodziła 23. urodziny. „Patrycja!!!! zdrowia, szczęścia, radości i uśmiechu każdego dnia życzę” - napisała koleżanka. Kolejna przesłała bukiet wirtualnych stokrotek, inna tort. Trzy dni później znajomi nie mogą uwierzyć, że nie żyje. "Patrycja, spoczywaj w Bogu, nie zasłużyłaś na tak straszną śmierć" - to wpis z 8 sierpnia. Ostatni.

Zostały zamordowane. Jak? Dlaczego? Komu zawiniły? Czy cierpiały? Nie ma chyba mieszkańca Barcina, który nie zadawałby sobie tego pytania.

O tym, co się stało mówią: - Szok.
I nie dowierzają.

Olbrzymi żal, rozpacz, lament, morze łez towarzyszyły ostatnim pożegnaniom dziewcząt. Z ich śmiercią trudno się pogodzić.
Joanna Bejma Klaudia i Patrycja spoczęły na barcińskim cmentarzu. Kilkadziesiąt metrów od siebie.

Choć odeszły, pozostaną w sercach. Na zawsze

Z opowieści przyjaciół, rodziny, sąsiadów wyłaniają się dwie różne osoby: Klaudia - otoczona wianuszkiem znajomych, Patrycja - raczej wycofana, żyła we własnym świecie.

- Najczęściej widywałem ją razem z Klaudią. Były sąsiadkami. Czy się przyjaźniły? Nie, to za dużo powiedziane. Patrycja nie miała nikogo, a tak jak każdy chciała z kimś pogadać, zwierzyć się. Wtedy Klaudia była najbliżej - dodaje chłopak. Zastrzega, że nie chce wystąpić pod prawdziwym imieniem. Chętnie opowiada, ale teraz wciela się w „Dominika”.

Z daleka od domu

Piątek, 5 sierpnia. Pojawiają się pierwsze informacje, że poszukiwana od 3 sierpnia Klaudia nie żyje. W internecie poruszenie. Lawina komentarzy. Pierwsze kondolencje.

Za chwilę kolejna tragiczna informacja.
Nie żyje Patrycja.

Wszystko zdarzyło się błyskawicznie. Klaudia wyszła z domu 3 sierpnia. Nie wróciła na noc. 4 sierpnia, za osiem pierwsza w nocy, ojciec Klaudii, Henryk, otrzymuje telefon. Ktoś żąda okupu - 10 000 złotych. Jak nie zapłaci - zobaczy córkę w worku. Około drugiej zawiadamia policję.

Zakończenie historii, najgorsze z możliwych. Śmierć. Około północy w nocy z 4 na 5 sierpnia policja odnajduje ciała 15-latki i 23-letniej Patrycji. Prawie trzydzieści kilometrów od domu. W trzcinach w jeziorze Wiecanowskim w Chałupskach.

Policjanci docierają do 21-letniego Marcina K., który wskazał miejsce ukrycia ciał. Mężczyzna miał powiedzieć także, że razem z Zachariaszem Z. zamordowali obie młode kobiety. W środę, 3 sierpnia, ofiary miały być widziane, jak wsiadają do samochodu Marcina. W piątek wieczorem zatrzymany zostaje 45-letni Sławomir G. Wszyscy to mieszkańcy powiatu mogileńskiego. Wszyscy z kartotekami. Cała trójka szybko usłyszała zarzuty podwójnego morderstwa i trafiła do aresztu. Maciej K. i Sławomir G. na trzy miesiące Zachariasz Z. na miesiąc.

W całej tej historii pojawia się jeszcze 17-letnia Ruth. Barcinianka. Policja przesłuchuje ją w charakterze świadka i zwalnia do domu. Ale mieszkańcom miasta nie daje to spokoju, bo... to dziewczyna Zachariasza Z.
Jest w ciąży.

Wielu otwarcie mówi, że musiała maczać w tym palce, podobno nie lubiła się z Klaudią. Miały się pokłócić.

- Ruth była nieszkodliwa. Chodziła sobie z tym Zachariaszem. Żyła swoim życiem. Dobrze znałem Klaudię, Ruth praktycznie się w jej życiu nie pojawiała. Ja przynajmniej jej nie widziałem. Ruth tam fizycznie być nie mogło - uważa przyjaciel 15-latki.

