Były poseł się nie nudzi. Wraca na swoje

Czytaj dalej
Fot. Jacek Smarz
Maciej Czerniak

Były poseł się nie nudzi. Wraca na swoje

Maciej Czerniak

Nie dostali się do Sejmu albo odeszli z polityki wcześniej. Niektórzy, jak Łukasz Krupa pracują w samorządzie, inni jak Jerzy Wenderlich bardzo tajemniczo mówią o swoich planach.

W czerwcu 2014 roku poseł Mieczysław Łuczak reprezentujący w Sejmie ziemię łódzką zaproponował wprowadzenie zasiłku dla bezrobotnych posłów. Propozycja ta, zakładająca przyznanie byłym parlamentarzystom comiesięcznych wypłat w wysokości 4 tys. zł wywołała wtedy - co nie było zaskoczeniem - lawinę ostrych komentarzy. Okazuje się jednak, że posłowie, którym zabrakło głosów do zasiadania w ławach sejmowych, radzą sobie całkiem nieźle.

Poczet byłych parlamentarzystów z Kujaw i Pomorza otwiera dr Zbigniew Girzyński. Były poseł Prawa i Sprawiedliwości (wystąpił z tego ugrupowania w grudniu ubiegłego roku) 25 października ubiegał się o mandat w Senacie. Zaufanie, którym obdarzyło go prawie dwadzieścia tysięcy wyborców, okazało się jednak niewystarczające. Krótko po wyborach komentował porażkę słowami: - Nie mam czasu na przeżywanie faktu, że nie dostałem się do parlamentu. Wracam do swoich obowiązków - odniósł się krótko.

Na pytanie, czy to ostateczne pożegnanie z polityką, poseł po chwili zastanowienia, odpowiada: - Niektórzy w moim wieku dopiero zaczynają działalność publiczną. Ja na razie o tym nie myślę i nie mam też jakiegoś pomysłu na moją dalszą polityczną działalność. Zobaczymy, co przyniesie czas.

Bomba na koniec kadencji

Zbigniew Girzyński długo nie pozwolił czekać. Kilka dni później ponownie zrobiło się o nim głośno. Ale już nie za sprawą działań czysto politycznych. A związanych raczej z jego karierą naukową. Sześć dni po przegranych wyborach poseł-historyk zamieścił na swoim koncie na Facebooku odtajnioną tzw. listę Milczanowskiego. Na profilu społecznościowym Girzyński opublikował skany dokumentów, o wgląd do których starał się od miesięcy w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Materiały zawierająca nazwiska ponad 7 tys. kandydatów, którzy startowali do Sejmu i Senatu w 1991 roku. A na dwustu stronach dokumentów znajdują się notatki dotyczące osób pozyskiwanych, sprawdzanych i rozpracowywanych przez służby bezpieczeństwa PRL-u.

- Cieszę się, że kończąc moją dziesięcioletnią pracę w parlamencie mogę przyczynić się do zwiększenia naszej wiedzy z zakresu jawności życia publicznego - wyjaśnia były poseł, który pracuje jako wykładowca w Instytucie Historii i Archiwistyki Uniwersytetu Mikołaja Kopernika.

Girzyński był w Sejmie przez trzy kadencje (od 2005 roku). Jego młodszy stażem kolega z ław poselskich, Łukasz Krupa (poseł VII kadencji, od 2011 roku), któremu również noga powinęła się na październikowych wyborach (zdobył 3373 głosy), też nie narzeka na nudę.

Ach ta polityka! Ciągnie do niej

Dzień po wyborczej porażce polityk Platformy Obywatelskiej mówił: - Cóż, nie szukałem alternatywy, jeśli chodzi o zajęcie, w które mógłbym się zaangażować. Oznaczałoby to, że zakładam porażkę - komentował: - Mam za sobą cztery lata pracy w Sejmie, które bardzo wiele mnie nauczyły. Wiem jedno - nie zamierzam zmarnować tych doświadczeń. Tego kapitału - zapewniał 34-letni były już poseł.

Napomknął przy tym, że być może wróci do działalności biznesowej, którą prowadził wcześniej - zanim zasiadł w sejmowej ławie. Szukanie pracy nie zajęło mu jednak dużo czasu. Miesiąc po wyborach został pełnomocnikiem prezydenta Bydgoszczy do spraw powołania metropolii. Jak sam zaznacza, jego zadaniem jest odpowiadanie za realizację „kalendarza związanego z powołaniem metropolii”.

