Czas stańczyków [kanapa polityczna]

Czytaj dalej
Adam Willma

Czas stańczyków [kanapa polityczna]

Adam Willma

Prof. 
Roman 
Bäcker i redaktor Adam Willma rozmawiają o aktualnej sytuacji politycznej.

- Nie wiem, w jaki sposób zapisze się kadencja PiS, ale jedno jest już dziś pewne. Mamy do czynienia ze zmartwychwstaniem prawdziwej satyry politycznej.
- Plotki i kawały nieodłącznie towarzyszą władcom, którzy nie rozmawiają z ludem. Z im większym patosem wódz opowiada straszne rzeczy, tym chętniej się z niego śmiejemy. Opowiadanie żartów jest bronią bezsilnych. Nic dziwnego, że za 
Stalina opowiadacze anegdot budowali kanał Biełomorski, a ci, którzy ich słuchali - kanał Wołga-Don.

- Od lat satyra polityczna dołowała.
- Ileż można się było śmiać z wykrzywionej twarzyczki Donalda Tuska, kojarzyć jego imię z Kaczorem, czy „łączyć się w bulu” z Bronisławem Komorowskim? Ani wysoki poziom, ani wielka zabawa. W spokojnych czasach polityki „ciepłej wody” satyra polityczna więdnie jak kwiat na pustyni. Nie ma paliwa. Co innego wtedy, gdy emocje są rozbuchane, a starcie coraz bliższe. Pojawia się wtedy pole dla z jednej strony harcowników, a z drugiej - rozładowywaczy.

- Robert Górski, twórca „Ucha prezesa” wpadł na wspaniały pomysł. Z polityki nie trzeba się śmiać. Wystarczy ją pokazać z bliska.
- I nieco skondensować, wyostrzyć oraz dodać trochę ludzkich słabości i nawyków choćby w postaci siorbania mocno osłodzonej herbaty w szklance z metalową osłonką. To jest proszę pana chłeptanie kultowe, żywce wzięte z czasów PRL-u.

- Co więcej - Górski nie musi nikogo do niczego przekonywać.
- Dla zwolenników PiS jego „Ucho prezesa” będzie i tak ociepleniem ciepłego wizerunku wodza. Tymczasem dla przeciwników PiS ten satyryczny serial będzie ostatecznym obnażeniem autorytarnych rządów. Nic tylko być satyrykiem.

Górskiemu udało się pokazać coś więcej – to Prezes o wszystkim decyduje, to on za wszystkich myśli. Wódz ma zawsze rację i tylko on wie, komu, jak i kiedy daną prawdę objawić.

- Przy okazji okazało się, że Jarosław Kaczyński jest obdarzony poczuciem humoru. To zaskakujące.
- Jarosław Kaczyński to inteligentny gracz, który wiedział co należy odpowiedzieć. Gdyby zaczął odsądzać kabareciarzy od czci i wiary, następnego dnia „Ucho Prezesa” zostałoby obejrzane przez kilkanaście milionów ludzi. A tak – sensacji nie będzie. Jeśli jednak porządnie przeanalizować jego odpowiedź, widać, że musiał być wściekły i to nie tylko z powodu mleka dla kota.

- Większość polityków ma wykasowaną w mózgu zdolność do autoironii. Za ludzi bez poczucia humoru uchodzą m.in. Antoni Macierewicz, Donald Tusk i Leszek Balcerowicz. Typem sztywniaka jest również Radosław Sikorski, nie wspominając o Waldemarze Pawlaku.
- Istnieje szereg badań z psychologii polityki udowadniających, że im wyższą funkcję polityk sprawuje, tym istnieje większe prawdopodobieństwo wystąpienia u niego paranoi, skłonności autystycznych czy choćby całkowitego braku empatii. Pana lista sztywniaków zapewne jest prawdziwa, ale na pewno nie obejmuje wszystkich nazwisk. Obawiam się, że znajdziemy w polskiej polityce jeszcze smutniejszych panów.

- Relacje pomiędzy politykami i satyrykami zawsze były probierzem aktualnej sytuacji politycznej.
- To nie jest prosta zależność. Im więcej usłużnych satyryków, tym lepsze mają samopoczucie i tym gorszej jakości podejmują decyzje. Z kolei im więcej jest krytyki, tym więcej złości i chęci zemsty. I tak źle, i tak niedobrze.

- Istnieje jedynie obawa, że satyrycy tak dobrze wpiszą się w rolę polityków, że sami zaczną sięgać po władzę. Skoro mogą aktorzy, to dlaczego nie kabareciarze?
- Zgodnie z obowiązującą jeszcze konstytucją – każdy może startować w wyborach. Dotyczy to również kabareciarzy. Jestem pewien, że i w Polsce pojawią się satyrycy wśród kandydatów na najwyższe stanowiska. Mogli w Islandii, Francji i Włoszech, mogą i w Polsce.

- Sam nie wiem co gorsze - być rządzonym przez komika zawodowca czy przez komika amatora.
- Zawsze mówię studentom, że mają studiować to co chcą, byleby robili to z zapałem, pasją i radością. Dzisiaj nie ma już wielkiej różnicy między amatorem a zawodowcem. Jest natomiast ogromna - między dobrą a złą pracą, ponuractwem a radością, a przede wszystkim nienawiścią a miłością do bliźnich.

Adam Willma

Żyjący w coraz mniej oczywistym świecie ze stałym uczuciem deja vu. Nałogowy słuchacz ludzkich historii i muzyki sprzed trzech stuleci.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.