Dariusz Martynowicz: Czas na zmianę w polskiej szkole

Czytaj dalej
Fot. Anna Kaczmarz / Dziennik Polski / Polska Press
Maria Mazurek

Dariusz Martynowicz: Czas na zmianę w polskiej szkole

Maria Mazurek

Dariusz Martynowicz, polonista w Małopolskiej Szkole Gościnności w Myślenicach, został wyróżniony tytułem "Człowieka Roku" za ciekawe rozwiązania edukacji zdalnej, za rozsądną i kreatywną przemianę edukacji tablicowej w online'ową.

Co jest nie tak w polskich szkołach?

Największy problem leży w tym, że polski system edukacji jest zbudowany na modelu pruskim. Każdy w szkole się kogoś boi: uczeń zazwyczaj nauczyciela, nauczyciel - dyrektora, a dyrektor - kuratora. Brakuje przestrzeni na kreatywność, autonomię, na pracę projektową z uczniem. Klasy są wciąż zbyt liczne, w liceum liczą powyżej 30 uczniów. W niektórych środowiskach nauczyciele, którzy chcą coś zmienić i bardzo się angażują w pracę, są obiektem zazdrości kolegów po fachu i skutecznie demotywowani.

Jak to możliwe, że wszystko się zmienia: technologie, społeczeństwa, a szkoła wciąż jest oparta na systemie stworzonym w XIX wieku, który miał kształcić lojalnych urzędników i wojskowych?

Każdy polski rząd traktuje szkołę jak piąte koło u wozu. Politycy od lat - bez względu na partię - nie podchodzą do tematu edukacji poważnie i nie dopuszczają nas do głosu. Brakuje zaufania do nauczycieli. Nauczyciele muszą się z wszystkiego rozliczać, a bywa, że są zastraszani. Wszędzie dużo biurokracji, a ten czas można byłoby poświęcić uczniom. Wielu z nas tonie w tym absurdzie. Toniemy też w absurdzie niemocy, co było widoczne szczególnie podczas nauczania zdalnego.

Co ma pan na myśli?

Nauczyciele znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji. Nie słyszałem o żadnym programie szkoleniowym MEiN na początku pandemii, który by nam realnie pomógł. Nauczyciele zostali sami. Każdy robił, co mógł. Wsparcie techniczne w formie infolinii dla nauczycieli, zostało uruchomione... w styczniu 2021 roku, kiedy już właściwie nikt z nas pomocy technicznej nie potrzebował.

Ale dzięki temu ten czas był niesamowicie twórczy - powstało „nauczycielskie podziemie internetowe”; pedagodzy zaczęli szukać na własną rękę wsparcia, różnych grup, w których mogą wymieniać się fajnymi pomysłami na lekcje zdalne, przedyskutować różne problemy. Powstały też ruchy głośniej domagające się zmian w szkole. Jestem nie tylko nauczycielem, ale też trenerem edukacyjnym; od lat wspieram nauczycieli, prowadziłem więc bardzo wiele szkoleń dla szkół i widziałem, jak chcą się uczyć, chcą pomóc swoim uczniom.

Ci nauczyciele, którym się chce. Bo sporo jest chyba takich, którym się nie chce?

Nie powiedziałbym, że „sporo”. W każdej grupie zawodowej jest jakiś odsetek ludzi, którzy niepoważnie podchodzą do obowiązków. Zdecydowana większość nauczycieli to jednak świetni ludzie; mądrzy, odważni, kreatywni, którym bardzo zależy. Ale czasem dochodzą do ściany. Podczas strajku mówiliśmy wyraźnie, że nie chodzi nam tylko o pieniądze, ale też o zmianę modelu nauczania; żeby było w nim więcej powietrza, więcej przestrzeni, by podejść indywidualnie do ucznia. Nawet jeśli jest się fantastycznym nauczycielem i przygotowuje się kreatywne lekcje, to czasem w 33-osobowej klasie dzieciaki gdzieś nam umykają, nie można ich zapisać w serduchu, poświęcić im tyle czasu, ile byśmy chcieli.

No i jest kwestia mało konkurencyjnych zarobków nauczycieli.

Mało konkurencyjnych? Powiem ostrzej: one są na żenującym poziomie. Polscy nauczyciele zarabiają prawie najmniej w Europie, a w coraz większej liczbie szkół brakuje nauczycieli np. informatyki czy fizyki. Niedawno rozmawiałem z moją absolwentką, opowiadała, że w wakacje dorabiała jako kelnerka. Przez miesiąc zarobiła więcej niż ja. A dodam, że jestem nauczycielem dyplomowanym i żaden poważny awans finansowy już mnie nie czeka. Co mają powiedzieć nauczyciele, którzy dopiero zaczynają pracę po studiach, nie mają wychowawstwa, dodatku stażowego? Bardzo mnie boli, że młodzi ludzie nie chcą być w przyszłości nauczycielami.

Po co więc zostaje się nauczycielem?