- Cieszę się bardzo i jestem wdzięczny panu prezydentowi, że zostałem doceniony; że obdarzył mnie zaufaniem powierzając mi to zadanie - mówi Krupa.

Na pytanie o plany biznesowe, odpowiada śmiejąc się: - No, jak widać posłów, również tych byłych ciągnie jednak do polityki. I teraz kontynuuję działalność polityczną, ale już na tym lokalnym, samorządowym szczeblu. Temu się poświęcam, na tym jestem skupiony i w tę właśnie misję jestem obecnie zaangażowany. Bydgoszcz zawsze była mi bliska i cieszę się, że mogę teraz pracować dla tego miasta.

Określenie „powrót na swoje” jest wyjątkowo trafne w przypadku byłej posłanki PO Iwony Kozłowskiej. W październikowych wyborach oddało na nią swoje głosy 6406 osób. Tych raptem 1,71 procent głosów z ogółu wyborców w okręgu bydgoskim okazało się niewystarczające. W dniu ogłoszeniu wyników posłanka zaznaczała jednak, że tak naprawdę nie czuje się przegraną.

- Zdobyłam w Sejmie ogromne doświadczenie. Ale już przedtem zajmowałam się działalnością publiczną - mówi Kozłowska nawiązując między innymi do pracy w sejmiku kujawsko-pomorskim. Była wtedy między innymi przewodnicząca klubu radnych PO. - Przez cały czas pełnienia mandatu posła utrzymywałam kontakt z działaczami samorządowymi, lokalnymi. I te kontakty zamierzam utrzymywać również teraz. Chcę dalej pracować dla dobra regionu.

Kozłowska zanim została radną województwa, pracowała jako nauczycielka w Zespole Szkół w Pęperzynie, potem została dyrektorem Domu Pomocy Społecznej w Kamieniu Krajeńskim. I na to stanowisko wróciła w listopadzie tego roku.

Pożegnania i propozycje

Niektórzy politycy, jak Anna Bańkowska, z pracą w Sejmie i sejmowymi kuluarami pożegnali się już wcześniej. Przed wyborami.

Posłanka lewicy, która na Wiejskiej spędziła 24 lata (od 1989 roku z przerwą w latach 2005-2007), oświadczyła w lipcu tego roku, że nie zamierza kandydować kolejny raz.

- Z tą decyzją nosiłam się od roku - powiedziała podczas konferencji prasowej. - Widzę mniejsze zapotrzebowanie na pogłębioną, merytoryczną pracę w Sejmie, a większe zainteresowanie wystąpieniami a’ la show. To mi nie odpowiada. Jestem nastawiona na ciężką pracę organiczną, ustawodawczą - tłumaczyła swoje pożegnanie z polityką. Przeszła na emeryturę.

Pod względem długości poselskiego stażu niewiele Bańkowskiej ustępuje Jerzy Wenderlich (mandat nieprzerwanie od 1993 roku), były wicemarszałek VI i VII kadencji. Zabrakło go w nowym Sejmie, bo Zjednoczona Lewica, z której listy startował, nie przekroczyła progu wyborczego. Czy Jerzy Wenderlich żegna się na dobre z polityką? Na pytanie o najbliższe plany i nowe wyzwania odpowiada raczej niechętnie. I niemniej tajemniczo: - Chciałbym tylko powiedzieć, że bardzo dziękuję tym wszystkim osobom, które cenią moje doświadczenie. Co będę robił? Na razie dostałem siedem propozycji pracy.

Gdzie? Na to pytanie marszałek unika odpowiedzi: - Decyzję podejmę w styczniu. Nic więcej na ten temat nie zamierzam mówić.

Maciej Czerniak

W Gazecie Pomorskiej zajmuję się tematyką kryminalną, policyjną, jestem autorem relacji sądowych. Podejmuję sprawy z kręgu dziennikarstwa śledczego, najczęściej dotyczące tego, co dzieje się na styku władz publicznych z sektorem prywatnym. Z wykształcenia jestem polonistą, a tym, co w mojej pracy najbardziej mnie pociąga i codziennie zadziwia, jest fakt, że najciekawsze historie zawsze pisze życie. Bywają bardziej niezwykłe od scenariuszy filmów. Nie tylko sensacyjnych. Nie zamykam się jednak w tematyce prawno-kryminalnej. Interesuje mnie wszystko, co wiąże się z przemianami społecznymi - od polityki przez prawo do nowych technologii.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.pomorska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.