Koszmarny widok

Sekcję zwłok dziewcząt przeprowadzono w sobotę, 6 sierpnia, rano, w Zakładzie Medycyny Sądowej w Bydgoszczy. Prokuratura podaje jedynie, że biegły z dużym prawdopodobieństwem ustalił przyczynę zgonu. Pobrano też próbki do badań histopatologicznych, toksykologicznych i biologicznych.

- Takie badania trwają od dwóch do nawet sześciu tygodniu. Potwierdzą lub zaprzeczą pewnym wątkom, które pojawiają się w tej sprawie - informuje Agnieszka Adamska-Okońska z Prokuratury Okręgowej w Bydgoszczy.

Aresztowani mężczyźni złożyli niespójne zeznania i nie przyznają się do podwójnego zabójstwa.

Ciało Klaudii identyfikował brat, Bartłomiej. - Była też ciocia. Mamy by nie wpuścili, jest w strasznym stanie. Pokazali mi zdjęcie twarzy, nie widziałem ciała. Nogi się pode mną ugięły, nie poznałem jej... Nie poznałem własnej siostry! Cała zmasakrowana... Miałem takie małe zdjęcie. Wyciągnąłem dla porównania. Poznałem ją po nosie, włosach... Patrycja miała wyglądać tak samo. Może gorzej. Rodzinie też pokazali tylko zdjęcie... Nie mogę jeść, nie mogę spać, nikt nigdy nie widział takiego koszmarnego widoku... - mówił Bartłomiej dzień przed pogrzebem.

- Pokazali mi zdjęcie twarzy, nie widziałem ciała. Nogi się pode mną ugięły. Nie poznałem własnej siostry!

- Klaudię wszyscy lubili. Była jak każda nastolatka, lubiła ładnie wyglądać, mieć fajne ciuchy - wspomina po chwili.

- Nie chciałem, żeby zadawała się z Patrycją. Mówiłem, że nic dobrego z tego nie wyjdzie. Ona nie miała rodziców, wcześnie ich straciła. Miała problem z alkoholem. Słyszałem, jak 3 sierpnia rozmawiała z kimś przez telefon. Mówiła jak dojechać do Barcina. Pewnie rozmawiała z nimi - wzdycha Bartłomiej.

- Nie widziałem tu wcześniej żadnych obcych ludzi, nie z Barcina. A Ruth? Ludzie mówią, że miały się szarpać. O godzinie 22, 3 sierpnia, mam świadka na ulicy 4 Stycznia, który widział dziewczyny z Ruth, choć ona twierdzi, że o tej porze była w domu. Nie wiem, ja tego nie widziałem. Jak ludzie tak twierdzą - niech idą na policję i wszystko opowiedzą - kontynuuje brat Klaudii.

- Nad tą kamienicą krąży jakieś fatum. W pożarze dziesięć lat temu zaczadziła się matka Patrycji, niedawno zmarło dwóch sąsiadów, teraz to - kończy nerwowo.

Nieoficjalnie: dziewczyny miały zostać utopione, prawdopodobnie też zgwałcone.

- Ale tego ostatniego nikt mi nie powiedział. Prokuratura nic nie ujawnia - mówi Bartłomiej.

Mleko dla Klaudii

Dramat. Wielka strata i wielkie współczucie. Nikt, kto jest rodzicem, nie chce stracić dziecka w taki okropny i bestialski sposób. - Klaudia to było jeszcze dziecko, miła, zawsze „dzień dobry” powiedziała. Ale zadawała się z nieciekawym towarzystwem - mówi Janusz Krause, były nauczyciel dziewczyny.

We wrześniu miała rozpocząć naukę w trzeciej klasie barcińskiego gimnazjum. Uczyła się przeciętnie.

- Chciała skończyć szkołę - informuje Krzysztof Kucaj, chrzestny 15-latki. - Mówiła, że chce zostać fryzjerką albo kosmetyczką - dodaje Alan 10-letni kuzyn dziewczyny. Na podwórku, przed domem, czasami grali w siatkówkę. Na pogrzebie, przed trumną niósł jej zdjęcie.