Z pasji. Nie da się inaczej tego wytłumaczyć. Ważne są w tej pracy także pewne momenty trudne do zdefiniowania - pomagasz uczniowi, gdy nie chce mu się żyć, a gdy jesteś zniechęcony, przychodzi nagle niespodziewana wiadomość od absolwenta, który dziękuje za lekcje z tobą i pisze, że wiele zmieniły w jego życiu. Dlatego w tym zawodzie, mimo niesprzyjającego klimatu, wciąż jest tylu świetnych ludzi. Tylko dobrze by było zostawić im przestrzeń na pracę projektową z uczniem, na budowanie relacji, na kreatywność. Tym bardziej że podstawa programowa nie jest najlepiej dobrana. Weźmy kanon lektur, który nam zaproponowano do czteroletniego liceum. Nie różni się wiele od kanonu, który przerabiałem jako licealista w latach dziewięćdziesiątych. Tak, jakby w polskiej i światowej literaturze nic po 2000 roku się nie wydarzyło. To dobijanie czytelnictwa. Myślę, że czas pandemii dobitnie pokazał, że w szkole najważniejsze są kreatywność i relacje, a nie oceny i podstawa programowa.

Te relacje chyba bardzo ucierpiały?

Tak. We wrześniu zostałem wychowawcą pierwszej klasy liceum. Uczniowie mieli ze sobą miesiąc kontaktu, potem przeszli na nauczanie zdalne. Kilka tygodni przed wakacjami wrócili do szkół - większość wcale tego nie chciała, uważała, że to nie ma już sensu - i widzę, jacy są pozamykani. Robię, co mogę. Teraz jest szczególnie ważny moment dla każdego wychowawcy; musimy być czujni i uważni, żeby przyjrzeć się temu, co się podziało w uczniach. Ta pomoc powinna być najważniejsza, nie oceny.

Ale po powrocie do szkół oceny i tak musieliście wystawić.

Ja zrobiłem coś nieschematycznego i wbrew pruskiej szkole. Powiedziałem uczniom: „Jeśli chcecie wyższą ocenę, zaskoczcie mnie. Przygotujcie to, co tylko chcecie. Chciałbym, żebyście podczas projektu popracowali nad czymś, co jest waszym słabym punktem”. Prace, które dostałem, były fenomenalne. Jedna uczennica przygotowała lap book („lap book” to taka książka z zakładkami, dodatkami, warstwami) z „Antygony”, bo - jak się przyznała - nie przeczytała tego dramatu. Inny uczeń przygotował teatr kukiełkowy. Niektórzy pisali wiersze, opowiadania, tworzyli animacje, powstała gra planszowa o „Dżumie”. Nie było ani jednej pracy na „odczep się”. Pomyślałem, że to jest właśnie to: czasem wystarczy dać uczniom przestrzeń i się usunąć. Oni naprawdę mają w sobie potencjał, ale trzeba pozwolić im zaprezentować, kim są, co czują, co jest dla nich ważne.

Jak pan zmienia szkołę?

Biorę uczniów na Bałkany, by poznali inną kulturę, historię - to najlepsza lekcja człowieczeństwa, szacunku i tolerancji. Pokazuję, że ważny jest drugi człowiek - w V LO w Krakowie, gdzie pracowałem przez 14 lat, organizowałem świąteczne koncerty charytatywne, podczas których przez 11 lat zebraliśmy prawie 100 tys. złotych na krakowskie hospicja, integrując całą szkolną społeczność. Stawiam na dialog i kreatywne działania uczniów. Zawsze daję im szansę. Wspieram polskich nauczycieli, pomagam im zmienić warsztat pracy, poznać nowe narzędzia, organizuję społeczne kampanie, jak na przykład tę z Superbelframi „Każdy człowiek jest ważny”, włączam się w działania innych nauczycieli, bo ważne, żeby działać razem. Między innymi za te działania zostałem wyróżniony nagrodą specjalną w konkursie im. Ireny Sendlerowej „Za naprawianie świata”. Będę mógł dzięki temu odnowić pracę dzieci - zniszczony przez chuliganów mural między Pcimiem a Stróżą. Walczę o oddech w polskiej szkole.

Jak zawalczyć od ten oddech, skoro problem tkwi w systemie?

Oddolnie. Coraz silniejszy jest ruch polskich nauczycieli, którzy czują potrzebę zmiany. Chcemy szkoły żywej, w której jest miejsce na rozmowę, na nowoczesne narzędzia, projekty. W lipcu zeszłego roku założyłem na facebooku grupę dla nauczycieli „Progresownia (Czas na progres)”; organizuję na niej warsztaty, webinary, pokazuję różne narzędzia, dzielę się pomysłami. Należy do niej już kilkanaście tysięcy polskich nauczycieli. Od 1 lipca - jako dyrektor Niepublicznej Placówki Doskonalenia Nauczycieli „Centrum Edukacji i Rozwoju PROGRESOWNIA” - będę działał bardziej kompleksowo i systemowo. Ale ważnych inicjatyw jest więcej: Superbelfrzy RP, Szkoła dla innowatora, specjalni.pl, Digitalni i kreatywni, Klikankowo, Myślografia. Bo nauczyciele chcą się uczyć, wymieniać doświadczeniami. Chcą zmieniać polską szkołę. A ja wierzę w zmianę przez przykłady dobrych praktyk. I wierzę, że ta zmiana polskiej szkoły jest możliwa. Wierzę w mądrość polskich nauczycieli.

Maria Mazurek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.