Cztery miesiące w kamaszach i z bronią [reportaż]

Czytaj dalej
Fot. Roman Laudański
Roman Laudański

Cztery miesiące w kamaszach i z bronią [reportaż]

Roman Laudański

Pięćdziesięciu ochotników w ramach służby przygotowawczej do Narodowych Sił Rezerwowych od 6 września uczy się wojennego fachu. Przyszli do 2. Pułku Inżynieryjnego w Inowrocławiu na cztery miesiące. W poniedziałek dowódca wręczył im broń.

W imieniu Rzeczpospolitej Polskiej wręczam panu broń - takie słowa z ust dowódcy - pułkownika Marka Wawrzyniaka usłyszeli: Damian, Bartłomiej, Mateusz i Dominik. W poniedziałkowy poranek na głównym placu 2. Pułku Inżynieryjnego w Inowrocławiu odbyła się uroczysta zbiórka. Na kilkunastu żołnierzy ubranych w mundury wyjściowe czekały awanse. Kilkunastu innych rozpoczynało właśnie pracę w jednostce. Dla 50 ochotników służby przygotowawczej była to również ważna chwila. - Wręczenie broni to dla żołnierza doniosły moment - podkreśla płk Wawrzyniak. - Każdy czeka na chwilę, w której dostanie broń do ręki, karabin na całą służbę. W 1990 roku na Wyższej Szkole Oficerskiej Inżynierii Wojskowej we Wrocławiu Marek Wawrzyniak po raz pierwszy dostał broń do rąk. Teraz, jako dowódca pułku, uroczyście wręcza ją tym, którzy trafili do jednostki na służbę przygotowawczą.

Cztery miesiące w kamaszach i z bronią [reportaż]
Roman Laudański

- To był zaszczyt, ale i stres - opowiadali po uroczystej zbiórce Damian, Bartłomiej, Mateusz i Dominik. - Najważniejsze dowództwo patrzy, właściwie cała jednostka ma cię na widoku. A ty chciałbyś wypaść jak najlepiej. Kropelki potu lecą po plecach ze strachu. Trzeba było dać radę.

Niestety, nie wszyscy dali, bo podczas uroczystości zasłabło trzech żołnierzy służby przygotowawczej. - Zawsze powtarzam żołnierzom, że przed takimi uroczystościami należy się dobrze wyspać i zjeść śniadanie, to wytrzymają nawet w dużym słońcu - komentuje dowódca.

W jakim nastroju i z jakimi oczekiwaniami Damian, Bartłomiej, Mateusz i Dominik rozpoczynają swoją przygodę z wojskiem?

- Mężczyzna ma dryg do broni. Z tym się urodził - tłumaczą. - Jak trzeba będzie iść na wojnę, to będziemy bronić kraju. Musimy nauczyć się jak najlepszej obsługi broni. Jak będzie z celnością? Zobaczymy - mówią. - Nikt nie rodził się idealny.

- Głupi jest ten, który się nie boi - dodają. - Strach zawsze musi być, ale trzeba go przezwyciężyć. Innej opcji nie ma. Kiedy pytam, czy tylko mężczyźni powinni służyć w wojsku, oddają decyzję paniom.

Żołnierze służby przygotowawczej nie ukrywają, że czasy mamy, jakie mamy: niestabilność krajów graniczących z Polską widać gołym okiem. O coraz częstszych zamachach terrorystów też wszyscy słyszymy. Trzeba być przegotowanym na najgorszy scenariusz. Dlatego nawet dla siebie samego trzeba przejść przeszkolenie wojskowe. Wtedy wiesz, że będziesz potrafił podnieść broń, by bronić własnego kraju, własnej rodziny.

Cztery miesiące w kamaszach i z bronią [reportaż]
Roman Laudański

Kapitan Sebastian Dyląg, dowódca kompanii w której służą Damian, Bartłomiej, Mateusz i Dominik tłumaczy, że podczas czteromiesięcznego szkolenia młodzi żołnierze nauczą się podstawowych zasad żołnierskiego zachowania się, posługiwania się bronią oraz podstawowych zasad taktyki. Pod koniec listopada rozpoczną szkolenie specjalistyczne (w specjalnościach: saper, zwiadowca i obsługa elektrowni polowych).

I choć Narodowe Siły Rezerwowe (powstały po zlikwidowaniu powszechnego poboru) nigdy ani nie osiągnęły zakładanej wielkości 20 tys., ani nie cieszyły się dobrą opinią wśród niektórych wojskowych ekspertów i polityków, to nie brakuje chętnych do służby w ramach NSR.

Wszędzie ich było pełno

Pułkownik Marek Wawrzyniak, dowódca 2. pułku inżynieryjnego przyznaje, że rok 2016 jest wyjątkowy dla żołnierzy jednostki. Uczestniczyli w organizacji uroczystości 1050 rocznicy chrztu Polski, Światowych Dni Młodzieży, ćwiczeniu Anakonda - 16. Każde z tych wydarzeń - z uwagi na ich rangę - traktowali priorytetowo.