Klaudia mieszkała tylko z mamą. Rodzice byli po rozwodzie. Sąsiedzi i znajomi dziewczyny mówią, że była przywiązana do ojca. - Widziałam raz kiedyś, jak Heniu niósł do Klaudii dwie takie torby wypchane. Innym razem pytam, Heniu co tam masz. „Mleko dla Klaudunii” powiedział - wspomina ze smutkiem jedna z mieszkanek starego miasta.

- Przychodziła do mnie. Często bywała. Sprzątała, z odkurzaczem biegała. Mówiła do mnie tatko, tatulku... Bardzo tęsknie, bardzo... - szlocha ojciec.

- A Patrycja? Była zagubiona. Potrzebowała jakiś wzorców. Ale też ciężko było jej pomóc. Nikt, kto jest sam na świecie, nie może być szczęśliwy - twierdzi natomiast Dorota Dokładna - szefowa Miejsko-Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Barcinie.

Dziewczyna była m.in. w rodzinie zastępczej, ale i tak wylądowała na strychu kamienicy, w której mieszkała też Klaudia. Leczyła się z nałogu.

Dlaczego?

Olbrzymi żal, rozpacz, lament, morze łez towarzyszyły ostatnim pożegnaniom dziewcząt. Z ich śmiercią trudno się pogodzić. Z dziewczynami nikt nie mógł się pożegnać. Wziąć ostatni raz za rękę, czy pogłaskać po głowie. Trumna Klaudii była zaplombowana, ciało Patrycji spalono. Spoczęła w grobie razem z rodzicami.

- Ciągle zadaję pytanie: dlaczego? Co ona komu zrobiła?- mówił dzień przed pogrzebem Bartłomiej. - Nurtuje mnie jeszcze jedno: gdzie oni je zabili? Tu w Barcinie, czy już tam w Chałupskach?

Edmund Napierała, ksiądz ze starego miasta, nie chciał pochować Klaudii. Miała nie chodzić do kościoła. Ludzie są oburzeni. - No co to za wymyślania, w takiej chwili, w takiej sytuacji! Wstyd! - komentują. Z Patrycją miało być podobnie.

Na pogrzebie nastolatki piękną mszę i mowę pożegnalną odprawił za to ksiądz Marcin Zaborowicz z sąsiedniej parafii. Uczył ją religii. Na pogrzeb Klaudii przyszło wielu znajomych. Pożegnali ją czerwonymi i kremowymi różami z czarnymi wstążkami. Na cmentarzu nie było nikogo, kto nie uroniłby choć jednej łzy. Dla niektórych było to tak dramatyczne przeżycie, że nie mogli dotrwać do końca. Oddalali się zalani łzami.



„Pokój Ci wieczny w cichej krainie, gdzie ból nie sięga, gdzie łza nie płynie, gdzie słyszysz Boga głos serdeczny, pokój Ci wieczny”, „Nie znałam dziewczyn a mimo to serce pęka”, „Klaudia dziecko - śpij w spokoju”, „Dziewczyna taka młoda. Nie zasłużyła na tak szybki koniec”, „Na zawsze będziesz w moim sercu, „Pomogłaś mi, ja Tobie nie zdążyłem. Mam nadzieję, że po drugiej stronie będzie Ci lepiej. Żegnaj”... - to mała część pożegnalnych wpisów.

Na pogrzeb do Patrycji przyszła także rodzina Klaudii. Po ceremonii tata dziewczyny ukląkł i się rozpłakał.

Niech doświadczą cierpień

Niektórzy w Barcinie nie owijają w bawełnę. Mówią „śmierć za śmierć”. - Śmierć dla tych zwyrodnialców byłaby przyjemnością. Powinni do końca życia pracować w ciężkich kamieniołomach o chlebie i wodzie. Niech doświadczą cierpień, których doświadczyły Klaudia i Patrycja - mówi przyjaciel tej pierwszej.

- Powinni dać ich ludziom, oni by wiedzieli co mają zrobić - komentowała po pogrzebie Patrycji jedna z barcinianek.

Joanna Bejma

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.