Darcy Ward pogodzony z losem. Uczy się życia od nowa

Czytaj dalej
Fot. Mariusz Kapala
Magdalena Zimna

Darcy Ward pogodzony z losem. Uczy się życia od nowa

Magdalena Zimna

Nieważne ile pieniędzy dostanę, jak dobrzy będą lekarze. Już nic nie mogę zrobić. I to jest najtrudniejsze - mówi młody Australijczyk.

Ward, udzielił obszernego wywiadu brytyjskiemu dziennikowi Daily Echo. Opowiedział o fatalnych wydarzeniach z sierpnia tego roku; o wypadku w Zielonej Górze, po którym nie odzyskał czucia w nogach i tym, jak teraz wygląda jego życie.

- Sam upadek pamiętam, ale nocy po nim już nie. Mam przed oczami moment uderzenia w koło motocykla Artioma Łaguty. Pamiętam, że ludzie podbiegli do mnie i pytali czy wszystko w porządku. Wiedziałem, że złamałem ramię, bo mnie bardzo bolało, ale więcej nie czułem nic - mówił. W szpitalu działały leki, a kiedy Ward się ocknął, zaczęły docierać do niego fatalne informacje. Zawodnikowi ciężko było pogodzić się z diagnozą (przerwany został u niego rdzeń kręgowy), która brzmiała jak wyrok. W tych najgorszych chwilach mógł liczyć na wsparcie rodziny, przyjaciół i kibiców. Podtrzymywali go na duchu, zbierali też pieniądze na drogą rehabilitację w Wielkiej Brytanii. - Pierwsze 1,5 miesiąca szybko minęło. Trwał sezon, oglądałem mecze play off, turnieje Grand Prix. Zawsze w nich o mnie wspominano, to mnie podtrzymywało na duchu. Gdy sezon się skończył było trudniej - opowiadał. - Na szczęście cały czas jest ze mną moja dziewczyna Lizzie. Dzięki niej codziennie wstaję i poddaję się kolejnym zabiegom.


Press Focus/x-news

Ward wciąż zastanawia się, co by było, gdyby nie zdecydował się na przenosiny z Torunia do Zielonej Góry. - Pewnie nie powinienem podpisywać kontraktu z Falubazem, narobiłem obie wielu wrogów wśród moich fanów w Toruniu, ale chciał być ważnym zawodnikiem w wielkim klubie i awansować do play-off - tłumaczył. - Ta opcja wydawała mi się wtedy najlepsza.

Co by było, gdyby nie przeniósł się do Zielonej Góry? Teraz to już nie ma znaczenia. Życie Australijczyka zmieniło się o 180 stopni i trzeba się go od nowa nauczyć. - Zaakceptowanie tego zajęło mi ponad dwa miesiące, choć wciąż zdarzają się dni, kiedy jest ciężko. Nieważne, ile pieniędzy dostanę nieważne, jak dobrzy będą lekarze, nie mogę nic z tym zrobić. I to jest najtrudniejsze - dodał.

Na łamach Daily Echo Ward podziękował też za wsparcie: rodzinie, przyjaciołom, kolegom z toru i kibicom. W Polsce w akcję pomocy dla kontuzjowanego żużlowca włączyli się też znani sportowcy z innych dyscyplin, m.in. przekazując pamiątki na specjalne aukcje.

Magdalena Zimna

W "Pomorskiej" pracuję już ładnych kilkanaście lat, od początku w dziale sportowym. Najpierw w roli początkującego reportera, potem dziennikarza i wydawcy. Teraz kieruję pracą działu.


Nadal chętnie piszę - o sporcie w regionie, kraju, czasem i na świecie. O tym co dzieje się w halach, na boiskach, stadionach, a czasem również wokół nich. Najwięcej - o wydarzeniach z żużlowych torów, zwłaszcza bydgoskiej Polonii. Z ciekawością przyglądam się jednak również innym klubom i dyscyplinom.


Przy tym wszystkim staram się łączyć "starą szkołę" z wyzwaniami, jakie niesie za sobą współczesne dziennikarstwo.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.