Do rocznicy chrztu Polski przygotowania rozpoczęli w marcu na poligonie w Łojewie, gdzie szkoliły się oddziały przeprawowe oraz pododdziały ze Szczecina, Chełmna, i Brzegu. Następnie batalion pontonowy przemieścił się w rejon Lednicy, gdzie z marszu urządzili 200-metrową przeprawę mostową na Ostrów Lednicki. Światowe Dni Młodzieży 2016 to budowa czterech mostów na terenie Campus Miseracordiae łącznej długości 336 m. Podczas ćwiczeń Anakonda - 16 urządzili przeprawę na Odrze dla Brytyjczyków oraz przeprawę pozorną.

Od kilku dni żołnierze inowrocławskiego pułku budują most w miejscowości Klarów na rzece Wieprz (gmina Milejów). - Działamy na terenie całej Polski, ponieważ pułk jest dyslokowany w kilkunastu miejscach - wyjaśnia dowódca. - W sierpniu, w ramach Europejskich Dni Dobrosąsiedztwa, zbudowaliśmy przeprawy łączące Polskę i Ukrainę.

Od 13 do 30 września wyjeżdżają na poligon w Białej Górze, gdzie będą ćwiczyć z 11 Dywizją Kawalerii Pancernej.

Wykonują przeprawy pontonowe i budują mosty składane. Potrafią budować mosty drewniane i chętnie wspierają w tym zadaniu lokalne samorządy. Kiedyś, w ramach ćwiczeń, budowali i rozbierali mosty drewniane na poligonie, który znali jak własną kieszeń. Teraz gminy dostarczają materiały, z których Wojskowe Jednostki Odbudowy (grupy zadaniowe) budują mosty zerwane podczas powodzi lub po prostu potrzebne dla ludzi .

- Społeczeństwo na własne oczy może zobaczyć, że wojsko jest potrzebne - dodaje kpt. Sylwester Ludwiczak, rzecznik jednostki.

- Pod koniec szkolenia żołnierze służby przygotowawczej, w ramach swoich specjalizacji, będą potrafili wspierać nas w przygotowaniu np. przepraw - zapewnia rzecznik prasowy.

Zapamiętał mundur pradziadka

Co kierowało Dominikiem, Mateuszem, Damianem i Bartłomiejem, że zdecydowali się na służbę w wojsku?

Damian Antosik (absolwent technikum gastronomicznego) spod Warszawy trafił do służby przygotowawczej za namową kolegów. Z zawodu jest kucharzem, pracował w warszawskich restauracjach. Przyznaje, że jest popyt na kucharzy, ale gorzej z zarobkami.

Cztery miesiące w kamaszach i z bronią [reportaż]
Roman Laudański

Kiedyś Damian chciał związać swoją przyszłość z gotowaniem, ale pozmieniał plany i trafił do wojska. - Nie chciałbym znowu tu gotować - zarzeka się. - Rodzina zareagowała pozytywnie, wierzą, że uda mi się skończyć ten turnus. Dziewczyna była niezbyt zadowolona, ale jakoś pogodziła się z moją decyzją. Tym bardziej że ostatnio przez pół roku stawiałem drewniany dom w Szwecji. Dom zbudowaliśmy, koledzy jeszcze zostali, ale ja wróciłem. Czy nie chciałbym tam zostać? To byłby fajny pomysł, ale moja dziewczyna kończy jeszcze studia.

Damian przyznaje, że miał w rodzinie pradziadka ułana, ale nie zdążył się już dowiedzieć o nim żadnych szczegółów. A kiedy mieszkał w internacie lubił czytać książki historyczne.

- Każdemu chłopakowi podoba się broń Zapewnia 22-letni Damian. Wspomina, że w dzieciństwie plastikowe pistolety i karabiny były jego ulubionymi zabawkami.

Bartłomiej Dyląg z Chrzanowa w województwie małopolskim pracuje jako elektromonter pod ziemią w kopalni „Janina” w Libiążu. - Bardzo chciałem pójść do jednostki powietrzno - desantowej w Gliwicach, to 50 kilometrów od domu, ale trafiłem tutaj. Wojsko podobało mi się od dziecka. Chyba zacząłem o nim myśleć, kiedy przed laty, chyba jako dziewięcioletni chłopak, zobaczyłem mundur pradziadka. Niestety, już niczego więcej się o pradziadku nie dowiedziałem. Został mi przed oczami obraz munduru. Później były żołnierzyki i podwórkowe strzelaniny, a wreszcie filmy. Marzenie o armii we mnie dojrzewało przez lata.

- Służba przygotowawcza wiąże się z przerwą w wykonywanej pracy, a wiadomo, jak dziś o nią trudno - opowiada Bartłomiej. - Przełożeni w kopalni nie byli zadowoleni z mojej decyzji, ale z tego powodu nie robili mi żadnych problemów. Rodzina popierała mój wybór. Dziewczyna trochę to przeżywała, ale jest ze mnie dumna i mnie wspiera.

Mateusz Superczyński z Rydlewa koło Żnina skończył technikum mechaniczne, zdał egzaminy zawodowe (technik mechanik) i stwierdził, że spróbuje swoich sił w wojsku. - Z pracą etatową jest u nas problem, ale niekoniecznie z dorywczą - dla chętnego zawsze się coś znajdzie - opowiada. - Od dzieciństwa marzyłem o wojsku. Brat jest policjantem, tradycje mundurowe są, a mundur szanuję, jest dla mnie bardzo ważny. Cieszę się, że trafiłem do Inowrocławia, do domu blisko, kadra bardzo dobra - wylicza Mateusz Superczyński.

Dominik Śmiechowski pochodzi z okolic Tomaszowa Mazowieckiego. - Pracowałem w dużym magazynie jako operator wózka widłowego. Brat cioteczny był w drugim turnusie służby przygotowawczej w Bolesławcu. Zachęcał do złożenia dokumentów w WKU. Zrobiłem to. Zaproponowali mi Kraków - na sapera, Inowrocław na zwiadowcę i jeszcze jedno miejsce na łącznościowca. Wybrałem Inowrocław. Zwiadowca w lesie - takie miałem wyobrażenie. Tata nie był do końca zadowolony, wolałby, żebym pracował w cywilu, ale pozostali namawiali mnie gorąco na armię, żeby się rękami i nogami trzymać wojska.

Ich pierwszy dzień w wojsku?

- Lekka dezorientacja, ale trzeba było szybko się ogarnąć.

- Zaaklimatyzować - dodają. - Przy wejściu zaopiekował się nami żołnierz, zaprowadził na śniadanie, a później pobraliśmy mundury i trafiliśmy do ośmioosobowych pokoi.

Cztery miesiące w kamaszach i z bronią [reportaż]
Roman Laudański

O szóstej rano mają pobudkę. Dziesięć minut później już biegają podczas zaprawy. Tłumaczą, że zaprawa na razie jest lekka, ażeby wszyscy zdążyli nabrać formy. Stopniowo, codziennie wysiłek jest większy, żeby słabsi zdążyli dogonić najlepszych. Póki co wszyscy dają radę. Pierwszy egzamin z wuefu to bieg na trzy kilometry, bieg krótki 10 razy 10, dziesięć podciągnięć na drążku i brzuszki (50 w dwie minuty). Zapewniają, że ten pierwszy egzamin jest po to, żeby ocenić formę żołnierza. Później będą następne.

Do godz. 15.00 mają wykłady teoretyczne z np. ochrony środowiska, bhp czy ochrony ppoż. Było wstępne omówienie budowy broni, warunki jej bezpiecznego użycia, rozmowa z prokuratorem na temat odpowiedzialności karnej i dyscyplinarnej w wojsku.

Wojsko uczy szacunku

Damian, Bartłomiej, Mateusz i Dominik opowiadają się za przywróceniem obowiązkowej służby wojskowej, co ich zdaniem - zapobiegłoby m.in. chamstwu na ulicach polskich miast.

Cztery miesiące w kamaszach i z bronią [reportaż]
Roman Laudański

- W wojsku każdy nauczyłby się szacunku dla drugiej osoby - twierdzą. - Wśród młodzieży nie ma żadnej dyscypliny, przecież to widać. Jak człowiek ma z tyłu głowy, że chciałby być żołnierzem, to podchodzi do życia i innych ludzi z większym taktem i szacunkiem - zapewniają.

- Najważniejsze, że trafiają do nas ochotnicy, którzy chcą być w wojsku - mówi płk Marek Wawrzyniak. - To są ludzie z pasją, a takim łatwiej jest przekazywać wiedzę. Wcześniej uczyli się w klasach mundurowych, organizacjach proobronnych. Cztery miesiące to nie jest dużo czasu, ale wówczas przygotowujemy ich do zadań zbieżnych z naszymi podstawowymi potrzebami i specjalnościami - do budowy dróg, mostów i przepraw.

Jacy stąd wyjdą? Bardziej doświadczeni. Bardziej wysportowani. Z lepszą formą. Na razie każdy chciałby zostać żołnierzem zawodowym. Bo to na razie jest początek ich drogi w mundurze. Przed nimi kolejne etapy specjalistycznych szkoleń.

Roman Laudański

Nieustającą radością w pracy dziennikarskiej są spotkania z drugim człowiekiem i ciekawość świata, za którym coraz trudniej nam nadążyć. A o interesujących i intrygujących sprawach opowiadają mieszkańcy najmniejszych wsi i największych miast - słowem Czytelnicy "Gazety Pomorskiej"

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.